14 Lis

TED. 18 minut, które zmienia świat (prezentacji)

Na liście stresujących sytuacji lęk przed publicznymi wystąpieniami plasuje się dość wysoko. A jeśli dostąpiłeś zaszczytu bycia zaproszonym na TED musisz się przygotować, że będą oglądać Cię miliony. Jak dotąd niemal 700 osobom udało się strach pokonać, a nagrane wystąpienia w ciągu 3 lat zostały wyświetlone ponad 300 milionów razy (czerwiec 2007-czerwiec 2010) i liczba ta wykładniczo rośnie, bo popularność TED, dzięki lokalnym wersjom TEDx zatacza coraz szersze kręgi.

Ja z kolei mam poczucie graniczące z pewnością, że dzięki ogromnej popularności konferencji TED, a nade wszystko dzięki właśnie dostępności nagrań w internecie mamy przy okazji do czynienia nie tylko z inspirującym pomysłem na popularyzację wiedzy, ale przede wszystkim ze złotym okresem dla szeroko rozumianej sztuki prezentacji.

TED uzmysłowił (wszak oddziałuje na wszystkie zmysły) jak szeroko pojmować znaczenie wystąpienia i prezentacji. To nie tylko wciągające historie, brawurowe slajdy, animacje (Hans Rosling jako człowiek tańczący z wykresami)  i filmy, pomysłowe eksponaty (prawdziwy w mózg przyniesiony przez Jill Bolte Taylor), przedmioty, które wnoszone na scenę wzmacniają przekaz.  To rzecz jasna tylko scenografia do bohaterów, którzy wychodzą na scenę: inteligentnych, odważnych ludzi z poczuciem humoru, którzy zarażają pasją i pokazują jak myśleć inaczej.

Gdy rozmawiam z ludźmi o prezentacjach szybko znajdujemy wspólny język, właśnie wtedy gdy mój rozmówca oglądał wystąpienia z TED.

Inspirujący duch TED dociera do tak odległych miejsc jak Kibera w Kenii. Leżąca na przedmieściach Nairobi Kibera jest jednym z największych slamsów w Afryce.

Skąd się bierze popularność TED? Pomysłodawca cyklu spotkań (warto dodać, że pierwsze spotkanie odbyło się już w 1984r.,) Chris Anderson (ale to nie ten Chris Anderson z WIRED)  uważa, że komunikacja twarzą w twarz jest najbardziej naturalna dla naszego gatunku, wszak na przestrzeni tysięcy lat ewolucji została doskonalona w warunkach bojowych, a zatem nasz mózg jest najlepiej uzwojony właśnie pod kątem tej umiejętności. A czytanie i pisanie to względnie nowe wynalazki, bo od 500 lat byliśmy pod wpływem wynalazku Gutenberga i słowa pisanego, ale teraz za sprawą video online znowu nadchodzi dobry czas dla słowa mówionego; a w przekazie face to face zawarta jest pełna informacja, która ulega redukcji przy pisaniu: gesty, mimika twarzy, brzmienie głosu, kontakt wzrokowego,  emocje, pasja czy sposoby w jaki reaguje publiczność.

Dla  ludzi od prezentacji i myślenia wizualnego oznacza to, że  będą mieć pełne ręce roboty 😉

P.S.  Chris Anderson twierdzi, że szybki przekaz video z jego większym ładunkiem informacyjnym  (niż druk) przyczynia się do upowszechniania innowacji, przekazywania wiedzy, inspiracji i pomysłów. Korzystają z tego tancerze (trudno o tańcu pisać), artyści, innowatorzy, korzysta np. świat nauki nagrywając eksperymenty i dzieląc się nimi np. na platformie JoVe.com. Proces ten Anderson określa mianem crowd accelerated innovation i szerzej opowiada w swoim wystąpieniu.

14 Lis

Papież Benedykt XVI niestety nie rozumie internetu

W kilku serwisach informacyjnych zauważylem wpis pod tytułem Papież: internet może powiększyć samotność i wyobcowanie (ten sam tytuł na różnych stronach oznacza, że to notka z PAP-u z niezmienionym tytułem).

