24 Mar

TEDxWarsaw 2013. Siostra Chmielewska jest boska

Do opuszczenia strefy komfortu namawiali prelegenci podczas 4 edycji TEDxWarsaw.

Poruszające wystąpienie dała siostra Małgorzata Chmielewska. To osobista historia o tym jak zmieniać świat, powoli eliminując z niego cierpienie i przywracając nadzieję tym, którzy byli jej pozbawieni.

Dowodem owacja na stojąco, wzruszenie uczestników oraz opinie wymienianie podczas przerwy. Skąd siła tego wystąpienia?

Siostra Małgorzata zszywa niczym krawiec przepaść między głodnymi a sytymi.

Siostra Chmielewska mówiła językiem jakiego nie słyszymy zwykle z ust instytucji jaką reprezentuje. Opowiedziała o ludziach wykluczonych, którzy odzyskali godność; nie licytowała się, kto jest bardziej miłosierny, współczujący.

Mówiła z dystansem, autoironią, w jej wystąpieniu nie było fałszywych tonów. Weszła na scenę nie zdejmując nawet swojej nadgryzionej zębem czasu kurtki. Jakże to odległy świat od świata przepychu biskupich rezydencji, wytwornych strojów, czerwonych butów od Prady, pouczania, moralizowania, przerośniętego ego.

Ten świat mi się nie podobał i nie podoba. Wiele razy siadaliśmy głodni przy pustym stole. Moja przemiana świata polega na tym, że ja i moi podopieczni chcemy, żeby przepaść między społeczeństwem, a tymi, którym się nie powiodło malała. Żeby ci, którym się nie powiodło, umierali godnie.”

Chmielewska użyła wielu trafnych, zapadających w pamięć metafor. Chociaż z wykształcenia jest biologiem, z zawodu siostrą zakonną, to tak naprawdę – jak przyznała – wykonuje robotę krawca. Sięgnęła po metaforę krawca, bo sama zajmuje się cerowaniem przepaści jaka dzieli bogatych od biednych.

Dziś dzięki jej działalności setki osób znalazło swój dach w domach opieki, świetlicach. W szwalniach i manufakturach podopieczni zajmują się wyrabianiem dżemów, szyciem pięknych ubrań, produkcją mebli. Wszystkie te rzeczy można kupić również przez internet.

Swoje wystąpienie zakończyła mocnym wezwaniem do działania:

Wcześniejsze planowanie nic nie da! Dopiero jak zaczniesz robić coś na wariata, wtedy znajdziesz wsparcie. Zbudujemy republikę biedaków, w której będzie miejsce dla każdego i będziemy to robić, póki nas nie wsadzą do kicia. (rzecz w tym, że opresyjny aparat administracyjny państwa nie ma serca dla ludzi dobrej woli – MŚ) 

Jeden z uczestników, Michał Romanowski ‏(@bepeel21) tak skomentował jej wystąpienie na Twiterze:

Siostra która właśnie jest na scenie #tedxWarsaw to największy i najlepszy startupowiec jakiego w życiu widziałem. Jest Boska.

TEDx Warsaw 2013. Poza strefą komfortu

Jeszcze w telegraficznym skrócie o kilku metaforach, które zwróciły moją uwagę.

Joanna Bagniewska zaczarowała kilkusetosobową publiczność w Multikinie swoim głosem, doskonałym przygotowaniem po angielsku (wiele osób podchodziło do niej w trakcie przerwy, aby wyrazić swój zachwyt) oraz zaskakującą historią o sympatycznej norce amerykańskiej, która stała się wrogiem publicznym numer 1 w Europie.

Adam Wajrak zburzył potoczny pogląd na to czym jest las i ujął to metaforycznie:

Posadzić można drzewa, nie las. Prawdziwy las nie stosuje się do żadnych zasad. Prawdziwy las (za)puszcza się.

Cezary Wójcik  zachęcał do zmiany perspektywy i poszerzania granic myślenia, abyśmy w polskim grajdołku patrzyli szerzej na to co robimy i jak to robimy. Jeśli chcemy dogonić inne kraje, to nasza przyszłość nie powinna być ich teraźniejszością. Swoją tezę znakomicie zilustrował zaczynając od pouczającej przypowieści o karawanie, 10 wielbłądach oraz nieistniejącej linie i nieistniejącym kołku.

