09 Lis

Czy kometa 67P jest seksi?

1. Choć z wyglądu przypomina nieforemnego ziemniaka lub kąpielową kaczuszkę i jak na kosmiczną skalę jest drobinką, to w najbliższym czasie kometa 67P / Czuriumow-Gierasimienko powinna być gwiazdą medialną pierwszej wielkości. Pierwszy raz w dziejach lądujemy na komecie.  Owszem, moduł sondy Deep Impact uderzył z impetem w powierzchnię komety  Tempel 1, wybijając krater o średnicy 120 m, ale lądowanie  Rosetty to zadanie o wiele bardziej subtelne i przełomowe.

Ambicja ambition misja rosetta kometa tomek baginski

2. Wystrzelona 10 lat temu Rosetta,  znajduje się teraz 600 mln km od Ziemi (gdzieś między Marsem a Jowiszem), krążąc wokół komety. 12 listopada lądownik Philae wyląduje na jej jądrze o rozmiarach 5×3 km. To benedyktyńska robota, jednocześnie zadanie pozbawione fajerwerków, a sam moment lądowania też nie jest spektakularny. Czy to wystarczy, aby rozbudzić naszą wyobraźnię, nieco zaśmieconą kliszami z filmów science-fiction, głodną efektów specjalnych?  Czy misja potrzebuje promocyjnego dopingu? I czy tę rolę spełnił film Ambition Tomasza Bagińskiego?

3. Kosmos naukowców jest racjonalny, nawet jeśli misji towarzyszą ekstremalne emocje. Rzecz w tym, aby się nimi podzielić, szczególnie przy tak ambitnej misji. Komputerowe animacje przygotowane przez Europejską Agencję Kosmiczną nie przyspieszają bicia mojego serca. Trudno przejąć  się losem  skomplikowanego mechanizmu, nawet gdy z niezwykłą precyzją osiada na pędzącej przez Układ Słoneczny komecie. Gdyby lądownik Philae wyrwał kawałek komety, zamknął w pudełku i Rosetta zabrałaby go ze sobą z powrotem na Ziemie, wówczas czekalibyśmy na powrót z niecierpliwością. A gdyby to była misja z człowiekiem na pokładzie, byłoby to wydarzenie tej miary co Apollo 11 w 1969 r.

4. Na Księżycu byliśmy, sondy wylądowały na Wenus ( Wenera 7)  już w 1970 i Marsie (Viking 1 i 2) w 1976. Pewnie nasze serca zabiły nieco szybciej, gdy Pathfinder, Spirit czy ostatnio Curiosity przesyłały wysokiej jakości zdjęcia z Czerwonej Planety. Ale Mars żyje w masowej wyobraźni, począwszy od sprawy kanałów Schiaparellego, przez Wojnę światów i ciągłe poszukiwanie śladów życia na tej planecie. Komety to kosmiczni wędrowcy, prawdopodobnie przyniosły na Ziemie wodę (mamy też inną hipotezę), a może i życie (hipoteza panspermii), dlatego budzą ciekawość. Zarazem mają zdolność do niesamowitej metamorfozy, gdy zbliżając się do Słońca wyrastają im malownicze warkocze.

5. Bagiński zabiera widza w postludzką przyszłość, w której obowiązuje już chyba 3 prawo Arthura C. Clarke’a, a misja Roseta to wydarzenie historyczne. Można odetchnąć z ulgą, że nie sprowadzono filmu do zreferowania technicznej strony przedsięwzięcia, tę poznajemy w stopniu wystarczającym. Historię Rosetty opowiedziana jest w szerszym kontekście wysiłków napędzanych ludzką ciekawością i ambicją właśnie. Takich  uskrzydlających fabuł potrzebujemy do opowiadania o tym, co robią inżynierowie i naukowcy.

6. – Upadamy, podnosimy się, dostosowujemy – mówi grający postać Mistrza Aidan Gillen. W moim odczuciu to najważniejszy przekaz filmu, o ludzkiej obsesji przekraczania granic i zamieniania tego, co niemożliwe, w to co realne. Bez dwóch zdań efekty specjalne przekaz ten potęgują; forma w tego typu opowieści nie mniejsze ma znaczenie niż treść.

