23 Gru

Wisława Szymborska: niezbędny gadżet każdego twórcy

Wisława Szymborska, poetka i laureatka literackiej Nagrody Nobla z roku 1996 otrzyma 17 stycznia 2011r.  z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego Order Orła Białego.

Piszącą o tym wydarzeniu Gazeta Wyborcza przypomina przy okazji dorobek poetki:

 

W sumie Szymborska opublikowała zaledwie około 350 wierszy. – Wynika z tego, że pisze ona (z przeznaczeniem do publikacji) około 4-5 utworów rocznie. Mówi to co najważniejsze i konieczne – pisał o poetce Stanisław Balbus. Ona sama zaś zapytana kiedyś, dlaczego tak mało publikuje wierszy, odpowiedziała: „Mam w domu kosz”.

 

W tym absolutnie celnym, lapidarnym i ironicznym komentarzu noblistka reaktywuje zapomniany w erze informacyjnego nadmiaru, stojący gdzieś (zwykle w kącie) kosz, którego znaczenie dla ludzkości pewnie trudno przecenić.

Poetka przypominając ludzkości o istnieniu kosza na śmieci, subtelnie sugeruje (zawsze zbyt przejętym sobą twórcom, artystom i autorom, autorów blogów niewykluczając),  że częste używanie kosza zgodnie z jego przeznaczeniem, może przyczynić się nie tylko do odniesienia artystycznego sukcesu,  ale nawet otrzymania Nagrody Nobla 😉

02 Gru

Maksymiuk niczego się nie wstydzi. A co Ty zrobisz dla swojej prezentacji?

Strach przed ośmieszeniem skutecznie zniechęca do wychodzenia poza przewidywalną rolę prelegenta podczas prezentacji. To także obawa przed eksperymentem, przed wyjściem poza bezpieczną konwencję, której przełamanie może okazać się właśnie źródłem sukcesu i szansą na dalszy rozwój.

Niepewność łatwiej pokonać osobom, które widziały prezenterów, którzy w pełni angażowali się w to co mówią, odwoływali się do emocji i dawali zielone światło swojej spontaniczności. A podpatrywanie innych i uczenie się od nich to jedna z dróg, która wiedzie do wypracowania własnego stylu.

 

Dlatego warto podpatrzeć jak pracuje Jerzy Maksymiuk. Znany ze swojego niezwykłego temperamentu dyrygent i kompozytor w rozmowie z Magdą Juszczyk w radio PIN przyznaje, że dla wywołania oczekiwanego brzmienia swojej orkiestry jest w stanie się nawet ośmieszyć!

 

Na estradzie ja się nie wstydzę żadnego gestu. Na estradzie nawet uklęknę, żeby dźwięk wydobyć. Ale wydobędę go wszelkimi siłami. Czy się ośmieszę, czy nie. To rzadka chyba cecha.

 

Maksymiuk mówi, że najtrudniejsze w orkiestrze jest zagrać bardzo cicho, więc aby uzyskać ten efekt podchodzi on do muzyków i podnosi smyczki do góry, aby nie były za mocne!  Ale na takie zachowanie może sobie pozwolić tylko wobec muzyków z orkiestry Sinfonia Varsovia.

Rzecz jasna, rola prezentera to rola solisty, a dyrygent występuję z orkiestrą.  W pewnym sensie idzie o to samo, czyli osiągnięcie jak najlepszego efektu przy dostępnych środkach wyrazu. Zarówno prelegent jak i dyrygent występują przed publicznością, każdy z nich chce, aby jego występ był niezapomniany.  Tyle, że w orkiestrze wszyscy pracują na efekt, a prelegent jest zwykle one-man-band: sam sobie pisze nuty, tworzy swoje brzmienie i dobiera środki wyrazu.

BTW: czy znasz kreskówkę Pixara „One Man Band” ? Obejrzyj ją koniecznie, bo jest bardzo a propos !

Pixar – One Man Band from Ricardo Pereira on Vimeo.

Wróćmy do wywiadu, gdzie poznajemy poglądy Maksymiuka na życie i sztukę.  Artysta żałuje, że za dużo czasu poświecił pracy, nie miał czasu na inne zainteresowania i w sumie uważa, że sama praca za bardzo ogranicza.

Twierdzi jednak, że urodził się już z taką siłą, która kazała mu przeć do przodu.  Swoją wielkość lekceważy dodając, że dobrze, być średnim, normalnym człowiekiem, bez stresów, który śpi dobrze i nikt go nie zaczepia.

Przyznaje, że nie bardzo przepada za dużymi grupami ludzi.  Z jednej strony boi się orkiestry i nie boi się jej jednocześnie. W pracy pomaga mu to, że jest odważny i trochę nieprzewidywalny. Maksymiuk uważa, że ważne jest określenie swoich możliwości i odwaga, aby o tym mówić. Mówi więc, że potrafi pokierować symfonią Beethovena, ale z Eroicą ma już kłopoty, a Brahms go po prostu przeraża.