Mathieu Spencer (Rockyourcortex.com) ilustrował na żywo prezentacje na TEDxWarsaw. Na zdjęciu „notatka” z wystąpienia Jonathana MacDonalda.

Występujący zaś jako pierwszy, Jonathan MacDonald pokazał jak wzorcowo rozpocząć prezentację od pozornie prostego pytania, którego odpowiedź wprawi większość odbiorców w osłupienie i dalej będą już tylko słuchać z zachwytem.

PS. To już 4 edycja TEDxWarsaw w której uczestniczyłem. Niezmiennie podoba mi się formuła, gdy mistrz ceremonii Ralph Talmont za każdym razem zaprasza na scenę artystów, muzyków czy chór i znakomitą Zofię Borkowską.

A niezapowiedziany Richard Berkeley zachęcał do zaśpiewania razem Aba daba daba daba daba daba dab…
 

04 Mar

Percepcja, odwaga, reputacja. Skąd się biorą ikonoklaści?

Albert EinsteinBob DylanMartin Luther King, Jr. Richard BransonJohn LennonBuckminster FullerThomas EdisonMuhammad AliTed TurnerMaria CallasMahatma GandhiAmelia EarhartAlfred HitchcockMartha GrahamJim HensonFrank Lloyd WrightPablo Picasso.

Ta „wielka 17” to bohaterowie reklamówki „Crazy Ones” z 1997 roku, która była częścią  kampanii reklamowej „Think Different”. Bankrutujący Apple miał dzięki niej wrócić do gry w wielkim stylu, przypominając klientom, ale też pracownikom kim naprawdę  jest Apple.  Jobs, który reklamie oddał serce (a także głos – posłuchaj, chociaż ostatecznie wybrał wersję, gdzie lektorem jest Richard Dreyfuss) i napisał kilka zdań  – w tym to, o popychaniu ludzkości do przodu – uważał, że można o kimś wiele powiedzieć w oparciu o to, kim są jego idole.

Paweł Tkaczyk przypominając tę reklamę na swoim blogu nazwał  jej bohaterów ikonoklastami. 

KREACJA PRZEZ DESTRUKCJĘ

Kim jest ikonoklasta?  Tekst reklamy „Crazy Ones” zawiera gotową odpowiedź.  To odmieniec, buntownik, wichrzyciel, który uparcie idzie własną drogą. Ten, który patrzy na wszystko inaczej, nie lubi reguł i nie ma szacunku dla zastanego porządku świata. Tacy byli historycznie pierwsi obrazoburcy, wrogowie ikon i świętych obrazów.


 
W tym miejscu trzeba zadać fundamentalne pytanie: skąd biorą się tacy ludzie i DLACZEGO myślą inaczej?

Ciekawej odpowiedzi na to pytanie udziela Gregory Berns w książce Iconoclast. A Neuroscientist Reveals How to Think Differently, którą akurat mam na swojej półce, a nawet w znacznej części kiedyś przeczytałem, o czym świadczą rozliczne podkreślenia 😉 (tu coś o sklerozie literackiej).

Autor przytacza szereg (pouczających) historii odmieńców i buntowników, zarówno tych, którzy odnieśli sukces jak i tych, którzy polegli (to dla każdego): Howard Armstrong, Walt Disney, Henry Ford, Burt Rutan, Arthur Jones, Steve Jobs. Jako, że zawodowo zajmuje się badaniem mózgu (neuroekonomia) obszernie wyjaśnia fenomen tych postaw od strony naukowej (to dla wytrwałych).

Dla Bernsa ikonoklasta to ktoś, kto widzi świat w odmienny sposób niż cała reszta. To osoba, która potrafi zrobić coś, o czym inni mówią, że nie da się zrobić. A zatem to ktoś, kto jednocześnie mając oryginalny pomysł, potrafi konsekwentnie iść własną drogą i co bardzo ważne, potrafi przekonać do niego otoczenie.

