17 Lip

Konferencje TED. Fenomen 18 minut w POLITYCE

W najnowszym „Niezbędnika inteligenta” mój tekst “Fenomen 18 minut”, w którym wprowadzam obszernie w inspirujący świat wystąpień, wiedzy i idei, które mają siłę zmiany rzeczywistości i ludzi, którzy biorą ją pod włos. Kreślę sylwetkę Chrisa Andersona, kuratora TED i wyjaśniam jakie znaczenie dla edukacji i komunikacji ma video w Sieci.

Na zachętę opis, wstęp i spis treści tego numeru.

Wśród autorów: Edwin Bendyk, Karol Jałochowski, Marcin Rotkiewicz, Paweł Walewski, Jacek Kubiak, Krzysztof Szymborski, blogerka Natalia Hatalska, prof. Włodzisław Duch z UMK, prof. Tomasz Szlendak z UMK, prof. Piotr Durka z UW i inni.

„Niezbędnik Inteligenta – Cywilizacja 2.0” to 124 strony o czasach w których urzeczywistniają się najbardziej niesamowite marzenia. O domach naszpikowanych elektroniką, idealnych miastach, kosmicznej turystyce. O tych wszystkich aspektach cywilizacji informatycznej piszą naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary i popularyzatorzy-znawcy problematyki.

Przed 65 laty, kiedy powstał pierwszy komputer (monstrum, które mieściło się w czterdziestu szafach), prezes IBM Thomas Watson twierdził, że w przyszłości świat nie będzie potrzebował więcej niż pięciu maszyn cyfrowych. Pół wieku później Bill Gates, założyciel i szef Microsoftu, stwierdził, że Internet to mało użyteczna zabawka (w sekcji „Cegiełki cywilizacji” opowiadamy historię także wielu innych przełomowych dokonań ostatniego półwiecza).
Epokowe wynalazki, zwykle niedoceniane przez współczesnych, często rodzą się dzięki marzeniom, które inspirują kolejne pokolenia badaczy. Żyjemy w czasach, gdy wiele z tych marzeń właśnie się urzeczywistnia. Człowiek tworzy maszyny obdarzone coraz większą inteligencją i żywe organizmy, jakie nigdy nie istniały. Buduje domy naszpikowane elektroniką, która spełnia jego życzenia, i „idealne do życia” miasta. Projektuje najwymyślniejsze przedmioty i wytwarza je za pomocą osobistego fabrykatora. Szykuje się do kosmicznej turystyki.
O tych wszystkich i wielu innych aspektach cywilizacji informatycznej piszemy w tym wydaniu „Niezbędnika Inteligenta”. A dokładniej piszą dla Państwa naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary, i popularyzatorzy – znawcy problematyki.
Nasi autorzy zwracają uwagę, że moc ma też swoją ciemną stronę. Uzależniona od komputerów techniczno-ludzka hybryda, z nieodłącznym telefonem komórkowym, na każdym kroku zostawia swój elektroniczny ślad. Można ją śledzić i podglądać. Przywiązana do konsoli – wynajmuje wyrobników, by zdobyli dla niej wirtualne złoto, broń czy inne pożądane w komputerowej grze gadżety. Pochłonięta internetowymi romansami nie wychodzi z labiryntu sieci. Wreszcie wyczerpana ponad miarę ogłasza National Unplugging Day (dzień niekorzystania z urządzeń elektronicznych). Ponieważ jednak na dłuższą metę nie ma od cyfrowej cywilizacji odwrotu, polecamy ten „Niezbędnik”, żeby lepiej rozumieć świat, który powstaje na naszych oczach.

Jerzy Baczyński, redaktor naczelny POLITYKI
Grażyna Musiałek, redaktor wydania

Spis treści

Ludzie i maszyny
Era hakera
Mózg, maszyny i manipulacje
(Sztuczna) inteligencja jest wśród nas
Życie z komputera
SynBio stwory

Świat cyfrowych tubylców
Architektura trzeciej fali
Jak przezyć w wielkim mieście
Reklama poznaje nas sama
Osobisty fabrykator dla każdego
Psy i owady wojny
18 minut, które zmieniły świat
Kto ma władzę w Internecie
Humanistyka cyfrowa
Gry na powaznie i do zabawy
Digi-romanse czyli seks 2.0

W stronę gwiazd
Kosmos prywatny
Nowa astronomia

Cegiełki cywilizacji: historia wybranych wynalazków i dokonań ostatniego półwiecza
Pierwszy komputer
Komputer osobisty
Odkrycie struktury DNA
Odczytanie ludzkiego genomu
Telefon komórkowy
Matryce CCD
Program Linux
Wyszukiwarka Google
System Igloo White
Płyta kompaktowa
Telewizja satelitarna
Wikipedia, iPod
Sztuczny satelita Ziemi
Lot Gagarina
Vikingi na Marsie
Program Seti

„Niezbędnik inteligenta” dostępny także jako  e-wydanie w postaci PDF za niższą niż papierowa cenę.