7. Wyprawa na kometę Czuriumow-Gierasimienko to współczesna metafora wytrwałości,  a do tej potrzeba czasem kosmicznego uporu. Gdy potrzeba dodatkowej motywacji powtarzam swoim dzieciom zdanie, które wypowiedział Kennedy w 1962 r. –  Amerykanie wylądują na Księżycu nie dlatego, że jest to łatwe, ale dlatego, że jest to trudne.

8. Per aspera ad astra.

 

29 Paź

O (nieoczywistej) wyższości fragmentu nad całością

Nie wiem jak ty, ale ja czytam książki (a także magazyny) zawsze z ołówkiem lub kolorowymi kredkami w ręku. Jeśli czytam coś co ważne, co trzeba zapamiętać lub wykorzystać później kreślę bez skrupułów i na kolorowo.

Gdy czytam poprzez Kindle mam wyłącznie możliwość zaznaczania wybranych fragmentów na żółto (highlights), ale korzyść z tego taka, że po synchronizacji automatycznie zapisują się one we wszystkich wersjach książki (tablet, komórka, komputer), a także w moim koncie na Amazon.com i to jest dla mnie czad 😉

Teraz pojawił się serwis Findings.com, który umożliwia pokazanie zaznaczonych wcześniej wybranych wycinków (wszystkie lub niektóre) lub dzielenie się ciekawymi fragmentami z tekstów czytanych w Sieci.

Pomysłodawcą jest autor świetnych książek popularno-naukowych Steven Berlin Johnson (tu wspominałem o jego najnowszej książce “Where good ideas come from. The natural history of innovation“). Niestety, żadna z jego książek nie ukazała się jeszcze na rynku polskim. Tu można zobaczyć co wrzuca do Sieci założyciel.

Jak to działa?

Publikując swoje wycinki, widzisz fragmenty publikowane przez inne osoby (może śledzić ich aktywność jak na Twiterze), możesz zachowywać (save) na swoim koncie czy dzielić się nimi dalej (share). Generalnie zasada działania jak w Twiterze, tyle że nie ma ograniczeń w długości fragmentów, poza tym przy każdym z nich widzisz okładkę książki z której pochodzi (i od razu przejść do Amazona) lub w przypadku wycinków z Sieci, adres skąd pochodzą. Poza tym szukając odnośników poprzez wyszukiwarkę czy klikając na okładkę możesz przejrzeć wszystkie wrzucone tu wycinki dla danego tytułu czy też inne teksty z sieci zawierające słowo kluczowe.

Johnson  marzył o tym narzędziu od lat, w międzyczasie ogarniając chaos w notatkach, gromadząc je na twardym dysku (kto nie zna tego problemu) czy korzystał z programu Devonthink do gromadzenia notatek itd. Aż wreszcie spotkał się z popularną w epoce oświecenia ideą książek tworzonych na bazie zapisków, notatek, cytatów tzw. commonplace book. Co do zasady ówczesna praktyka nie odbiegała o tego, co robimy dziś w na blogach itd. (historię powstania commonplace books Johnson daje na swoim blogu).

While I was writing Where Good Ideas Come From, I found myself exploring the long and rich history of the commonplace book, one of the great intellectual engines of the Enlightenment: books of quotations assembled by hand by 18th-century readers, annotating and indexed and remixed by readers like Locke, Jefferson, and Priestley. (…) But with Findings, we are trying to do something that is dedicated explicitly to the task of curating quotations. In other words, it’s not designed to be a broader publishing platform, or a more generic notebook app that happens to include quotes every now and then. It’s a social commonplace book.

Działanie jest proste. Zakładasz konto, przeciągasz na pasek zakładek ikonkę z tzw. skryptozakładką (bookmarklet) i gdy w trakcie lektury natrafisz na jakiś ciekawy kawałek, zaznaczasz go, klikasz na ikonkę i wtedy możesz  możesz go opublikować w serwisie. Jeśli do czytania używasz Kindle i zaznaczasz wybrane fragmenty, każdy z nich trafia także do twojego konta w Amazonie. Te wycinki możesz teraz opublikować wszystkie na Findings.com lub (zmieniąjac ustawienia, aby domyślnie wszystkie były prywatne, opublikować później tylko wybrane z nich). Serwis został niedawno zwodowany i nie zawsze wszystko działa, tak samo jak nie mogłem zapisywać wycinków pracując na Chrome czy Safari, udało się dopiero pod Firefox.