Te umiejętności zależą w ścisły sposób od tego jak mózg (kandydata na ikonoklastę) radzi sobie z przetwarzaniem informacji, reakcją na strach i funkcjonowaniem wśród innych mózgów (inteligencja społeczna).

MÓZG JEDZIE NA REZERWIE

Do tego dochodzi fakt, że nasze mózgi mają spory apetyt (zużywają tyle energii, co 40 watowa żarówka), ale maja ograniczone zasoby, a zatem muszą działać ekonomicznie. Stąd mózgowi przetwarzającemu dane pochodzące od zmysłów zdarza się (aby oszczędzić na energii) działać na skróty, uciekać się do gotowców takich jak doświadczenie z przeszłości czy opinie innych osób (mózgów).

Zaś percepcja, czyli sposób postrzegania rzeczy to kluczowa cecha ikonoklasty, ponieważ jemu przedstawiają się one inaczej niż typowemu przedstawicielowi gatunku homo sapiens.

Dlaczego? Dlatego, że jego mózg inaczej przetwarza dane i nie wpada w pułapkę (efficiency trap) energetyczną. Berns pisze, że taka umiejętność omijania mielizn może być zarówno wrodzona jak i wyuczona. Percepcja to złożony proces oparty o doświadczenie, a zatem jeśli chcesz nauczyć się patrzeć na rzeczy inaczej musisz zafundować mózgowi zupełnie nowe doznania, wystawić go na działanie świeżych bodźców. Okazuje się, że ikonoklaści to właśnie ludzie, którzy nie boją się ryzyka, chętnie wypływają na nowe wody i wychodzą z bezpiecznej strefy komfortu.

The brain is lazy. It changes only when it has to do. And the conditions that consistently force the brain to rewire itself are when it confronts something novel. Novelty equals learning, and learning means physical rewiring of brain.

 TERAZ WYJDŹ PRZED SZEREG

Ale na tym nie koniec. Co z tego, że kandydat na ikonoklastę widzi rzeczy ostrzej, wymyśla oryginalne rozwiązania, jeśli nie ma w sobie dość motywacji czy odwagi, aby opowiedzieć o tym światu.

Strach jest kolejną przeszkodą, z którą musi umieć poradzić sobie ikonoklasta.  Znamy to doskonale z codziennych sytuacji, kiedy to strach przed wyjściem ze strefy komfortu, strach przez publicznym wystąpieniem, oceną, krytyką a być może wyśmianiem zniechęca do wyjścia przed szereg nawet tych, którzy myślą oryginalnie.


 
Ze strachem potrafił sobie poradzić Henry Ford. W zawodowe życie wchodził pracując w firmie Edisona, który widział przyszłość opartą o elektryczność. Ford postanowił zakwestionować tę wizję świata, zmienił branżę i od 1899 roku pracował nad rozwojem silnika spalinowego, w który wyposażył pierwotnie Model A., ale to dopiero znacznie ulepszony i lżejszy Model T z 1908 roku okazał się sukcesem. Ford podjął ryzyko, ale potrafił przekuwać porażki w nowe szanse, co potwierdzają jego słowa:

„One who fears the future, who fears failure, limits his activities. Failure is only the opportunity more intelligently to begin again. There is no disgrace in honest failure; there is disgrace in fearing to fail.”

POLE ZNIEKSZTAŁCANIA RZECZYWISTOŚCI

W końcu kandydat na buntownika musi umieć sprzedać swój pomysł i przekonać do niego innych ludzi. Musi umieć zarazić swoją ideą nie-ikonoklastów, zręcznie poruszać się w gęstej sieci relacji społecznych zyskując sojuszników.

W tej roli aktywnego towarzysko ikonoklasty świetnie odnajdywał się Pablo Picasso, również bohater reklamy Apple. Berns porównuje Picasso z Vincentem van Goghiem, który również widział rzeczy na swój oryginalny sposób,  jednak obu artystów wiele różniło. Van Gogh tworzył znacznie mniej niż Picasso, obracał się w kręgu najbliższych osób, nie budził sympatii i zmarł w biedzie.  Picasso był twórcą szalenie płodnym, a jego dzieła znali wszyscy. Był obdarzony charyzmą, co dodatkowo budziło zainteresowanie, dzięki czemu również łatwo obracał się w różnych towarzyskich kręgach.