 

15 Lip

AntiPowerPoint Party, czyli partia miłośników flipchartów

Matthias Pöhm, trener wystąpień publicznych wymyślił oryginalny sposób na promocję swojej szkoleniowej działalności. Założył partię o wyrazistej nazwie Anti PowerPoint Party (APPP). Brzmi jak żart, ale wygląda na to, że pochodząca ze Szwajcarii APPP to partia z misją.

Choć nazwa programu PowerPoint jednoznacznie sugeruje o co chodzi Pöhmowi, to APPP na każdym kroku zastrzega, że ostrze krytyki skierowane nie jest wyłącznie przeciwko programowi Microsoftu, ale przeciwko wszystkim narzędziom do tworzenia prezentacji,a zatem także przeciwko programom Keynote czy Prezi.

Pöhm, niegdyś programista, a od 14 lat trener i zawodowy mówca z lekceważeniem wypowiada się o tradycyjnych slajdach, bo jak twierdzi nie dość, że nie spełniają swojej roli w przekazywaniu informacji, to narażają na wymierne straty firmy, a przez to gospodarki krajów.

APPP chce być wyrazicielem trosk 250 milionów braci i sióstr na całym świecie, którzy (ich zdaniem) są skazani na tworzenie nudnych prezentacji bądź tych prezentacji oglądanie. I ta nuda właśnie generuje straty, gdy pracownicy podczas rozlicznych spotkań i zebrań zamiast czerpać motywację z prezentacji bezproduktywnie siedzą i ziewają. W oparciu o swoje arbitralne założenia (dotyczące liczby osób biorących udział w prezentacjach i przy założeniu, że dla 85proc. z nich to strata czasu) APPP wylicza straty dla gospodarki Szwajcarii w wysokości 2.1 miliarda CHF, dla Niemiec to już 15,8 mld euro, a cała Europa traci rocznie 110 mld euro.

Stąd międzynarodowy ruch, którego członkiem może stać się każdy kto tylko zechce przyłączyć się do krucjaty przeciwko softowi do prezentacji. Przy okazji APPP ma ambicje, aby stać się czwartą partią w Szwajcarii (musi zebrać ponad 33 000 członków) i tym samym zamierza ze swoje misji uczynić problem polityczny. W październikowych wyborach w Szwajcarii chcą uzyskać jedno miejsce w parlamencie. APPP chce zebrać również 100 tysięcy podpisów, aby przeprowadzić w Szwajcarii referendum w sprawie zakazu używania w kraju programów do tworzenia prezentacji.

Program partii jej lider Matthias Pöhm wykłada w swojej książce „Błąd PowerPointa (The PowerPoint fallacy), którą członkowie partii mogą kupić z 37 procentową bonifikatą!

Tyle tytułem wstępu o tej – przyznacie sami – niecodziennej partii,  w której trzeba zapłacić (tak pamiętam o rabacie) za możliwość poznania jej programu 😉

No dobrze, ale co w zamian? Jak zatem wyzwolić się spod tyranii PowerPointa, Keynota czy Prezi?

Antidotum proponowane przez APPP brzmi tyle banalnie, co zaskakująco: to flipchart, czyli tablica z papierowymi kartkami i ( śmierdzącymi) markerami.

APPP chce zmieniać świat przykładajc rękę do redukcji liczby nudnych prezentacji,dodając zarazem, że nie chodzi o to, aby porzucić PP, ale jego ograniczenia. Pöhm nie twierdzi, że wszystkie prezentacje w PP są złe, ale uważa, że w 95 na 100 przypadków ta sama prezentacja przedstawiona na flipcharcie będzie lepsza.

„I have an operating principle that always helps me: I don’t want to be right, I only want the best result. Over 14 years of public speaking training I have noticed that the use of Flip-chart beats PowerPoint in 95 of 100 cases. This is not wishful thinking on my part but proven experience.”

Jego zdaniem sam sposób tworzenia slajdów na kartkach bardziej angażuje odbiorców i skupia ich uwagę na tym co mówi prelegent, bo nie czyta chociażby tego co wcześniej napisał. To prawda, że łatwiej zaangażować odbiorcę, gdy jest wciągnięty w tworzenie slajdów na żywo, ale dobrze przygotowana prezentacja (z Powerpointa czy Keynote’a) z angażującymi slajdami i przygotowanym prelegentem, który patrzy głęboko w oczy uczestnikom (a nie na ekran, aby odczytać co wcześniejh napisał) jest równie angażująca.

Diagnoza stawiana przez lidera Partii Anty-PowerPointowej jest  słuszna, ale metody leczenia pacjenta dyskusyjne. To fakt, że problemem są słabe, długie prezentacje, ze slajdami wypełnionymi tekstem, bezsensownie odczytywanym przez prelegentów.

Prawdą jest też, że PowerPoint jest nadużywany; że firmy chcą, aby pracownicy w ten sposób przekazywali niemal każdą informację (takie przeładowane tekstem prezentacje Garr Reynolds określa mianem slideument – połączenie slide+document) podczas gdy mogłoby się obejść bez zbędnych ceregieli bądź wystarczyłaby jedna kartka z zebranymi pomysłami, jeśli ma po nich pozostać jakiś fizyczny ślad (nie slajd) aktywności umysłowej pracownika.