I na koniec jak to u klasyka mocny cytat:

 

Muzyka jak wszystko co jest wielkie, nie jest do zabawy. Ta sztuka ma spowodować coś więcej niż natura.

(…) Nie ma nic innego co nas wzbogaca. Tylko sztuka.

 

Aktualizacja. Niestety cała rozmowa z Jerzym Maksymiukiem w radio PIN (50 minut) nie jest już dostępna na stronie internetowej. Szkoda. Było tam wiele ciekawych uwag nie tylko o muzyce, ale np. o sztuce przywództwa.

07 Lis

Seth Godin: zostań artystą, wyjść przed szereg

Seth Godin napisał grubą, niepotrzebnie przegadaną i pełną powtórek książkę, tak jakby chciał, aby jego przekaz skutecznie wdrukował się w umysły czytelników. Ale to ryzyko chyba się opłaciło, bo inspirujące przesłanie jednego z najpopularniejszych blogerów świata warte jest zapamiętania.

W książce „Najmocniejsze ogniwo. Jak stać się niezastąpionym zawsze i wszędzie” Godin rzuca na rynek idei parę ciekawych metafor, opowiada o tym co liczy się dziś w biznesie najbardziej, w jaki sposób firmy powinny budować przewagę konkurencyjną, a przede wszystkim to opowieść o tym jak sensownie wykorzystywać swoje talenty w pracy.

Jest w tej książce takie intrygujące zdanie, które otwiera puszkę z interpretacjami: Od dawna jesteś poddawany praniu mózgu, którego celem jest nakłonić Cię do pogodzenia się z własnym losem. To zdanie sugeruje, że ktoś w Twoim życiu pociąga za niewidoczne sznurki.

Skoro tak, to nie masz wielkiego wyboru i możesz – jak powiada inne zdanie z tej książki – dopasować się lub wyróżnić.

Tak się chyba dobrze składa, że większość ludzi chce się wyróżnić, ale albo nie potrafi, albo nie wie jak, albo się po prostu boi. Nic dziwnego, że ludzie się boją, bo ze strachem nie ma żartów. To najważniejsza emocja. Prawidłowa reakcja, która ratowała ludziom życie, gdyśmy jeszcze hasali po sawannach i musieli uciekać przez tygrysem szablozębnym. Za tę reakcję odpowiada mózg gadzi (część ludzkiego mózgu), który współcześnie bywa jednak hamulcowym w sytuacji, gdy trzeba porzucić dobre samopoczucie i się wychylić, zaryzykować, wystawić na krytykę.

Podjąłeś decyzję, że jesteś w stanie pokonać strach i wejść na drogę wiodącą ku zmianie swojej zawodowej pozycji i pragniesz tej zmiany. Coraz trudniej ci żyć i godzić się na ten schizofreniczny podział na świat pracy i świat prywatny, świat zawodowej roli, którą odgrywasz (i za którą dostajesz wynagrodzenie) i czasu, kiedy cieszysz się z bycia samym sobą. Zaczynasz podejrzewać, że padłeś ofiarą spisku i masz koszmarne sny, że jesteś tylko małą zębatką w wielkim mechanizmie.

Wtedy do Twojego snu wkracza Seth Godin trzymający pod pachą swoją książkę (autor deklaruje, że to ostania w jego życiu książka papierowa)  i szepcze na ucho: nie jesteś zębatką, problem leży w programowaniu mózgów, które są poddane kulturowemu praniu, a ty ludzka istoto zostałaś tylko wykształcona na trybik. Jednak Ty się nie budzisz, tylko rzeczowo pytasz autora: zaraz, zaraz, skoro sformatowano mi mózg, żebym był posłusznym trybikiem w maszynie, to co robić, aby złamać, zhakować ten kod, aby wyplenić z umysłu strach i napełnić go wolnością.

Na to Godin odpowiada: zostań artystą, nie bój się swoich emocji, dziel się szczodrze swoją wiedzą, bądź empatyczny, skupiony na relacjach z otoczeniem, angażuj się, wprowadzaj zmianę, stań się przewodnikiem, człowiekiem niezastąpionym.  Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz być nadzwyczajny, ludzie muszą o Tobie mówić. Musisz się wyróżnić, musisz zostać artystą i zacząć przekazywać innym dary. Jakie dary? Przekazywanie darów to odpowiednia emocjonalna interakcja z otoczeniem, która przynosi korzyści: uśmiechanie się do innych, kontakty z ludźmi, przejmowanie inicjatywy, zaangażowanie, pomysłowość, to wszytko robimy przecież w życiu za darmo zanim pójdziemy do pracy ;-).

Niezastąpiony pracownik to taki gość, który wprowadza do organizacji element człowieczeństwa, otwartości, pasji i sztuki. Sam jesteś w stanie wskazać w swoim otoczeniu takie osoby, które motywują, rozmawiają, dzielą się wiedzą, wychodzą poza schemat, dzielą się ciepłem, oliwią zębatki (pamiętaj, że Ty nie jesteś zębatką) w złożonych firmowych mechanizmach.