Można także umiejętnie odwoływać się do emocji tych, którzy są otwarci na zmiany. Ci ostatni to pionierzy, entuzjaści, poszukiwacze nowości (early adopters). Takie osoby stanowią ok. 13 proc. każdej populacji i to do nich adresował swoje produkty np. Steve Jobs.

It is a biological fact that youthful brains are more easily rewired than old brains. For the iconoclast to become an icon, not only must he possess an exceptionally plastic brain that can see things differently, but must rewire the brains of a vast number of other people who are not iconoclast.

Dla Bernsa Steve Jobs nie jest zwykłym odmieńcem, ale jest ikoną. Osobą obdarzoną wyjątkowym talentem do jednoczenia ludzi wokół własnych pomysłów i popychania świata do przodu. W tym akurat wypadku za sprawą biografii Waltera Isaacsona perypetie buntownika z Kalifornii możemy prześledzić wyjątkowo dokładnie.

14 Sie

(Nie)przypadkowy nauczyciel Mikołaja Kopernika

Od stu lat nie mam w domu telewizora. Jednak, gdy jestem w pobliżu sklepu z elektroniką, zaglądam tam i z ciekawością dotykam coraz chudszych ekranów, których rozmiary rosną w tempie wykładniczym, a od ostrego jak brzytwa obrazu bolą oczy.

Podczas ostatniej takiej wizyty, przypomniało mi się ciekawe wystąpienie Ediego Pyrka na TEDxWarsaw w marcu 2012 roku. Pyrek opowiedział historię swojej chwilowej fascynacji najwspanialszym telewizorem świata (NTŚ).  Szybko zdał sobie jednak sprawę, ile czasu musi poświęcić, aby zarobić na urządzenie o absurdalnie wysokiej cenie.

(Nie)przypadkowy nauczyciel

W tej opowieści NTŚ odegrał rolę tzw. przypadkowego nauczyciela (street teacher). Jak tłumaczy Pyrek, przypadkowy nauczyciel to ktoś, kto pomaga pchnąć sprawy na właściwy tor. To figura obecna we wszystkich kulturach czy religiach. Pyrkowi NTŚ pomógł zrozumieć, że czas to nie pieniądz, ale jego własne życie.

Metafora przypadkowego nauczyciela przyszła mi natychmiast do głowy, gdy czytałem jak Mikołaj Kopernik zabrał się za zakończenie prac nad dziełem życia “O obrotach”, w której pozbawił ludzkość naiwnej wiary, że Ziemia jest w centrum świata (na marginesie, zdaje się, że 500 lat później wiara w wyjątkowość homo sapiens ma się wciąż dobrze).

Jan Matejko, Astronom Kopernik, czyli rozmowa z Bogiem, 1873

Kopernik nie była kobietą

Mikołaj długo wahał się z opublikowaniem wyników dzieła życia. Zarys swojej teorii dał tylko raz w 1507 r. w  „Komentarzyku o hipotezach ruchu niebios”,  w którym zapowiadał, że szczegóły wyłoży później w obszerniejszym dziele. Chociaż do roku 1513 r. rozwinął swoją teorię, to przed następne 30 lat milczał.  Mikołaj spędzając większość tych lat we Fromborku, dopracował swoją teorię, ale przed ujawnieniem pracy powstrzymywał go lęk przed szyderstwem i potępieniem ze strony dogmatycznych krytyków.

Jego w pełni opracowana teoria być może nie ujrzałaby nigdy światła dziennego, gdyby do Fromborka nie przybył w 1539 r. młody niemiecki protestant, który zmotywował go do dalszej pracy.