O mój Boże, pomyślałem. Niedobrze, gdy następca Apostoła Piotra tak krytyczne słowa wobec internetu wypowiada, tylko drzazgę w Sieci dostrzega, a nie akcentuje jego twórczego aspektu.

Słowo wyjaśnienia. Papież zabrał głos w sprawie internetu, gdy wraz ze swoją Radą ds. Kultury zastanawiał się jak skutecznie głosić słowo Boże, aby dotarło one do chrześcijan wątpiących czy obojętnych. Zagadnieniu temu papież poświęcił swoją najnowszą adhortację apostolską Verbum Dominii (w całości tutaj po polsku.)

Szerszą niż podały serwisy treść papieskiego wystąpienia publikuje jak zwykle niezawodna Opoka. Papież twierdzi, że do misji głoszenia Dobrej Nowiny (a komunikacja jest wszak kluczowym elementem misji Kościoła) zaprzęga nowe języki i nowe sposoby komunikowania. Niezdolność języka do tego, by przekazywać głęboki sens i piękno doświadczenia wiary może się przyczynić do obojętności wielu, zwłaszcza młodych. To ciekawe interpretacyjnie zdania, bo z jednej strony Kościół obecny jest w Sieci i ma szereg ciekawych inicjatyw, ale w tym rzecz, aby mówić takimi językami i dobierać takie komunikaty, które poza to ograniczenie języka wyjdą.

I teraz akapit z oskarżeniem – jak się domyślam – skierowanym być może przeciwko serwisom społecznościowym, być może przeciwko wirtualnym kontaktom w ogóle.

Dziś wielu młodych, oszołomionych niezliczonymi możliwościami oferowanymi przez sieci informatyczne czy inne technologie, nawiązuje formy kontaktu, które nie przyczyniają się do wzrostu w człowieczeństwie, ale grożą nawet zwiększeniem poczucia samotności i zagubienia. Wobec takich zjawisk mówiłem nieraz o kryzysie edukacyjnym, na który można i trzeba odpowiedzieć inteligentnie i twórczo, starając się rozwijać komunikację humanizująca, która by budziła sens krytyczny oraz zdolność oceny i rozeznania”.

Wolałbym osobiście, gdyby ten oskarżycielski akapit w wykonaniu Benedykta XVI brzmiał na przykład tak:

Dziś wielu młodych, oszołomionych niezliczonymi możliwościami oferowanymi przez sieci informatyczne czy inne technologie, nawiązuje formy kontaktu, które przekraczają granice światopoglądowe, społeczne czy religijne. Dzięki internetowi ludzie w potrzebie nabierają odwagi, aby mówić o swoich problemach, chorobach i dzięki tym kontaktom mają więcej wiary i nadziei na lepsze życie. Wirtualne znajomości zamieniają się w trwałe przyjaźnie,  a uczestnictwo w społecznościach i kontakt z ludźmi podzielającymi ich wartości i troski jest szansą na wyjście z mrocznego kręgu samotności i zagubienia.

Odpowiedzią na kryzys edukacyjny jest wiele wspaniałych oddolnych inicjatyw edukacyjnych podejmowanych przez internautów, których połączyła ich wspólna pasja. Na ten kryzys można i trzeba odpowiedzieć inteligentnie i twórczo, starając się rozwijać komunikację humanizującą, która by budziła sens krytyczny oraz zdolność oceny i rozeznania, a najwspanialszym tego przykładem jest chociażby globalna inicjatywa znana jako TED: Technology, Enterteinmant, Design. Tu naukowcy, myśliciele, artyści, przedsiębiorcy dzielą się swoją wiedzą, talentami, radością z odkrywania i poznawania tajemnic tego pięknego świata, który stworzył Pan. Piękne świadectwo dają pasjonaci z całego świata, którzy inicjują lokalne spotkania znane jako TEDx, włączając tym samym do globalnego strumienia myśli sprawy lokalne i lokalnych twórców. A z tego tryskającego ku chwale Pana źródła wiedzy każdy spożywać może, bo wystąpienia te dostępne są w internecie dla każdego, kto spragniony nowej wiedzy, inspiracji i chce wziąć udział w tej duchowej i twórczej wieczerzy.