Pochwała fragmentu
Tak oto rodzi się pytanie, czy muszę jeszcze czytać całą książkę skoro mogę przejrzeć kilkanaście, kilkadziesiąt (czytelnicy zaznaczają rożne teksty, więc przy dużej liczbie wycinków będzie można przejrzeć dziesiątki ciekawych wycinków) fragmentów, aby wyrobić sobie zdanie na temat zawartości?  A tam z pewnością uda się znaleźć kilka bądź ten jeden, który będzie najlepiej oddawał problem poruszany na łamach książki albo rozwiązywał nasz problem. Gdy takiego będziecie brak, nie ma wyjścia, trzeba samemu czytać całość 😉

O  fragmencie, cytacie, wycinku ciekawie wypowiadał się Ryszard Kapuściński.

(…) jeżeli weźmiemy jakąś książkę, która liczy zazwyczaj 400 stron; raptem w jakimś miejscu, na jakieś stronie pojawia się zdanie genialne, błysk, nieprawdopodobnie olśniewający fragment. Ale te czterysta stron zabiło ten fragment. Ale jeżeli my go wydobędziemy, jeżeli do oświetlimy i nadamy mu nową formę życia, to ten fragment nam bardzo pomoże określić, zrozumieć ten świat. I dlatego ten który poświęcił się na przeczytanie tych czterystu stron i na wydobycie tego zdania, wykonał działanie twórcze, ponieważ inaczej te zdanie zginie lub nie zostanie dostrzeżone w tych potokach słów. I dlatego rola cytatu w tej powodzi słów nabiera ogromnego znaczenia. I dlatego ja chętnie posługuje się cytatem.

Przykładem tej fascynacji techniką fragmentu były jego “Lapidaria”, zbiory luźnych myśli, notatek, zapisków, obserwacji, cytatów, fragmentów rozmów, które Kapuściński publikował na przestrzeni kilkunastu lat: Lapidarium I wydane w 1990, a ostanie Lapidarium VI w 2007r.

Człowiek nie myśli historiami. Nasze myślenie jest podzielone. W tej sekundzie myślimy o tym, za kilka sekund myślimy już o czymś innym. Nasze myślenie jest fragmentaryczne. Zapiski składające się na „Lapidarium” to przejaw takiego procesu. „Lapidarium” jest tekstem pisanym spontanicznie od przypadku do przypadku – jest to rodzaj pisania spontanicznego. „Lapidaria” stanowią taki odrębny nurt, nie powiązany innymi moimi książkami. Jest to rodzaj zapisu stanu, zapisu wrażeń i refleksji. Czasami to jest jakiś cytat, czasami fragment rozmowy, czyichś wypowiedzi. To jest luźny zbiór w formie bardzo różnych rzeczy, bo takie, jak powiadam, jest nasze myślenie – bardzo różnorodne, bardzo nieskładne, często bardzo niepowiązane. I to jest technika i forma „Lapidarium”.

Pomysł na tę formę zrodził się w głowie Kapuścinskiego w stanie wojennym, gdy został bez pracy o czym opowiadał podczas premiery Lapidarium V.

Między  lapidaryjną twórczością Kapuścińskiego a aktywnością osób wrzucających swoje wycinki na Findings.com istnieje podobieństwo, które opiera się na subiektywnym wyborze, który zyskuje na uroku wtedy, gdy ten bardzo osobisty wybór okazuje się wartościowy dla innych. I niech tak zostanie.

25 Wrz

TEDxGdynia i idea warta przypominania

Pierwsza odsłona TEDxGdynia za nami. Tematem spotkania były innowacje społeczne, co miało swój szczególny wydźwięk w gościnnych przestrzeniach Pomorskiego Parku Naukowo Technologicznego, gdzie o innowacjach mówi się nieprzerwanie, ale zwykle w kontekście technologicznym.

Jednak, co dobrze zilustrowały wystąpienia, te różnorakie technologie (budownictwo naturalne w oparciu o model open-source, assistive technology, fotokasty, zamiana tekstu na mowę) mają konkretny wpływ kształt i jakość życia jednostek, grup czy całych społeczności. Czasami są to rozwiązania istniejące równolegle gdzieś obok, ale w rękach osób z wiedzą i odpowiednią motywacją zyskują zupełnie nowe – innowacyjne – formuły i zastosowania.

Tematy wystąpień na TEDxGdynia bardzo różne, interesujący prelegenci z ciekawymi prezentacjami, dzieki czemu całość inspirująca i zachęcająca do dalszego drążenia tematów na własną rękę.