Protestant wchodzi do gry

Młodszy o 41 lat matematyk, Georg Joachim van Lauchen, zwany Retykiem, zafascynowany teorią Kopernika, chciał poznać autora i odbył liczącą ponad 500 kilometrów drogę z Wittenbergi na fromborskie wzgórze. Niezapowiedziany zapukał pewnego majowego dnia do drzwi kanonii zaskoczonego wizytą Kopernika. Retyk nie przyjechał z pustymi rękami, ale przywiózł 5 dzieł matematycznych w 3 tomach, (a nie był to mały wydatek), których Kopernik nie posiadał, w tym np. Almagest, dzieło Ptolemeusza w greckim oryginale (posiadał tylko tłumaczenie).

Obecność młodego matematyka podziałała na Kopernika motywująco, gdy zdecydował, że czas ujawnić światu wyniki teorii heliocentrycznej. Tu do gry,  w roli supportu –  używając metafory koncertowej – wchodzi Retyk publikując streszczenie teorii w tekście pt. Narratio prima (Opowiadanie pierwsze). Ta niewielka publikacja wydrukowana w Gdańsku w 1540 r. zyskała popularność w całej Europie (oryginał znajduje się w Bibliotece Elbląskiej, można obejrzeć go także w wersji cyfrowej).

O obrotach sfer niebieskich, Księga VI, fot. Muzeum Książąt Czartoryskich

Jesienią 1541 roku Kopernik ukończył prace nad sześcioma księgami swojego rękopisu, który Retyk zabrał ze sobą w podróż powrotną. W 1542 r. udało się wydrukować w Wittenberdze 3 ostatnie rozdziały poświęcone trygonometrii, zaś drukarzem, który odważył się wydać całość był Jan Petreius z Norymbergi. Po drodze występowały jeszcze różne nieprzewidziane zdarzenia, aby  – jak głosi legenda – świeżo wydrukowane księgi “De revolutionibus” trafiły do umierającego Kopernika, w maju 1543 roku.

Samiec w pisuarze

Wróćmy na chwilę do warszawskiego Multikina i dalszej części wystąpienia Ediego Pyrka, opowiadającego o ciekawym eksperymencie w Niemczech. Zadanie brzmiało: co zrobić, aby mężczyźni sikali dokładnie do wnętrza pisuaru, czyli mówiąc wprost, aby nie lali po bokach, co zwiększa koszty utrzymania toalety w czystości.  Przełomowy dla ludzkości eksperyment pokazał, że wystarczy umieścić w pisuarze czarną kropkę, muchę albo piłkę, aby zachęcić panów do większej staranności podczas czynności fizjologicznej.

Pisuar na odnowionym dworcu PKP w Gdyni. Tu faceci nie leją po bokach., fot. Marek Ścibior

Odwołując się do tej fizjologicznej, dowcipnej, a jednocześnie przemawiającej do wyobraźni metafory, Pyrek zakończył swoje wystąpienie mówiąc, że “jeżeli nie wiemy jaki jest cel w naszym życiu, to lejemy po bokach”.

Scenariusze alternatywne
Wiemy, że kanonik Mikołaj Kopernik był człowiekiem szalenie wszechstronnym, a podczas swojego długiego życia, angażował się w mnóstwo spraw. Jako członek kapituły zajmował się sprawami administracyjno-finansowymi, leczył, łamał sobie głowę reformą kalendarza, ale też reformą monetarną, zajmował się kartografią, dzielnie odpierał atak Krzyżaków w Olsztynie, a w końcu szykował światu rewolucję naukową, pracując w samotności nad swoją teorią.

Czy  Mikołaj  – używając metafory Ediego Pyrka – lał po bokach? Czy gdyby  nie wrócił po studiach we Włoszech (Padwa, Bolonia, Ferrara, gdzie zdobył tytuł doktora prawa kanonicznego)  w 1503r. na Warmię, gdzie dzięki wujowi i opiekunowi Łukaszowi Watzenrode miał zagwarantowaną posadę,  poświęciłby się wyłącznie pracy nad swoją teorią i nie zwlekał z drukiem?

Czy gdyby do Fromborka nie przyjechał przypadkowy nauczyciel imieniem Retyk, Kopernik miałby wystarczają motywację, aby ukończyć prace nad swoim dziełem, a następnie znaleźć wydawcę gotowego wydać rewolucyjne dzieło?

