22 Sie

Too Long, Didn’t Read. Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Tak uważa Jacek Dukaj w Tygodniku Powszechnym odnosząc sie do żywo dyskutowanego obecnie tematu “klątwy lektury internetowej”, tematu wywołanego  w 2008r. przez Nicholasa Carra w tekście Is Google Making Us Stupid i kontynuowanego w jego nowej, wydanej w lipcu książce The Shallows: What the Internet is Doing to Our Brains.

Czy faktycznie internetowe nawyki aż tak bardzo formatują nasze mózgi ? Czujemy sami przez skórę, że coś  się dzieje z naszą percepcją, dowodzą tego badania, a sposób w jaki korzysta z Sieci pokolenie Cyfrowych Tubylców (Digital Natives) nie zostawia chyba wątpliwości.  Pytanie brzmi co złego (a może i dobrego)  niesie ta zmiana, skoro u ich posiadaczy pojawiają znaczące problemy ze skupieniem na dłuższej lekturze (z tym problemu akurat jeszcze nie mam), bardziej złożonym myśleniem (hmm…) i rodzi się  oczekiwanie na nieustający strumień bitów płynących  z  ekranu pobudzających rozmaite ośrodki w naszym mózgu.

Ten tekst Jacka Dukaja składa się z 20 614 znaków, albo 2891 słów.
Too Long or Not Too Long to Read?

Ostrzegam, że tekst Dukaja nosi tytuł  “Za długie, nie przeczytam.. (tytuł jest zarazem sieciowym akronimem TL, DR co oznacza Too Long, Didn’t Read) i obejmuje 2 bite kolumny w papierowym TP (kto to przeczyta?) lub dla niecierpliwych internautów 9 podstron w necie, gdzie łatwiej utrzymać uwagę na krótkich porcjach treści 😉

Dukaj, autor liczącego tysiąc stron Lodu (dziennikarze zawsze pytają go dla kogo napisał taką grubą cegłę) podobnie jak Nicholas Carr zdiagnozował taki, nowy stan także u siebie, bo jak pisze sama możliwość dostępu do Sieci czyni niezwykle trudnym skupienie się i pracę nad tekstem w tradycyjny sposób.

 

Muszę fizycznie odciąć się od dopływu informacji, żeby umysł przestawił się na “myślenie książkowe”, przestał skakać po skojarzeniach i domagać się coraz to nowych bodźców uwagi.

 

 

Co się dzieje z wyguglowanymi umysłami wg Dukaja?

1. zanika zdolność rozumowania wymagająca utrzymania w głowie długich łańcuchów implikacji (A→B→C→D→E) na rzecz rozumowania przez sąsiedztwo i operowania nawet na dużych zbiorach danych  ({A, B, C, D} {E, F, B} {A, C, E, G, H, I}

2. znaczenie ma nie tylko sposób w jaki odbieramy treści, ale i je tworzymy. Nietzsche zaczął pisać inaczej odkąd zaczął pisać na maszynie

3. pisząc w edytorze tekstu nie obejmujemy całości treści, taki e-tekst rozlewa się w czasie i przestrzeni

4. efektem takiego stylu jest zanik “rozległych rozumowań implikacyjnych na rzecz lokalnych rozumowań asocjacyjnych.” Efektem nawyk lektury “szczelinowej”:

 

Proszę sobie przedstawić czytanie jako proces: lampa umysłu oświetla pogrążony w mroku fresk językowy. Dziś czytamy inaczej, bo wymontowano nam z głów reflektory, zastępując je chirurgicznymi latarkami.

 

Literatura nie umiera jednak, ale poszukuje nowych form, czego przejawem jest powieść guglowa (google wystepuje tu rzecz jasna jako metafora Sieci, korzystania z informacji itd), która skutecznie rozbraja w mózgu czytelnika odruch TL, DR.

Dukaj wyróżnia 3 cechy nowej literatury, po której  przejechał walec Google’a:

1. operowanie mikromodułami narracji: przykładem Millenium Stiega Larssona

2. symultaniczność: akcja rozbita na kawałki, lokalizacje, wiele postaci

3. fragmentacja: wystarczy ogarniać niewielki kawałek historii

Pisze Dukaj, że owo połączenie długich form narracyjnych z tą guglową wrażliwością uważa się za symbol kultury pierwszej dekady XXI w., a jej przejawem są chociażby seriale, które stały się domyślną metodą „opowiadania świata”  i ogląda się je w wielogodzinnych maratonach; także gry komputerowe zajmują całe noce.

