05 Wrz

Kultura (a więc i gospodarka), głupcze!

Z okazji 1 września na okładce POLITYKI (36/2010) alarmująca informacja, że szkoła szkodzi, nasze dzieci zmieniają się szybciej niż szkolne programy,  a w środku tekst Marzeny Żylińskiej dowodzący, że gdyby zrobić eksperyment jak najlepiej ograniczyć potencjał ludzkiego umysłu trzeba by stworzyć coś na kształt… szkoły.
Dalej kilka artykułów o tym czym jest kultura w XXI wieku i dlaczego jej rozwój ma kluczowe znaczenie dla rozwoju ekonomicznego. Teksty te ciekawie ze sobą tokują i nie jest tak pewnie wcale przez przypadek.

Bartek Chaciński daje wgląd w fenomen islandzkiej muzyki (Bjork, Sigur Ros, GusGus, Emiliany Torrini, Mum, FM Belfast, The Sugarcubes, Jonsi,)  która niemal w całości zaprezentuje się w Krakowie na Sacrum Profanum.  Kultura w tym liczącym  300 tys. kraju stanowi 4 proc. wartości gospodarki,  a co 10 -ty mieszkaniec kraju odwiedza festiwale filmowe. Tamtejszy magazyn o kulturze The Grapevine (po angielsku) rozchodzi się (jest za darmo i wychodzi 18 razy na rok)  w nakładzie 25 tys. ezgemplarzy (statystycznie wygląda to tak, że czyta go każdy Islandczyk odwiedzający jakiś festiwal fimowy).

Islandia to wyjątkowy kraj, nie tylko ze względu na wulkan Eyjafjallajökull. Fot. Flickr

W tej sytuacji Iceland Music Export, czyli ichniejsze biuro promocji muzyki (w Polsce takiego czegoś nie ma) nie załamuje rąk nad kryzysem gospodarczym, ale wspólnie z Brytyjczykami tworzą raport o wpływie polityki kulturalnej na ekonomię.

Obyczajową otwartość Islandczyków, która ma związek także z ich kulturalnym zaangażowaniem potwierdza  urzędująca premier krainy gejzerami płynącej Jóhanna Sigurðardóttir , która jest lesbijką i przyznała się do tego oficjalnie jako pierwszy (pierwsza) szef rządu (wg Wikipedii).

Odwracam kartkę, a tam Edwin Bendyk donosi (który to już raz) to, o czym Islandczycy już wiedzą, czyli, że kultura buduje.  Przypomina, że nie da się zbudować nowoczesnego kraju bez artystów z sukcesami, prężnie działającego przemysłu kreatywnego,  kulturalnej infrastruktury i bez aktywnego w niej uczestniczenia. Tu swoją rolę może a nawet powinna odgrywać szkoła, ale raczej tego nie robi (vide: początek tej notki).

Żeby nowoczesne, postprzemysłowe społeczeństwo na ziemi polskiej budować trzeba posiąść sztukę  (niestety)  innowacyjnej  konsumpcji, czyli umiejętności rozumienia i konsumowania dostępnej oferty, a także gotowości do akceptacji zmian, nowości, otwartych postaw.  Aby pokazać, że już weszliśmy na właściwą drogę Bendyk zaznacza, że w europejskim rankingu kreatywności (Design Creativity Index) jesteśmy trzeci od końca.

Statystyki z podbiegunowej Islandi o których wspominał Chaciński mrożą krew w żyłach, a polskie tylko podnoszą  ciśnienie: nakłady na kulturę należą do najniższych w Europie, za to na jedną interwencję na rynku rolnym (likwidacja tzw. górki wieprzowej) wydano więcej niż wynosił roczny budżet na kulturę.

A nakładów na kulturę w wysokości 1 proc. budżetu domaga się ruch społeczny Obywatele Kultury, zrodzony na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie w 2009r.  A poszukujący trwałego rozwiązania prof. Jerzy Hausner proponuje pakt społeczny dla kultury.

Przerzucam kolejną kartkę, a tu Jacek Dehnel w zabawnym i pouczającym felietonie o flatulistach (ludziach posiadających rzadką zdolność zasysania powietrza z pomocą mięśni odbytu i wypuchaniem go z powrotem w kunsztowny sposób) całym sercem popiera akcję Obywateli Kultury i 1 proc. na rzecz tejże, i apeluje, by więcej wydawać na kulturę niż jałowe pierdzenie w stołki (pewnie nie tylko w gmachu ministerstwa kultury?)

Doszukując się na siłę jakichś plusów w polskiej obyczajowości, znajduje taki (niestety historyczny) passus u Passenta, który pisze, że polityka kadrowa Marszałka Pisłudskiego faworyzowała rozmaite mniejszości, a jako przykład podaje radcę ambasady w Paryżu Anatola Muhlsteina, zwanego Żydem Piłsudskiego i Jarosława Iwaszkiewicza, który był sekretarzem ambasady RP w Kopenhadze przed wojną.

Całą sytuację ratuje nieoczekiwanie Stanisław Tym, który w felietonie (na kolejnej stronie) ukazuje tolerancyjny rys polskiej obyczajowości pisząc, że ateistom i bolszewikom wybaczamy. Nam wystarczy, że będą na wieki w piekle.

I tak oto udało się dość kulturalnie przebrnąć przez tygodnik.