30 Sty

Slajd:ologia. Najlepsze prezentacje od Nancy Duarte

Pisałem już o Nancy Duarte nazywając ją Królową Prezentacji. Zasłużenie, bo od ponad dwóch dekad jest szefową firmy Duarte Design działającej w Krzemowej Dolinie z dużym sukcesem, dorobkiem idącym w tysiące prezentacji i listą klientów, którzy figurują na liście Fortune 500.

Swoją wiedzą i doświadczeniem podzieliła się w książkach – i to dobra wiadomość dla polskiego czytelnika, których tłumaczenia ukazały się nakładem wydawnictwa Helion. Slajd:ologia. Nauka i sztuka tworzenia genialnych prezentacji jesienią 2011roku, a Współbrzmienie. Znajdź wspólny jezyk z odbiorcami Twojej prezentacji właśnie trafia na półki.

„Slajd:ologia” powstała przed „Współbrzmieniem”. Autorka przyznaje, że powinno być odwrotnie, aby nie szminkować slajdów, które niosą pustą treść. Ale teraz problem ten już nie istnieje.

W kategorii „lektura dla twórców prezentacji” to obowiązkowe pozycje. Ostrzegam, że dla osób początkujących, przyzwyczajonych do tradycyjnych slajdów nie są to łatwe książki, ale warto zawiesić wysoko poprzeczkę, tym bardziej, że są świetnie napisane i pięknie zilustrowane. A właściwie przypominają dobrze przygotowaną prezentację, gdzie każda kartka do jeden dobrze zaprojektowany slajd!

Slajd:ologia jest bardziej techniczna w tym sensie, że poświęcona w znacznym stopniu projektowaniu slajdów, myśleniu o ich graficznej i wizualnej stronie. Z kolei Współbrzmienie skupia się na samym budowaniu porywających wystąpień (nie tylko prezentacji), tworzeniu opowieści, które mają siłę oddziaływania na odbiorców i dokonywania w nich przemiany. I tej książce poświęcę kiedyś osobny wpis.

Jakie zadanie stawia przed sobą w Slajd:ologii Duarte? Ma nadzieję, że zapoczątkuje przemianę, zrewolucjonizuje język prezentacji wizualnych, a zmiany zachodzą wtedy, gdy nowa ideologia – w tym wypadku – slajdologia – stanie się powszechna i zmotywuje ludzi zmienili swoje myślenie o tym czym jest dobra prezentacja.

Nie zamierzam opisywać tu podejścia Duarte do tworzenia prezentacji, wystarczy obejrzeć jej slajdy na firmowej witrynie , aby zrozumieć czym się kieruje. No dobrze, spróbuje znaleźć 3 cechy jej slajdów: prostota, komunikatywność, piękno.

Przykłady slajdów studia Duarte Design. Więcej na Duarte.com

Chcę za to przytoczyć kilka uwag o znaczeniu prezentacji, które znajdują się w Slajd:ologii, ważnych o tyle, że pokazują dlaczego (dobre) slajdy mają znaczenie. To jest rzeczywiście paradoks, że firmy dbają starannie o swój wizerunek, ale gdy rzecz dotyczy prezentacji tu zaczynają się kłopoty i ich podejście jest konserwatywne.

Umieszczenie projektowania slajdów na samym dole marketingowej hierarchii ważności wynika tak naprawdę z podejścia organizacji do własnych marek. (…) To dość zasmucające, że prezentacje są na ostatnim miejscu – zarówno pod względem poświęcanej im uwagi, jak i miejsca w cyklu sprzedaży. Prezentacja często jest ostatnim spojrzeniem klient na firmę przed podjęciem decyzji konsumenckiej.(…)

O ironio, to właśnie Twoje umiejętności komunikacyjne decydują o tym, jak postrzegają Cię Twoi pracodawcy, współpracownicy (…) a nawet popularności jaką się cieszysz. Umiejętność sprawnego porozumiewania się należy obecnie do standardowych wymagań wobec pracowników. (…)

Niestety większości nie udaje się nigdy dokonać przeskoku z komunikacji werbalnej, której wszyscy uczymy się w szkole, na efektywną komunikację wizualną, która ani nie jest łatwa, ani intuicyjna. Slajdy należą zatem do kategorii rzeczy, których ogół ludzi nie potrafi ani sprawnie wytwarzać, ani przedstawiać. Dobrze opracowana i przeprowadzona prezentacja może jednak stać się nadzwyczajnie potężnym narzędziem komunikacji.