Na koniec dobra i zła wiadomość.  Kto załamuje ręce nad tym zjawiskiem, niech się cieszy, że nowe mózgi chociaż czytają inaczej, to jednak czytają. Zła wiadomość brzmi zaś tak, że słowo to tylko etap pośredni w Sieci i w przyszłości zostanie w jakiejś cześci zastąpione przez mutlimedia.

Tako rzecze Jacek Dukaj.

PS 1. A propos. Europoseł PiS Marek Migalski napisał właśnie na swoim blogu sążnisty List otwarty do prezesa  Jarosława Kaczyńskiego, gdzie otwarcie poddaje miażdżącej krytyce Prezesa za jego butę, brak szacunku do innych i kierowanie się obsesjami w polityce.  List jest bardzo, bardzo  długi.

Jeden z internautów od razu skomentował go od razu tak:

To ma przynajmniej 7 lub 8 stron znormalizowanego maszynopisu. Nie chce mi się czytać, za długie.  Pewnie inni też nie będą chcieli.

PS 2.  A teraz  z cos z innej beczki: Kto czyta ten frajer – rozmowa z Beatą Stasińską z wydawnictwa W.A.B., o przyszłości rynku książki, polskim czytelnictwie  i kupowaniu książek, na które Unia Europejska może nie utrzymać zerowej stawki  VAT (i wprowadzić w nowym roku stawkę od 5 do 8 proc.).

Beata Stasińska: Internet sprawił, że człowiek wrócił do alfabetu, ćwiczy sztukę czytania. Problemem jest co innego. Polscy politycy obciążyli podatnika wprowadzeniem np. religii do szkół, a nie mają woli, żeby – wzorem społeczeństw zachodnich – wprowadzić lekcje biblioteczne czy inwestować w księgozbiory bibliotek. Przecież w Polsce istnieją biblioteki, które mają pieniądze na zakup ledwie siedmiu książek rocznie! Jeśli wejdzie VAT, będą kupować jeszcze mniej.

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75475,8277084,Kto_czyta__ten_frajer.html#ixzz0xLzNFSKS

11 Sie

Ukrzyżowani 2010, czyli 326 nowych krzyży

Zmroziła mnie informacja o koszmarnie wysokiej liczbie ofiar wypadków drogowych w lipcu. Według policji zginęło 326 osób. W sezonie wakacyjnym wypadków jest niestety najwięcej, i zapowiada się, że będzie  jeszcze gorzej, skoro w ciągu 8 dni sierpnia zginęlo już 87 osób.

Nie powiódł się natomiast eksperyment o życzeniowej nazwie „Weekend bez ofiar”, gdy od 6 do 8 sierpnia na drogach zginęły 44 osoby. Policja przeprowadziła medialną akcję apelując o szczególną rozwagę w ten weekend, a i tak śmiertelne statystyki zebrały największe dotychczas żniwo podczas wakacji, bo w lipcowe weekendy ginęło średnio 30 osób.

Podczas „weekendu bez ofiar” w 308 wypadkach rannych zostało 542 osób, a policji udało się wyłapać 1697 pijanych kierwców. Zawsze zastanawiam się ilu kierowców jeździ po pijaku każdego dnia, jeśli przypadkowe kontrole wyłuskują ich 500 dziennie!

11 Sie

Prezentacja Gdyni na Expo 2010 w Szanghaju

Na tegorocznym Expo w Szanghaju, którego temat przewodni brzmiał „Better city, better life” swoje pięć minut miała Gdynia.

Miałem przyjemność  pracować przy stworzeniu  prezentacji „Kreatywne miasto Gdynia„, opowiadającego  historię tego niezwykłego miasta, które skończyło w tym roku (10 lutego) 84 lat (wg chińskiego horoskopu 2010 jest rokiem Tygrysa).  Bałtyckiego tygrysa na Expo 2010 prezentował wiceprezydent Gdyni Michał Guć oraz kierujące Gdyńskim Centrum Innowacji Anna Borkowska i Edyta Depta.