Szczęść Boże wszystkim internautom.

09 Lis

James Watson: idź tam, dokąd inni boją się pójść

Czytając „Najmocniejsze ogniwo” Setha Godina przypomniało mi się co współodkrywca DNA i laureat Nagrody Nobla James Watson mówił Karolowi Jałochowskiemu w POLITYCE o  inności, o trudzie pójścia własną drogą, która daje nadzieję na odkrycie czegoś nowego.

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) chcąc odnieść sukces, będziesz musiał pójść tam, dokąd inni boją się iść.  Ale w takiej sytuacji mówię – nie idź sam. Weź współpracownika. W życiu, żeby odnieść sukces, musisz być inny. Nie możesz działać ostrożnie, ale jeśli już podejmiesz decyzję, żeby przestać działać ostrożnie, upewnij się, że masz rację.(…) jest pewien sposób, aby nabrać pewności – znajomość z kimś, kogo szanujesz i kto podziela twoje poglądy. Prawdziwy problem masz dopiero wtedy, kiedy nie znasz nikogo, kto się z tobą zgadza.

 

Pytanie na które nie poznamy odpowiedzi brzmi: czy Watson odnosiłby naukowe sukcesy pracując samemu. Gdyby nie miał takiego współpracownika jak Francis Crick, który dawał mu poczucie pewności, że nie musi grać ostrożnie?

Poniższe zaś słowa pasują jako komentarz do sytuacji, gdy musisz ocenić ryzyko i podjąć próbę wyjścia przed szereg.

 

Kiedy próbujesz wprowadzić zmiany, ludzie wybierają komfort robienia tego, co robią inni. Z tym że jeśli robisz to co inni, raczej nie odkryjesz niczego nowego! Czasem złoszczą mnie ludzie, którzy nie dostrzegają, gdzie leży prawda. Ale bycie innym niż wszyscy to dla większości zbyt trudne wyzwanie. Nawet inteligentni ludzie lubią, gdy inni inteligentni ludzie się z nimi zgadzają. Ale tak chyba było zawsze. Wyjście przed grupę oznaczało kłopoty – osobiste i innego rodzaju. Trudno znaleźć pracę, trudno dostać grant od rządu, kiedy nie zgadzasz się z resztą… Ale kiedy interesuje cię prawda, musisz podążać za tym, co wydaje ci się słuszne.

 

Polecam rozmowę „O sztuce unikania nudziarzy„, w której Watson opowiada o tym co motywowało go do pracy kiedyś i dzisiaj, gdy ma 80 lat i wciąż jest aktywny.

07 Lis

Seth Godin: zostań artystą, wyjść przed szereg

Seth Godin napisał grubą, niepotrzebnie przegadaną i pełną powtórek książkę, tak jakby chciał, aby jego przekaz skutecznie wdrukował się w umysły czytelników. Ale to ryzyko chyba się opłaciło, bo inspirujące przesłanie jednego z najpopularniejszych blogerów świata warte jest zapamiętania.

W książce „Najmocniejsze ogniwo. Jak stać się niezastąpionym zawsze i wszędzie” Godin rzuca na rynek idei parę ciekawych metafor, opowiada o tym co liczy się dziś w biznesie najbardziej, w jaki sposób firmy powinny budować przewagę konkurencyjną, a przede wszystkim to opowieść o tym jak sensownie wykorzystywać swoje talenty w pracy.

Jest w tej książce takie intrygujące zdanie, które otwiera puszkę z interpretacjami: Od dawna jesteś poddawany praniu mózgu, którego celem jest nakłonić Cię do pogodzenia się z własnym losem. To zdanie sugeruje, że ktoś w Twoim życiu pociąga za niewidoczne sznurki.

Skoro tak, to nie masz wielkiego wyboru i możesz – jak powiada inne zdanie z tej książki – dopasować się lub wyróżnić.