I jako przykłady wspomina chociażby slajdy, które występują w filmie (przygotowane przez Duarte Design) Ala Gore’a Niewygodna prawda czy prezentacje produktów w wykonaniu Steve’a Jobsa, które zamieniały się w prawdziwy spektakl.

W tym miejscu warto podkreślić nie dla wszystkich oczywistą myśl: najwyższej klasy prezentacje wymagają czasu i czasami potrzeba go naprawdę dużo. Duarte szacuje, że czas potrzebny na przygotowanie prezentacji składającej się z 30 slajdów wynosi między 36 a 90 godzin. Z własnego doświadczenia mogę napisać, że nie ma w tym przesady. Praca nad prezentacją jest szalenie czasochłonna i trzeba mu poświęcić wiele długich dni i nocy.

Na koniec streszczenie manifestu Nancy Duarte zawierającego 5 twierdzeń o udanych prezentacjach.

1. SŁUCHACZ JEST PANEM: przygotuj interesujący przekaz co możesz dla niego zrobić
2. SZERZ IDEE I PORUSZAJ LUDZI: angażując wszystkie zmysły odbiorców
3. NIECH UJRZĄ, CO CHCESZ IM PRZEKAZAĆ: myśl jak designer, oddziałuj wizualnie
4. PROJEKTUJ, NIE OZDABIAJ: twórz czytelne przekazy
5. DBAJ O PRAWIDŁOWE RELACJE: ludzie uwielbiają informacje w zwięzłej formie

Kto jest świadomy, że nadeszła rewolucja w prezentacjach, ale nie umie jeszcze poradzić sobie ze zmianą własnego stylu prezentacji, temu Slajd:ologia otworzy oczy na sztukę prezentacji w najlepszym wydaniu, a jako że, przemawia do nas praktyk to porady ilustrowane są slajdami z własnego portfolio. Taka jest właśnie struktura książki, gdzie omawianym zagadnieniom towarzyszy zawsze studium przypadku.

Podobnie jest zresztą z książkami Garra Reynoldsa, Amerykanina w Japonii, który rozwija swoją autorską koncepcję prezentacji zen i po jego książki (Helion wydał 3 tytuły) również warto sięgnąć. Kto chce ćwiczyć się w sztuce prezentacji może nawet lepiej niech wcześniej sięgnie po Reynoldsa niż po książki Królowej Prezentacji.

28 Sty

Orędzie Baracka Obamy i slajdy z infografikami

Barack Obama idzie z duchem czasu. Wygłoszone przez niego 24 stycznia 2012 orędzie o stanie państwa (state of the union address) zostało wzbogacone o równolegle wyświetlaną prezentację. Nie widzieli jej kongresmeni, nie wiedzieli jej widzowie siedzący przed ekranami telewizorów, towarzyszyła bowiem wyłącznie transmisji internetowej na stronach Białego Domu. Podczas trwającego nieco ponad godzinę wystąpienia (tu jego treść), na części ekranu wyświetlono niemal setkę slajdów.

Barack Obama jest świetnym mówcą i jest pewnie lepszym mówcą niż prezydentem. Podczas tego wystąpienia pokazał się w doskonałej formie, emanował siłą, uwodził głosem, przyciągał swoim naturalnym magnetyzmem itd. Przemówienie przygotowane zostało bardzo zręcznie: politycznym pomysłom prezydenta towarzyszyły twarde dane o jego sukcesach i planach reformy podatków czy edukacji, ale nie zabrakło nut historycznych i sentymentalnych, gdzie odwoływał się do pozytywnych mitów amerykańskiej tożsamości. Kilka historii miało swojego realnego bohatera, Amerykanina z krwi i kości, który był zaproszony do Kongresu i którego pokazywała kamera w momencie, gdy Obama opowiadał historię z nim związaną.

