27 Maj

Jak przygotować prezentację? Bądź jak Johh Malkovich!

Craig Schwartz jest bezrobotnym artystą lalkarzem. Szukając nowej pracy, trafia do firmy LesterCorp, która mieści się na piętrze 7 i ½ w biurowcu na Manhatanie. Pewnego dnia odkryje tam tajemnicze drzwi, które prowadzą do wnętrza głowy znanego aktora Johna Malkovicha. Zafascynowany tą możliwością Schwartz zacznie coraz częściej odbywać wędrówki do głowy aktora, aby patrzeć na świat jego oczami.

Tu postawmy kropkę. Historia Charliego Kaufmanna w reżyserii Spike Jonze’a zaczyna się nieco komplikować szczególnie, że w pewnym momencie do wnętrza umysłu aktora wchodzi coraz więcej osób z Malkovichem włącznie. Film jest brawurową i jednocześnie dość wymagającą opowieścią o ludzkiej tożsamości i problemach z komunikacją.

Kadr z filmu „Być jak John Malkovich”.
Jedna ze scen, gdy Malkovich wszedł do swojej głowy i odkrywa w nim to, co nieświadome.

A teraz zastanów się, jak brzmi najważniejsze pytanie jakie musisz sobie zadać, gdy pracujesz nad wystąpieniem czy prezentacją?

Czy odbiorcy zrozumieją, co chcę im przekazać? Czy mam fajne slajdy? Jak ciekawie zacząć prezentację? Czy zmieszczę się w czasie?  To ważne pytania, ale mi zależy szczególnie na jednym.

Brzmi ono mniej więcej tak: czy wiem, co dzieje się w głowie odbiorcy podczas mojej prezentacji?

Czy jestem w stanie – niczym Craig Schwartz  – wejść do głowy (głów) publiczności i spojrzeć na prezentację jej oczami? Innymi słowy, czy pracując nad prezentacją myślę o tym, co będzie się działo w głowie odbiorcy? Jakie są jego oczekiwania względem prezentacji? Dlaczego to, co mówię ma go obchodzić? Jak zareaguje na to co powiem, pokażę, na sposób w jaki będę opowiadać?

3xP: PODSYCAĆ, PORYWAĆ, PASJONOWAĆ

Odbiorca oczekuje zaciekawienia. Każdy jest w naturalny sposób ciekawy nowego wystąpienia, tego co prelegent powie, jak to zrobi, a nawet jak brzmi tembr jego głosu. A zatem ciekawość to stan wyjściowy, taka opcja zerowa, a Twoim zadaniem jest tę ciekawość podsycać.

Jednak zaciekawienie zaczyna się jeszcze na długo przed prezentacją. Jest związane z osobą prezentera: czy coś już o nim wiem, czy coś słyszałem, może reprezentuje on firmę, którą kojarzę, znam, a może sprawdziłem w Google kto zacz.

Potężną siłę oddziaływania ma nie tyle temat, co właściwie tytuł prezentacji. Czy w tytule wyłożę kawę na ławę czy też sformułuję go w taki sposób, że wściekle rozbudzi ciekawość odbiorcy – nie zdradzając samego tematu. Udało się to np. Pawłowi Tkaczykowi na InfoShare w 2012.  Tytuł prezentacji „Zabójca w kolejce po bułki” przypomina mi się notorycznie, gdy idę kupić dzieciom bułki do szkoły.

Zaciekawienie to wysiłek, który w prezentację musi włożyć jej autor. Rzadko używane „zaciekawienie” ma szereg synonimówabsorbować, budzić, ciekawić, ekscytować, interesować, intrygować, obchodzić, pasjonować, podniecać zainteresowanie, podsycać, porywać, wciągać, wywoływać, zajmować, zaprzątać, zatrzymywać uwagę, zwracać uwagę, przykuwać. Kilka z nich z pewnością powinno cechować Twoją prezentację.

NIEPOSKROMIONY APETYT PUBLICZNOŚCI

To pewne. Odbiorca oczekuje ciekawego wstępu. Chętnie usłyszy historię, która wprowadzi do tematu, pozytywnie zaskoczy, może zachwieje jego poczuciem pewności i zachęci do zmiany optyki. Pamiętaj, że to historie są nośnikami znaczeń, których nie ma w suchych danych czy w niepowiązanych ze sobą informacjach.

Oczekuje przykładów, analogii i trafnych metafor, dzięki czemu szybciej zrozumie nowe treści. Pamiętaj jednak, aby para nie poszła w gwizdek i aby te środki były dostosowane do wiedzy, wrażliwości czy kodów kulturowych, którymi Twoja publiczność posługuje się na co dzień.

Nie zapominaj o rekwizytach, które w istotny sposób zaintrygują publiczność: są sposobem na dobry wstęp i przełamanie pierwszych lodów. Równie dobrze mogą zastępować slajdy, a w każdym razie istotnie zwiększą dramaturgię wystąpienia wywołując tzw. efekt wow, zwany też „momentem opadu szczęki”, gdy pojawią się nieoczekiwanym momencie. Wiele takich przykładów zobaczymy na prezentacjach TED, a do klasyki gatunku przeszedł chociażby Bill Gates, gdy wypuścił ze słoika komary.

Rzecz jasna, odbiorca oczekuje czytelnych slajdów, które przykują jego uwagę szczególnie, gdy tekstom będą towarzyszyć absorbujące zdjęcia, grafiki. 

TAK, TAK, W TYM LUSTRZE TO NIESTETY JA

Nancy Duarte, królowa prezentacji z Krzemowej Doliny sformułowała kiedyś zasadę, która dla świata prezentacji jest tym, czym imperatyw kategoryczny Kanta dla etyki ;-).

