28 Paź

Alfabet Wagenhofera: dajcie dzieciom czas na zabawę

1. Jestem w szkole do 16, wracam do domu i uczę się do 23 – mówi obojętnym głosem Yakamoz Karakurt, nastolatka z Hamburga, której życie sprowadza się do ciągłego kucia. Cięcie. Za oknem ciemno, a chińskie dzieci w zatłoczonej sali szkolnej pilnie rozwiązują testy. Uzdolniony matematycznie chłopiec o zmęczonej twarzy pokazuje medale zdobyte na olimpiadach. Dumna matka wierzy, że za sprawą talentu syn ma szanse na lepsze życie, gdzieś poza swoją rodzinną szarą mieściną.

2. Erwin Wagenhofer w filmie „Alfabet” pokazuje znany schizofreniczny podział na  sprzyjający rozwojowi świat zabawy i działającą wedle pruskiego modelu szkołę, która przypomina linię produkcyjną, gdzie indywidualne talenty nie mają znaczenia.  Wagenhofer oskarża edukację, że kieruje się prawami rynku i jego potrzebom – zresztą już przeterminowanym –  jest podporządkowana. Niby znamy te argumenty od lat, ale siła filmu polega na tym, że historie bohaterów z krwi i kości nadają im większej wagi.

3. Zabawę należy traktować poważnie – mówi Arno Stern, twórca Malortu, który odkrył przed tysiącami dzieci radość z malowania. – Przedmioty uważane za dodatkowe takie jak plastyka czy muzyka powinny stanowić sedno dziecięcej aktywności. Zapominamy, że nauka polega na zachęcaniu dzieci do własnych odkryć.  Stern porównując rysunki współczesne z tymi sprzed dekad, dostrzega u dzieci niepokojącą zmianę w sposobie ekspresji, uważając, że szkoła zabija ich wrodzoną kreatywność.

4. Film widziałem podczas Kongresu Obywatelskiego, a jego uzupełnieniem było późniejsze wystąpienie dr Marzeny Żylińskiej, autorki książki Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi na konferencji Kultura i neuronauka. Zdaniem dr Żylińskiej sami stworzyliśmy system, który mózgowi utrudnia pracę. A przecież dzięki osiągnięciom neuronauk wiemy jak pracuje mózg i jakie warunki sprzyjają sensownej nauce. Jesteśmy dumni z wyników polskich uczniów w rankingu PISA, ale jednocześnie uczniowie nie czują się w szkole dobrze, a dla połowy najgorszym wrogiem szkoły jest nuda czy strach przed popełnieniem błędu. 

5. Szukamy odpowiedzi na dwa pytania: jaką wiedzę i KOMPETENCJE dziecko ma wynieść ze szkoły i jak to zrobić, aby spędzony tam czas miał sens.  O ile na drugie pytanie odpowiedzi podsuwają neuronauki, o tyle pytanie pierwsze sprowadza się do kwestii: jakiej przyszłości chcemy dla dzieci, jakie wartości są dla nas jako obywateli i rodziców  ważne? Pytanie, czy zastąpić szkolny kajet nowoczesnym tabletem lub e-podręcznikiem możemy odłożyć sobie na później.

6. Zatem pytanie o kształt edukacji nabiera charakteru politycznego, a więc i światopoglądowego. Skoro jednak chcemy zmiany, to dlaczego jest ona taka trudna? Czy to wina systemu edukacji, nauczycieli, a może rodziców? Prof. Gerald Huther, współautor wydanej właśnie książki “Wszystkie dzieci są zdolne. Jak marnujemy wrodzone talenty”  spoglądając w obiektyw kamery mówi, że winni są rodzice.

Dlaczego? Odpowiedź w filmie.