Gdy przywołał regułę Buffeta i namawiał do takiej zmiany prawa, aby każdy kto zarabia powyżej 1 miliona dolarów płacił 30 procentowy podatek – widzieliśmy twarz słynnej już sekretarki Warrena Buffeta, która płaci wyższy podatek niż jej pracodawca. Gdy mówił o innowacjach, wspomniał Steve’a Jobsa, wtedy jego wizerunek pojawił się na slajdzie, a w kadrze pojawiła się  jego żona Laurene Powell Jobs.

Jednak większość czasu Obama poświecił (mniejsza o to na ile to pobożne życzenia, wszak to rok wyborczy, ale to nie blog polityczny) nadwątlonej potędze swojego kraju, potrzebie pobudzenia gospodarki, bezrobociu, sprawom zielonej energii, reformy edukacji czy ogólnie poprawie jakości życia Amerykanów.  Te zagadnienia ilustrowały w większości proste i raczej czytelne slajdy zawierające wykresy, infografiki czy istotne komunikaty i liczby.

Z komentarzy, które widziałem w internecie, wprawne oko specjalistów wyłapało, że niektóre wykresy nie trzymają proporcji (to prawda),  inni chcą poznać źródła danych, aby sprawdzić czy grafiki nie zostały nadmiernie uproszczone, czytaj zmanipulowane na potrzeby propagandy sukcesu administracji Obamy. To prawda, na czymś takim można łatwo polec.

Cała prezentacja została przygotowana bardzo ciekawie. Chociaż jeden z najważniejszych politycznie komunikatów, zaraz na początku wystąpienia pokazujący slajd z Osamą bin Ladena bardzo odstaje od reszty. Rozumiem jednak, że trudno łamać sobie głowę, aby ciekawie pokazać wroga publicznego numer 1.

Pamiętając o odbiorcach, którzy dzielili uwagę podczas transmisji między prezydenta a slajdy, pewne wykresy mogłyby być prostsze i bardziej czytelne i zawierać mniej opisów. Niewątpliwą trudnością był pionowy układ slajdów, ale taki wynikał z konieczności ich prezentacji na ekranie podczas przemówienia.

Nie jest tajemnicą, że przemówienia prezydenta to efekt kolektywnej pracy samego zainteresowanego oraz zespołu doradców, autorów i resercherów, na czele którego stoi Jon Favreau.

 

Dla osób, których interesuje prezydencka kuchnia Biały Dom przygotował krótki film pokazując prezydenckich ghostwriterów podczas procesu twórczego.

Podsumowując: cieszy pomysł wzbogacenia tradycyjnych politycznych wystąpień o slajdy i infografiki. Gdy trudno skupić uwagę na tym co politycy mają do powiedzenia, szczególnie gdy przekaz jest banalny, pompatyczny albo obfituje w nadmiar detali, prezentacja może uczynić go bardziej ludzkim. Obama tego nie potrzebował, bo miał ciekawie napisane wystąpienie i dobry występ. Ale on też zdaje sobie sprawę, że ludzka pamięć jest ulotna, że trudno skupić uwagę przez godzinę na mówcy, że ciekawiej można opowiadać obrazem podsuwając odbiorcom częściowo już zinterpretowaną informację.  Poza tym takie wystąpienie zaczyna żyć swoim życiem w internecie, zainteresuje tych, którzy nie mieli powodu, aby posłuchać, a teraz będą mogli jeszcze popatrzeć.

Myślę, że dobrym sprawdzianem jakości przemówienia jest przetestowanie jej właśnie pod kątem wizualizacji i równoległego opowiedzenia przez slajdy i infografiki. Jestem ciekaw, który z polskich polityków pierwszy odważy się pójść tą drogą.

Wszystkie slajdy wyświetlone podczas orędzia można obejrzeć tutaj.

Jako uzupełnienie polecam tekst Anny Dąbrowskiej z POLITYKI Speechwriterzy, czyli jak pisać na polityczne zamówienie o tym, kto pisze przemówienia polskim politykom.