 

 

 

 

 

 

 

 

Metafora „najmocniejszego ogniwa” w oryginalnym tytule książki kryje się pod słowem “linchpin” , które oznacza zatyczkę, zapinkę, zawleczkę,  niewielki stalowy element blokujący koło tak aby nie spadło z ośki, a więc to co istotne dla całego mechanizmu, aby sprawnie funkcjonował (takiej zawleczki używają także rolnicy, gdy blokują zawleczkami maszynę, aby nie odpięła się od ciągnika).

No dobrze, to co z tą sztuką teraz? Czy to oznacza, że mam teraz zapisać się na korespondencyjny kurs malowania, chodzić do szkoły tańca, a może grać na jakimś instrumencie? Godin mówiąc o sztuce ma na myśli  każdy przejaw kreatywności, pasji i osobistego wyrazu, bo dla niego sztuka jest zasadniczo wytworem pracy emocjonalnej. To osobisty podarunek, który wywołuje zmianę w tym, kto go otrzymuje. Środek przekazu nie ma tu znaczenia, bo liczy się zamiar. Godin stawia sprawę tak: jeśli masz odwagę podważyć status quo, wywoływać pozytywną zmianę w drugim człowieku wtedy  możesz nazywać siebie artystą.

Godin namawia do zmartwychwstania za życia. Do przezwyciężenia strachu, który zamieszkuje w mózgu (odpowiada za to tzw. mózg gadzi).  Strach to wewnętrzny leń, zbędna racjonalizacja, opór. Ten zamieszkujący w mózgu dywersant piętrzy trudności, skłania do odkładania spraw na później. Najmocniejsze ogniwa, ludzie sukcesu  też odczuwają strach, ale go akceptują, wychodzą przed szereg, a nade wszystko inaczej podchodzą do porażki.

„Najmocniejsze ogniwo” przynosi także opis sytuacji na rynku pracy, który podlega dynamicznej przemianie. Dziś źródłem rynkowej przewagi  nie są już zasoby fizyczne, infrastruktura, już nawet nie zawartość mózgów pracowników (pracownicy Microsoftu nie są przecież mniej inteligentni niż Googla), a raczej cały subtelny proces angażowania mózgów do pracy i umiejętne budowanie twórczego klimatu.

Seth Godin przypomina (tym, którzy nie wiedzą), że to właśnie ludzie z większym pierwiastkiem człowieczeństwa, lepiej nawiązujący kontakty i dojrzalsi będą źródłem przewagi konkurencyjnej. Zobaczcie, że potocznie lekceważona umiejętność rozmawiania z ludźmi jest szalenie ważną kompetencją i w sensie godinowskim jest to sztuka.

„Najmocniejsze ogniwo” nie odkrywa Ameryki, bo inteligentne firmy i ich szefowie (szczególnie na hiperkonkurencyjnych rynkach) od dawna wiedzą, że prawdziwą wartością są ludzie nietuzinkowi, oferujący w pakiecie poza kompetencją merytoryczną także swoje naturalne cechy charakteru, i to niezależnie czy są szefami, czy pracownikami szeregowymi. Podoba mi się w tej książce metafora człowieka – pracownika – artysty, który zamienia swoją pracę, zawodową aktywność w sztukę, który z jednej strony się angażuje, ale zarazem ma dystans, bo wie, że większy poziom człowieczeństwa przekłada się na lepsze rezultaty.

Godin zapewnia, że przewodzenie to umiejętność, której można się nauczyć i żałuje jednocześnie, że nie uczy tego szkoła, która mając ku temu okazję, w atmosferze strachu wykształca raczej gotowość do uległości, umiejętność, która doskonale przydaje się później w pracy.

Dlatego najmocniejszym ogniwem człowiek się dopiero staje, a nie rodzi.  Seth Godin daje swoją receptę: działaj twórczo i podejmuj samodzielnie decyzje. Łącz ludzi i pomysły. A przede wszystkim nie bój się tworzyć złych pomysłów. Pamiętaj, że ludzie dokonują przełomów na ogół wówczas, gdy nie mają już nic do stracenia – bardzo rzadko udaje im się to wtedy, gdy mają na podorędziu plan awaryjny. Ludzie często mówią, że nie mają dobrego pomysłu. Wtedy Godin pyta: a czy masz jakiś zły?  I zapewnia, że im są gorsze, tym lepiej. Stosując regularnie tę metodę, odkryjesz ku własnemu zdumieniu, że gdzieś pomiędzy złymi pomysłami pojawiają się też dobre.

P.S. 1 Polecam mroczne  przykłady z polskiego podwórka, które zdokumentował Edwin Bendyk na blogu, pokazujące jak w szerząca się w polskich instytucjach i państwowych firmach kultura dziadostwa czeka na swoje najmocniejsze ogniwa, które mogłyby uratować je od chaosu, a być może i upadku.