Tak się chyba dobrze składa, że większość ludzi chce się wyróżnić, ale albo nie potrafi, albo nie wie jak, albo się po prostu boi. Nic dziwnego, że ludzie się boją, bo ze strachem nie ma żartów. To najważniejsza emocja. Prawidłowa reakcja, która ratowała ludziom życie, gdyśmy jeszcze hasali po sawannach i musieli uciekać przez tygrysem szablozębnym. Za tę reakcję odpowiada mózg gadzi (część ludzkiego mózgu), który współcześnie bywa jednak hamulcowym w sytuacji, gdy trzeba porzucić dobre samopoczucie i się wychylić, zaryzykować, wystawić na krytykę.

Podjąłeś decyzję, że jesteś w stanie pokonać strach i wejść na drogę wiodącą ku zmianie swojej zawodowej pozycji i pragniesz tej zmiany. Coraz trudniej ci żyć i godzić się na ten schizofreniczny podział na świat pracy i świat prywatny, świat zawodowej roli, którą odgrywasz (i za którą dostajesz wynagrodzenie) i czasu, kiedy cieszysz się z bycia samym sobą. Zaczynasz podejrzewać, że padłeś ofiarą spisku i masz koszmarne sny, że jesteś tylko małą zębatką w wielkim mechanizmie.

Wtedy do Twojego snu wkracza Seth Godin trzymający pod pachą swoją książkę (autor deklaruje, że to ostania w jego życiu książka papierowa)  i szepcze na ucho: nie jesteś zębatką, problem leży w programowaniu mózgów, które są poddane kulturowemu praniu, a ty ludzka istoto zostałaś tylko wykształcona na trybik. Jednak Ty się nie budzisz, tylko rzeczowo pytasz autora: zaraz, zaraz, skoro sformatowano mi mózg, żebym był posłusznym trybikiem w maszynie, to co robić, aby złamać, zhakować ten kod, aby wyplenić z umysłu strach i napełnić go wolnością.

Na to Godin odpowiada: zostań artystą, nie bój się swoich emocji, dziel się szczodrze swoją wiedzą, bądź empatyczny, skupiony na relacjach z otoczeniem, angażuj się, wprowadzaj zmianę, stań się przewodnikiem, człowiekiem niezastąpionym.  Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz być nadzwyczajny, ludzie muszą o Tobie mówić. Musisz się wyróżnić, musisz zostać artystą i zacząć przekazywać innym dary. Jakie dary? Przekazywanie darów to odpowiednia emocjonalna interakcja z otoczeniem, która przynosi korzyści: uśmiechanie się do innych, kontakty z ludźmi, przejmowanie inicjatywy, zaangażowanie, pomysłowość, to wszytko robimy przecież w życiu za darmo zanim pójdziemy do pracy ;-).

Niezastąpiony pracownik to taki gość, który wprowadza do organizacji element człowieczeństwa, otwartości, pasji i sztuki. Sam jesteś w stanie wskazać w swoim otoczeniu takie osoby, które motywują, rozmawiają, dzielą się wiedzą, wychodzą poza schemat, dzielą się ciepłem, oliwią zębatki (pamiętaj, że Ty nie jesteś zębatką) w złożonych firmowych mechanizmach.

 

 

 

 

 

 

 

 

Metafora „najmocniejszego ogniwa” w oryginalnym tytule książki kryje się pod słowem “linchpin” , które oznacza zatyczkę, zapinkę, zawleczkę,  niewielki stalowy element blokujący koło tak aby nie spadło z ośki, a więc to co istotne dla całego mechanizmu, aby sprawnie funkcjonował (takiej zawleczki używają także rolnicy, gdy blokują zawleczkami maszynę, aby nie odpięła się od ciągnika).