Zastanawiałem się wcześniej, czy któryś z tematów będzie zawierał wyrazistą ideę wartą rozpowszechniania (hasło przewodnie TED: ideas worth spreading) i oceniając reakcję publiczności nie ulega wątpliwości, że mówił o niej Michał Wroczyński z gdyńskiej firmy Fido Intelligence. Opowiadał o zależności między lękiem a innowacjami, zdolnością do podejmowania ryzyka i równocześnie umiejętnością znoszenia porażki (ability to fail).

Paweł Sroczyński i Mateusz Szwagierczak z Grupy Cohabitat mówią o naturalnych domach z gliny i słomy podczas wystąpienia na TEDxGdynia. Fot. Michał Max Kopera/People PR

Opowiedział o fenomenie Doliny Krzemowej (tam też działa Fido) pokazując jak tam premiuje się odważne pomysły, w które inwestorzy czy fundusze venture capital gotowe są włożyć środki bez zbędnych formalności. Jeśli zbankrutujesz, ale wstaniesz ponownie (najlepiej z całym zespołem) i jesteś gotowy do kolejnego projektu, inwestorzy ocenią cię lepiej niż nowicjusza. W osobistym wystąpieniu Michał Wroczyński namawiał do redukcji lęku i doceniania tych, którzy mimo porażki idą dalej.

A strach towarzyszy na każdym kroku, bo w polskich okolicznościach ma on silne, kulturowe korzenie. Strach przed innością, oryginalnością, patologiczny codzienny brak zaufania miedzy ludźmi, nieufność względem obywateli (szereg instytucji nadzorujących, sprawdzających) czy przedsiębiorców, która de facto tę inicjatywę utrudnia.

W końcu lęk najsilniejszy, bo indywidualny, zwykle zupełnie absurdalny, bo wynikający z subiektywnego poczucia braku wiary w siebie, w swoją wartość, zamieniający się w paraliżujący strach przed porażką, ośmieszeniem, wyjściem przed szereg.

Cieszę się, że miałem przyjemność prowadzić TEDxGdynia (dziękuję organizatorom za tę propozycję), chociaż przyznam, że pierwszy raz występowałem w takiej roli i to od razu podczas spotkania tego typu. Także dla mnie była to zarazem doskonała okazja, aby zredukować swój (niepotrzebny) lęk.

Czuje, że gdyński TEDx wyzwolił sporo dobrej energii, nie zmarnujmy jej!!!

Niejako uzupełnieniem tego co mówił Michał, a na pewno tłem do całej sytuacji produkującej ludzi pełnych lęku są oczekiwania rodziców względem szkoły. Pisze o tym na blogu Edwin Bendyk:

 

Narzekamy, że polska szkoła uniformizuje i nie rozwija indywidualnej ekspresji uczniów. Jednak z badań World Values Survey wynika, że połowa Polaków oczekuje, by dzieci były posłuszne – podobne oczekiwania ma tylko 16 proc. Niemców; 40 proc. Polaków chciałoby dzieci niezależnych, w Niemczech blisko 80 proc. Wyobraźni od dzieci oczekuje tylko 20 proc. Polaków i 40 proc. Niemców. Patrząc z tej perspektywy, polska szkoła doskonale realizuje oczekiwania polskiego społeczeństwa.

 

W ramach suplementu moje wcześniejsze notki o lęku i odwadze.
Strach, 7 grzechów głównych i odwaga tworzenia
Watson: idź tam, dokąd inni boją się iść

Aha, przypomniało mi się jeszcze powiedzenie Churchila, który mówił, że sukces to umiejętność przechodzenia od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu. Kto w życiu miał (nie)przyjemność upadać, podnosić się i iść dalej ten rozumie o co chodzi w tym tylko pozornie paradoksalnym powiedzeniu. Kto tego nie doświadczył, temu życzę wyłącznie samych sukcesów 😉

09 Sie

Znudzeni TEDem? Nadchodzi WWW.WWW

Zanim Chris Anderson kupił prawa do TED i uczynił z niej rozpoznawalną na całym świecie prestiżową markę, istniejący od 1984r. TED był lokalną (ale ważną) konferencją. Jej pomysłodawca Richard Saul Wurman zdecydował się sprzedać prawa do konferencji w 2002 r. Sapling Foundation prowadzonej przez Andersona.

