09 Wrz

Jak zrobić brawurową prezentację w 9 krokach?

Przygotowałem prezentację, gdzie proponuję 9 prostych zasad, aby zrobić fajną (brawurową) prezentację, z silną stroną wizualną. Porady są bezlitośnie skrócone do 137 znaków łącznie. Narzuciłem sobie ograniczenie, aby łączna liczba  znaków nie przekraczała 140, czyli tyle ile można ich zamieścić na Twitterze. Dzięki temu 9 rewolwerowych zasad można przesłać tylko w jednym twicie!

05 Wrz

Kultura (a więc i gospodarka), głupcze!

Z okazji 1 września na okładce POLITYKI (36/2010) alarmująca informacja, że szkoła szkodzi, nasze dzieci zmieniają się szybciej niż szkolne programy,  a w środku tekst Marzeny Żylińskiej dowodzący, że gdyby zrobić eksperyment jak najlepiej ograniczyć potencjał ludzkiego umysłu trzeba by stworzyć coś na kształt… szkoły.
Dalej kilka artykułów o tym czym jest kultura w XXI wieku i dlaczego jej rozwój ma kluczowe znaczenie dla rozwoju ekonomicznego. Teksty te ciekawie ze sobą tokują i nie jest tak pewnie wcale przez przypadek.

Bartek Chaciński daje wgląd w fenomen islandzkiej muzyki (Bjork, Sigur Ros, GusGus, Emiliany Torrini, Mum, FM Belfast, The Sugarcubes, Jonsi,)  która niemal w całości zaprezentuje się w Krakowie na Sacrum Profanum.  Kultura w tym liczącym  300 tys. kraju stanowi 4 proc. wartości gospodarki,  a co 10 -ty mieszkaniec kraju odwiedza festiwale filmowe. Tamtejszy magazyn o kulturze The Grapevine (po angielsku) rozchodzi się (jest za darmo i wychodzi 18 razy na rok)  w nakładzie 25 tys. ezgemplarzy (statystycznie wygląda to tak, że czyta go każdy Islandczyk odwiedzający jakiś festiwal fimowy).

Islandia to wyjątkowy kraj, nie tylko ze względu na wulkan Eyjafjallajökull. Fot. Flickr

W tej sytuacji Iceland Music Export, czyli ichniejsze biuro promocji muzyki (w Polsce takiego czegoś nie ma) nie załamuje rąk nad kryzysem gospodarczym, ale wspólnie z Brytyjczykami tworzą raport o wpływie polityki kulturalnej na ekonomię.

Obyczajową otwartość Islandczyków, która ma związek także z ich kulturalnym zaangażowaniem potwierdza  urzędująca premier krainy gejzerami płynącej Jóhanna Sigurðardóttir , która jest lesbijką i przyznała się do tego oficjalnie jako pierwszy (pierwsza) szef rządu (wg Wikipedii).

Odwracam kartkę, a tam Edwin Bendyk donosi (który to już raz) to, o czym Islandczycy już wiedzą, czyli, że kultura buduje.  Przypomina, że nie da się zbudować nowoczesnego kraju bez artystów z sukcesami, prężnie działającego przemysłu kreatywnego,  kulturalnej infrastruktury i bez aktywnego w niej uczestniczenia. Tu swoją rolę może a nawet powinna odgrywać szkoła, ale raczej tego nie robi (vide: początek tej notki).

Żeby nowoczesne, postprzemysłowe społeczeństwo na ziemi polskiej budować trzeba posiąść sztukę  (niestety)  innowacyjnej  konsumpcji, czyli umiejętności rozumienia i konsumowania dostępnej oferty, a także gotowości do akceptacji zmian, nowości, otwartych postaw.  Aby pokazać, że już weszliśmy na właściwą drogę Bendyk zaznacza, że w europejskim rankingu kreatywności (Design Creativity Index) jesteśmy trzeci od końca.

Statystyki z podbiegunowej Islandi o których wspominał Chaciński mrożą krew w żyłach, a polskie tylko podnoszą  ciśnienie: nakłady na kulturę należą do najniższych w Europie, za to na jedną interwencję na rynku rolnym (likwidacja tzw. górki wieprzowej) wydano więcej niż wynosił roczny budżet na kulturę.

A nakładów na kulturę w wysokości 1 proc. budżetu domaga się ruch społeczny Obywatele Kultury, zrodzony na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie w 2009r.  A poszukujący trwałego rozwiązania prof. Jerzy Hausner proponuje pakt społeczny dla kultury.