Mam poczucie, że Matthias Pöhm albo nie widział dobrych prezentacji albo nie chce się do tego przyznać, że większości świetnych prezentacji zrobionych w PP lub Keynote nie da się jednak zastąpić rysunkami na flipcharcie. Możemy się przekonywać, ale to nie ma sensu, skoro program do prezentacji i tablica z kartkami to dwa różne media, które trudno do siebie porównywać, bo służą innym celom i każde z nich ma inne wady i zalety.  Nie wspominam już o możliwościach dystrybucji i dalszym cyfrowym życiu takich prezentacji.

Zatem, zanim szwajcarska partia antypowerpointowa zepchnie prezentacyjne narzędzia do podziemia dajmy szansę tym, którzy przełamują stereotyp nudnych prezentacji i dobrze się bawią tworząc własne, ciekawe historie motywując publiczność i nie dając jej szans na zaśniecie (o stratach finansowych nie wspominając).

Staję w obronie PowerPointa, Keynota czy Prezi. To nie programy są nudne, to autorzy nie potrafią z nimi twórczo pracować i zamiast walczyć z narzędziami zachęcam do nauki niełatwej sztuki tworzenia inspirujących prezentacji.

Matthias Pöhm nie odbierze mi na razie chleba. Roboty związanej ze zmianą nastawienia autorów prezentacji czy firm (trzymających się często szablonów) do tego czym powinna być przyzwoita i inspirująca prezentacja jest bardzo dużo. I nie musimy od razu porzucać istniejących narzędzi, tylko inteligentnie, twórczo i z humorem z nich korzystać.

Pozdrowienia dla miłośników flipchartów.

09 Lip

Pouczająca historia o pewnym pogromcy rękawic

Oto Jon Stegner, ambitny pracownik pewnej wielkiej amerykańskiej firmy przemysłowej. Jon chce, aby firma która ma szereg oddziałów i wiele specjalizacji sensowniej wydawała pieniądze i postanowił sprawdzić, gdzie można zracjonalizować koszty. Wysyła zatem swoja asystentkę w teren z zadaniem sprawdzenia z jakich rękawic korzystają pracownicy.

Gdy raport ląduje na jego biurku Stegnera, ten nie wierzy własnym oczom. Wynika z niego niezbicie, że pracownicy używają 424 różnych rodzajów rękawic! Stegner nie kryje zdziwienia, jednak to co robi na nim piorunujące wrażenie to różnica w cenach jakie firma (jej rozliczne oddziały, fabryki) często płaci za te same rękawice zaopatrując się u różnych dostawców. Za taką samą parę rękawic raz płaci 3,22, a innym razem 10,55 dolarów.

Jak myślicie co teraz robi Jon Stegner, gdy już ochłonął i przeanalizował sytuację?

Siada przed komputerem, przetwarza dane w arkuszu kalkulacyjnym i wrzuca je do prezentacji, którą pokaże szefom. Otóż nie!

Stegner jest zbyt przenikliwym pracownikiem, aby zaprzepaścić szansę na wielką oszczędność. Stażystka dostaje kolejne zadanie zdobycia po jednej parze każdego z 424 rodzajów rękawic. Następnie do każdej przypina cenę i wszystkie rękawice lądują na wielkim stole.

Dopiero na tak przygotowaną prezentację zaprasza swoich szefów, którzy nie mogą się nadziwić, że ich firma kupuje te wszystkie rodzaje rękawic!
A chodząc wokół stołu mogą wziąć je do ręki i porównać ceny i zobaczyć na własne oczy, co trzeba zrobić, aby zmniejszyć wydatki. Teraz Jon Stegner nie musi już nic wyjaśniać.

Historię, którą tu opisałem znalazłem w książce Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić wydanej przez ZNAK. Autorzy, bracia Chip i Dan Heath przytaczają tę historię, aby pokazać jak trudna jest zmiana, jakiej odwagi wymaga nietypowe działanie, które ma szansę przynieść jednak zamierzony skutek.

Dla nas ta historia jest z kolei pouczająca w kontekście skutecznej prezentacji. Co by się stało gdyby Stegner przygotował typową (nawet brawurową) prezentację, w której przywołałby i tak szokującą liczbę 424 rodzajów używanych rękawic, pokazał rozbieżności w cenach a potencjalne korzyści przedstawił w tabelach lub na wykresie? Pewnie jego szefowie pokiwaliby głowami, przyznali mu rację i być może podjęli jakieś decyzje albo co gorsza odłożyli je w czasie.

Gdy jednak przekonali się na własne oczy jak wyglądają te wszystkie rodzaje rękawic i gdy zorientowali się, że frajersko za nie przepłacali wniosek nasunął się im sam. Problem stał się konkretny i namacalny, a rozwiązanie dosłownie leżało w ich rękach.

Pamiętajcie o tej historyjce, jeśli znajdziecie się w podobnej sytuacji.