No dobrze, to co z tą sztuką teraz? Czy to oznacza, że mam teraz zapisać się na korespondencyjny kurs malowania, chodzić do szkoły tańca, a może grać na jakimś instrumencie? Godin mówiąc o sztuce ma na myśli  każdy przejaw kreatywności, pasji i osobistego wyrazu, bo dla niego sztuka jest zasadniczo wytworem pracy emocjonalnej. To osobisty podarunek, który wywołuje zmianę w tym, kto go otrzymuje. Środek przekazu nie ma tu znaczenia, bo liczy się zamiar. Godin stawia sprawę tak: jeśli masz odwagę podważyć status quo, wywoływać pozytywną zmianę w drugim człowieku wtedy  możesz nazywać siebie artystą.

Godin namawia do zmartwychwstania za życia. Do przezwyciężenia strachu, który zamieszkuje w mózgu (odpowiada za to tzw. mózg gadzi).  Strach to wewnętrzny leń, zbędna racjonalizacja, opór. Ten zamieszkujący w mózgu dywersant piętrzy trudności, skłania do odkładania spraw na później. Najmocniejsze ogniwa, ludzie sukcesu  też odczuwają strach, ale go akceptują, wychodzą przed szereg, a nade wszystko inaczej podchodzą do porażki.

„Najmocniejsze ogniwo” przynosi także opis sytuacji na rynku pracy, który podlega dynamicznej przemianie. Dziś źródłem rynkowej przewagi  nie są już zasoby fizyczne, infrastruktura, już nawet nie zawartość mózgów pracowników (pracownicy Microsoftu nie są przecież mniej inteligentni niż Googla), a raczej cały subtelny proces angażowania mózgów do pracy i umiejętne budowanie twórczego klimatu.

Seth Godin przypomina (tym, którzy nie wiedzą), że to właśnie ludzie z większym pierwiastkiem człowieczeństwa, lepiej nawiązujący kontakty i dojrzalsi będą źródłem przewagi konkurencyjnej. Zobaczcie, że potocznie lekceważona umiejętność rozmawiania z ludźmi jest szalenie ważną kompetencją i w sensie godinowskim jest to sztuka.

„Najmocniejsze ogniwo” nie odkrywa Ameryki, bo inteligentne firmy i ich szefowie (szczególnie na hiperkonkurencyjnych rynkach) od dawna wiedzą, że prawdziwą wartością są ludzie nietuzinkowi, oferujący w pakiecie poza kompetencją merytoryczną także swoje naturalne cechy charakteru, i to niezależnie czy są szefami, czy pracownikami szeregowymi. Podoba mi się w tej książce metafora człowieka – pracownika – artysty, który zamienia swoją pracę, zawodową aktywność w sztukę, który z jednej strony się angażuje, ale zarazem ma dystans, bo wie, że większy poziom człowieczeństwa przekłada się na lepsze rezultaty.

Godin zapewnia, że przewodzenie to umiejętność, której można się nauczyć i żałuje jednocześnie, że nie uczy tego szkoła, która mając ku temu okazję, w atmosferze strachu wykształca raczej gotowość do uległości, umiejętność, która doskonale przydaje się później w pracy.

Dlatego najmocniejszym ogniwem człowiek się dopiero staje, a nie rodzi.  Seth Godin daje swoją receptę: działaj twórczo i podejmuj samodzielnie decyzje. Łącz ludzi i pomysły. A przede wszystkim nie bój się tworzyć złych pomysłów. Pamiętaj, że ludzie dokonują przełomów na ogół wówczas, gdy nie mają już nic do stracenia – bardzo rzadko udaje im się to wtedy, gdy mają na podorędziu plan awaryjny. Ludzie często mówią, że nie mają dobrego pomysłu. Wtedy Godin pyta: a czy masz jakiś zły?  I zapewnia, że im są gorsze, tym lepiej. Stosując regularnie tę metodę, odkryjesz ku własnemu zdumieniu, że gdzieś pomiędzy złymi pomysłami pojawiają się też dobre.

P.S. 1 Polecam mroczne  przykłady z polskiego podwórka, które zdokumentował Edwin Bendyk na blogu, pokazujące jak w szerząca się w polskich instytucjach i państwowych firmach kultura dziadostwa czeka na swoje najmocniejsze ogniwa, które mogłyby uratować je od chaosu, a być może i upadku.