Przerzucam kolejną kartkę, a tu Jacek Dehnel w zabawnym i pouczającym felietonie o flatulistach (ludziach posiadających rzadką zdolność zasysania powietrza z pomocą mięśni odbytu i wypuchaniem go z powrotem w kunsztowny sposób) całym sercem popiera akcję Obywateli Kultury i 1 proc. na rzecz tejże, i apeluje, by więcej wydawać na kulturę niż jałowe pierdzenie w stołki (pewnie nie tylko w gmachu ministerstwa kultury?)

Doszukując się na siłę jakichś plusów w polskiej obyczajowości, znajduje taki (niestety historyczny) passus u Passenta, który pisze, że polityka kadrowa Marszałka Pisłudskiego faworyzowała rozmaite mniejszości, a jako przykład podaje radcę ambasady w Paryżu Anatola Muhlsteina, zwanego Żydem Piłsudskiego i Jarosława Iwaszkiewicza, który był sekretarzem ambasady RP w Kopenhadze przed wojną.

Całą sytuację ratuje nieoczekiwanie Stanisław Tym, który w felietonie (na kolejnej stronie) ukazuje tolerancyjny rys polskiej obyczajowości pisząc, że ateistom i bolszewikom wybaczamy. Nam wystarczy, że będą na wieki w piekle.

I tak oto udało się dość kulturalnie przebrnąć przez tygodnik.

02 Wrz

Skleroza literacka, czyli pochwała niepamięci

Wyjmuję oto ze stosu książek “Bezpowrotnie utraconą leworęczność” Jerzego Pilcha i otwieram na chybił trafił na stronie 74.

Otwieram i czytam to co widzę, a widzę akapit o zbawiennej wyższości zapominania nad banalną zdolnością do mechanicznego zapamiętywania.

Od razu przypominam sobie, że czytałem tę książkę z 10 lat temu, ale tego rozdziału nie pamiętam (czytałem więc czy nie?), choć pamiętam intensywnie inne Pilchowe mocne frazy, których odłamki wciąż tkwią w głowie .

A przeszłość? Czy nie jest snem, z którego zostają w pamięci tylko fragmenty.

Pilch wcześniej przytacza tekst Patricka Suskinda Amnezja in litteris, gdzie niemiecki autor daje wyraz swoim nieco fałszywie wykreowanych, ale jednak wątpliwościom dotyczącym całkowitej utraty pamięci literackiej.

Suskind daje opis jak to sięga (niby) na chybił trafił po książkę (po którą już sięgał, ale nie pamięta), jak to zaczyna ją czytać (czytał ja już, ale nie pamięta), jak to ogarnia go absolutny zachwyt (był już w tym zachwycie, ale zapomniał).

Pilch pisze, że niepamięć jest zasadą literatury, bo niepamięć jest też zasadą snu, a literatura to zbiór zapisanych snów, zaś największa nawet powieść realistyczna to (paradoksalnie) także zapis wyrazistego snu.

Gdy Suskind pyta: po co zatem czytać ponownie książkę, skoro w ślad za tym pytanie czai się odpowiedż, że wkrótce i po niej nie zostanie ślad wspomnienia. Na to Pilch odpowiada tak, dając tej literackiej u podłoża wątpliwości wyjaśnienie totalne:

 

Po co kochać, jak już się kochało? Po co jeść, jak już się jadło? Po co jechać do Wisły* jak już się tam było? Po co iść do kina, jak już się było w kinie? Z takiego mianowicie powodu, że życie jest jednorazowe i swej jednorazowości produkuje silny, mityczny i nieubłagany głód powtarzalności.

Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać. (…) Z najbardziej nawet zapomnianych tekstów odkładają się w labiryntach podświadomości fragmenty obrazów, tonacji, fabuł.

 

Nieprzypadkiem, pisze Pilch, wiele książek zaczyna się sceną przebudzenia bądż zasypiania. Obraz literatury jako snu ma długą tradycję, a literatura to jest według Pilcha wiekuiste wychodzenie i wchodzenie w sen.

Dobranoc.

* –  Wisła to także rodzinna miejscowość Jerzego Pilcha, nie tylko Adama Małysza

PS. Do tego co pisze Pilch odnosi się słynna reguła Lema: Nikt nic nie czyta; jeśli już czyta nic nie rozumie; jak już rozumie od razu zapomina.