Zrezygnowaliśmy z tradycyjnej formy przekazu opartej o slajdy i fotografie i postawiliśmy brawurowo skorzystać z Prezi. Prezentację,  jej stronę wizualną i sympatyczne grafiki ożywiające opowieść wykonało niezawodne studio grafiki Esy-floresy.

Tu przekierowuję do prezentacji na stronie  Prezi.com

07 Sie

Mike Rowe, spec od brudnej roboty o kastrowaniu baranków

Jeśli występujesz publicznie  pamiętaj, że liczysz się tylko Ty i to co masz do powiedzenia. Nawet najlepsza na świecie prezentacja jest uzupełnieniem historii, którą przedstawiasz (jeśli możesz nie rezygnuj z niej) i ma służyć wzmocnieniu przekazu. Jeśli uważasz, że Twoja opowieść nie potrzebuje dopalaczy, zrezygnuj z nich. Krystalicznie czystym przykładem tej tezy jest Mike Rowe, autor cyklu programów „Dirty Jobs” na Discovery Channel, który był gościem na TED w 2009r.

Powiedzieć, że Mike Rowe miał kapitalne wystąpienie, to nic nie powiedzieć. To było koncertowo przedstawiona przypowieść o mądrości płynącej z doświadczenia farmerów, gdzieś w amerykańskim interiorze przeciwstawiona teorii. Żadnych slajdów, zdjęć, wideo, tylko obezwładniająco silny głos prezentera ukazujący odwieczny konflikt między chropowatą rzeczywistością a eleganckimi teoriami.

Jednakowoż historia kastrowania w ujęciu Rowe’a stała się przypowieścią będącą pochwałą praktycznej ludzkiej wiedzy, która rodzi się bezpośredniego zderzenia z rzeczywistością, w odróżnieniu od wiedzy ekspertów, którzy zalecając tzw. humanitarne kastrowanie, skazują małych posiadaczy jąder na znacznie dłuższe cierpienie fizyczne i psychiczny dołek (tu więcej o barankach i zadufanych ekspertach).

Podoba mi sie jak Rowe z szacunkiem wyraża się o brudnej (a jakże) pracy fizycznej, którą zna z własnego doświadczenia i  ubolewa zarazem, że  społeczeństwo nie darzy ludzi od zwykłej, ciężkiej roboty należytym szacunkiem.

Wiarygodną apologię dobrze pojętej pracy fizycznej daje Matthew Crawford w książce „Shop Class as Soulcraft”. Ten młody filozof rezygnuje z kariery naukowej, otwiera zakład naprawy motocyki i tam  poświęca się pasji z lat młodości.

Karol Jałochowski w tekście „Filozofia na dwóch kółkach” opisuje motywy Crawforda:

 

Dość trywialnemu, jak można by uważać, odkryciu Crawforda, że oświecenie jest osiągalne w tym samym stopniu dla filozofów i matematyków, jak i ogrodników czy mechaników, towarzyszą znacznie mniej oczywiste refleksje. Crawford akcentuje wartość dobrej, staromodnej wiedzy, nacechowanej osobistym doświadczeniem, i wynikającej z lat pracy intuicji. (…) W rzemiośle upatruje Crawford lekarstwa na schizofreniczny podział na czas pracy (nużącej, lecz koniecznej) i czas wypoczynku, podczas którego rzekomo osiągnąć można opiewaną w folderach reklamowych pełnię życia. (…) Efekt dobrze wykonanej pracy jest źródłem pozytywnego promieniowania etycznego, obejmującego zarówno jej wykonawców, jak i odbiorców. Gwarantuje równowagę między samowystarczalnością a solidarnością. Przede wszystkim jednak naprawa motocykla nadaje wartość porażkom i niepowodzeniom, tak niemile widzianym w cyklu publicznego nauczania. Rzecz jasna, prawidłowość ta dotyczy nie tylko mechaników…

 

Tyle szlachetnej teorii.  Szacunek wyrażany  dla brudnej roboty Mike’a Rowe’a i jego poświęcenia też jest podszyty fałszem, bo  wiadomo, że jest showmanem, który tylko wciela się w rolę „fizola”.  Ale gdy zastanowicie się czym bardziej pracuje tzw. „złota rączka”, rzemieślnik, mechanik czy elektryk to dojdziecie do wniosku, że ich mózgi w wielu przypadkach pracują znacznie lepiej niż u schludnych pracowników w klimatyzowanych pomieszczeniach.