Teraz Wurman ma pomysł na spotkania w formule – jak zapowiada – na miarę XXI wieku i właśnie zapowiedział zupełnie nową konferencje o nazwie WWW.WWW.

Literka W oznacza World, a inne  słowa na W też odnoszą się do tematyki spotkań: Water Wealth Women Waste War Well-being Wildlife Web Weather Wind Words Wonder Witness Wilderness WorkWunderlust Warming Wit & the Waking Dream.

Wurman: a teraz pokażę co to znaczy konferencja na miarę XXI wieku!

WWW.WWW ma być czymś na kształt jam session, gdzie muzycy nie wiedzą jeszcze co będą grać, ani kiedy zejdą ze sceny. Są zdani na swój talent i żywioł, a siłą wystąpienia ma być spontaniczność i energia, która wytwarza się podczas wzajemnej interakcji. Efekt, na który liczy Wurman to “intellectual jazz.”

Stąd formą  konferencji jest brak specjalnej formy. Rozmowy mają trwać od 10 do 50 minut i w ciągu 3 dni (18-20 września 2012) ma wystąpić 100 rozmówców, bo to czego Wurman chce, to właśnie rozmowy zaproszonych gości ze sobą. A żeby utrzymać całość w pełnym oczekiwania napięciu, nikt do ostatniej chwili nie wie z kim przyjdzie mu spotkać się na scenie.

Wurman stawia na improwizację, bo jego zdaniem tego brakuje właśnie wystudiowanym i wcześniej wyszlifowanym prezentacjom  TED. Jako ojciec założyciel spogląda krytycznym okiem na TED i irytuje go to formalne podejście z zasadami, którymi mają się kierować prelegenci pracując nad wystąpieniem (chodzi o The TED Commandments, czyli 10 przykazań TED). Rozumiem idealistyczne założenie Wurmana, ale to co TED robi i może zrobić dla naszego myślenia o sztuce wystąpień i prezentacji jest nie do przecenienia.

Dlatego zasadą WWW.WWW jest brak prezentacji, brak grafika i brak biletów.

 

No presentations
No schedule
No expensive tickets

 

Uważa on, co jest zresztą prawdą, że to właśnie podczas takich twórczych rozmów rodzą się ciekawe pomysły czy kiełkują idee. A idzie w tym wypadku o prawdę, towar cenny, ale w przyrodzie rzadko występujący.

 

In the future, the truth will be our most valuable commodity. It is fitting that truth, a commodity that we most value and desire, is amazingly scarce.

 

Cała konferencja WWW.WWW będzie transmitowana przez Sieć do wybranych lokalizacji, ale jeśli dobrze rozumiem powszechnie dostępna poprzez aplikacje na tablety. Te aplikcje oferować będą dodatkowe korzyści uczestnikom i wspomagać będą transmisję w tłumaczeniu na hiszpański czy chiński.

Zapowiada się ciekawie pod warunkiem, że rozmówcy będą umieli ze sobą rozmawiać i nie zanudzą odbiorców długimi wywodami, przed czym skutecznie broni formuła TED. Wyobrażam sobie WWW.WWW jako konferencję „wyższego rzędu”, rodzaj burzy mózgów w świetle jupiterów, w pełni zrozumiałą dla tych, którzy wcześniej odrobili zadanie domowe i nasiąknęli wiedzą i ideami np. z TEDa.

Na razie o pomyśle napisał serwis FastCoDesign.com i garść podstawowych informacji znajduje się na stronie WWW.WWW. Czekam  na kolejne informacje i rozmowy z Wurmanem, który opowie więcej o pomyśle na improwizowane rozmowy na żywo z tabletem w ręku.

17 Lip

Konferencje TED. Fenomen 18 minut w POLITYCE

W najnowszym „Niezbędnika inteligenta” mój tekst “Fenomen 18 minut”, w którym wprowadzam obszernie w inspirujący świat wystąpień, wiedzy i idei, które mają siłę zmiany rzeczywistości i ludzi, którzy biorą ją pod włos. Kreślę sylwetkę Chrisa Andersona, kuratora TED i wyjaśniam jakie znaczenie dla edukacji i komunikacji ma video w Sieci.

Na zachętę opis, wstęp i spis treści tego numeru.