  Nigdy nie twórz takiej prezentacji, której nie chciałbyś sam zobaczyć.

Jeśli trudno Ci wejść w buty odbiorcy, pamiętaj o tej zasadzie. Wejdź do własnej głowy niczym John Malkovich i zapytaj siebie: czego nie lubię w prezentacjach, gdy jestem po stronie publiczności? Co mnie nudzi, co irytuje, a może wkurza? Co zaś przykuwa uwagę, co zachwyca, co dobrze pamiętam?

Po tym krótkim rachunku sumienia, możesz spokojnie wrócić do dalszej twórczej pracy.

26 Maj

Co wiesz o tuningowaniu, czyli pochwała zaradności

Jestem prostym synkiem ze wsi.* Statystycznej rolniczej wsi położonej gdzieś kraju. Chociaż jestem – ujmę to brawurowo – dość mocno zurbanizowany, to wiele spraw związanych z życiem na wsi budzi moje żywe zainteresowanie.

Piszę o tym, bo natrafiłem na tekst “Inteligent kolonizuje wieś”. Adam Leszczyński rozmawia z dr. Tomaszem Rakowskim, antropologiem kultury z Uniwersytetu Warszawskiego. Rakowski obala nieprawdziwe mity o życiu na wsi, chociażby ten ukazujący wieś jako miejsce bierne, nietwórcze i pozbawione organizacji społecznej.

Dziś wieś jest pełna kontrastów, przez co upodabnia się do miasta. Obserwuje jakiej zmianie ulega nawet ta uboga wieś, szczególnie od momentu, gdy za chlebem i lepszym życiem wyemigrowało młode pokolenie. Dzięki nim uchyliła się furtka do innego świata, który zwrotnie zmienia mentalność i style życia tych, którzy pozostali z wyboru czy konieczności (np. dziadków, których wnuki wyrastają już w innej kulturze).

Wróćmy do rozmowy. Szczególnie ciekawy jest ten fragment, kiedy antropolog mówi o kreatywności na wsi. To temat rzadko dostrzegany, ewentualnie sprowadzany do nostalgicznych zdjęć rolników budujących traktory samoróbki.  Mówi o tym również Rakowski, ale w szerszej perspektywie badacza zafacynowanego wiejską twórczością i podejściem do przedmiotów.

Miejscowi majstrowie mają niewiarygodną umiejętność przebudowywania i dopasywania wszystkiego do wszystkiego. W niezwykły sposób zmienia to podejście do rzeczy materialnych. Wartościowe jest to co działa teraz, co jest wymienialne i zastępowalne, możliwe. Nie podchodzi się do maszyny jak do czegoś, co jest w całości profesjonalne i zaprojektowane w fabryce, skończone i działające przez lata. To w kulturze mieszczańskiej maszyna ma być i trwać: na wsi się cały czas zmienia.

To prawda. Na wsi maszyny czy urządzenia podlegają twórczym przeróbkom lub recyklingowi. Przedmiot pozornie skazany na zapomnienie wciąż zachowuje swój potencjał, bo nigdy nie wiadomo do czego może się kiedyś przydać, albo w jakim nowym kontekście zostanie użyty. Dlatego ta świadoma akumulacja (chwilowo) niepotrzebnych przedmiotów skutkuje zwykle twórczym bałaganem.

Pamiętam jak wyglądał warsztat mojego ojca, który zresztą niewiele zmienił się do dziś. Średnio co roku stawiałem sobie ambitne jak na dziecko zadanie, aby zmniejszyć entropię układu, czyli ogarnąć chaos i zrobić porządek.

Jednak dla nieco już wyrośniętego chłopca bardziej fascynujące była świadomość, że dla mojego ojca każdy problem jest do rozwiązania. Coś się zepsuło, nie działa albo trzeba zbudować coś nowego? Była to kwestia czasu, cierpliwości, dobrego pomysłu, właściwych narzędzi, ostatecznie wsparcia kogoś kto dysponował odpowiednimi umiejętnościami.

Nawet śmieszącą mieszkańców miast specyficzna kultura wiejskiego tuningu aut zostaje tu doceniona.  Rakowski argumentuje, że ta zupełnie oryginalna działalność kulturalna, inny rodzaj oddolnej estetyki, to przejaw sprytu i pomysłu na przetwarzanie tego, co wpadnie w ręce. I trudno się z nim tu nie zgodzić.

Jeszcze słowo o kulturze ludowej pod postacią cepelii, która jest wytworem sztucznym, nakreślonym przez miasto. Zresztą jak mówi Rakowski, miasto nie tylko tworzy kanon, ale stosuje symboliczną przemoc, gdy idzie o kierunek rozwoju kultury na wsi.

Cała ta retoryka, zakłada taki typ ekonomiki kultury, który mówi: “macie być kulturalni, kreatywni, innowacyjni i to w dokładnie taki sposób, jaki wam powiemy”. Centrum, czyli miasto, narzuca to peryferiom, czy wsi. To dominująca, kolonizująca perspektywa.

Rozmowa, którą tu przytaczam zamieszczona jest w “Przewodniku kulturalnym. O nadziei” sprzedawanym razem z “Niezbednikiem inteligenta. O mózgu.” Wydawcą tego okolicznościowego grzbietu jest Grupa Ergo Hestia.

Warto, aby Polityka lub Ergo Hestia opublikowały tę rozmowę w Sieci, wtedy jest szansa, że dostęp do tekstu będą mieć nie tylko mieszkańcy miast 😉

* Jerzy Pilch rutynowo mówi o sobie, że jest prostym synkiem z Wisły.