Wśród autorów: Edwin Bendyk, Karol Jałochowski, Marcin Rotkiewicz, Paweł Walewski, Jacek Kubiak, Krzysztof Szymborski, blogerka Natalia Hatalska, prof. Włodzisław Duch z UMK, prof. Tomasz Szlendak z UMK, prof. Piotr Durka z UW i inni.

„Niezbędnik Inteligenta – Cywilizacja 2.0” to 124 strony o czasach w których urzeczywistniają się najbardziej niesamowite marzenia. O domach naszpikowanych elektroniką, idealnych miastach, kosmicznej turystyce. O tych wszystkich aspektach cywilizacji informatycznej piszą naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary i popularyzatorzy-znawcy problematyki.

Przed 65 laty, kiedy powstał pierwszy komputer (monstrum, które mieściło się w czterdziestu szafach), prezes IBM Thomas Watson twierdził, że w przyszłości świat nie będzie potrzebował więcej niż pięciu maszyn cyfrowych. Pół wieku później Bill Gates, założyciel i szef Microsoftu, stwierdził, że Internet to mało użyteczna zabawka (w sekcji „Cegiełki cywilizacji” opowiadamy historię także wielu innych przełomowych dokonań ostatniego półwiecza).
Epokowe wynalazki, zwykle niedoceniane przez współczesnych, często rodzą się dzięki marzeniom, które inspirują kolejne pokolenia badaczy. Żyjemy w czasach, gdy wiele z tych marzeń właśnie się urzeczywistnia. Człowiek tworzy maszyny obdarzone coraz większą inteligencją i żywe organizmy, jakie nigdy nie istniały. Buduje domy naszpikowane elektroniką, która spełnia jego życzenia, i „idealne do życia” miasta. Projektuje najwymyślniejsze przedmioty i wytwarza je za pomocą osobistego fabrykatora. Szykuje się do kosmicznej turystyki.
O tych wszystkich i wielu innych aspektach cywilizacji informatycznej piszemy w tym wydaniu „Niezbędnika Inteligenta”. A dokładniej piszą dla Państwa naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary, i popularyzatorzy – znawcy problematyki.
Nasi autorzy zwracają uwagę, że moc ma też swoją ciemną stronę. Uzależniona od komputerów techniczno-ludzka hybryda, z nieodłącznym telefonem komórkowym, na każdym kroku zostawia swój elektroniczny ślad. Można ją śledzić i podglądać. Przywiązana do konsoli – wynajmuje wyrobników, by zdobyli dla niej wirtualne złoto, broń czy inne pożądane w komputerowej grze gadżety. Pochłonięta internetowymi romansami nie wychodzi z labiryntu sieci. Wreszcie wyczerpana ponad miarę ogłasza National Unplugging Day (dzień niekorzystania z urządzeń elektronicznych). Ponieważ jednak na dłuższą metę nie ma od cyfrowej cywilizacji odwrotu, polecamy ten „Niezbędnik”, żeby lepiej rozumieć świat, który powstaje na naszych oczach.

Jerzy Baczyński, redaktor naczelny POLITYKI
Grażyna Musiałek, redaktor wydania

Spis treści

Ludzie i maszyny
Era hakera
Mózg, maszyny i manipulacje
(Sztuczna) inteligencja jest wśród nas
Życie z komputera
SynBio stwory

Świat cyfrowych tubylców
Architektura trzeciej fali
Jak przezyć w wielkim mieście
Reklama poznaje nas sama
Osobisty fabrykator dla każdego
Psy i owady wojny
18 minut, które zmieniły świat
Kto ma władzę w Internecie
Humanistyka cyfrowa
Gry na powaznie i do zabawy
Digi-romanse czyli seks 2.0

W stronę gwiazd
Kosmos prywatny
Nowa astronomia

Cegiełki cywilizacji: historia wybranych wynalazków i dokonań ostatniego półwiecza
Pierwszy komputer
Komputer osobisty
Odkrycie struktury DNA
Odczytanie ludzkiego genomu
Telefon komórkowy
Matryce CCD
Program Linux
Wyszukiwarka Google
System Igloo White
Płyta kompaktowa
Telewizja satelitarna
Wikipedia, iPod
Sztuczny satelita Ziemi
Lot Gagarina
Vikingi na Marsie
Program Seti

„Niezbędnik inteligenta” dostępny także jako  e-wydanie w postaci PDF za niższą niż papierowa cenę.