20 Lut

36 miesięcy później, czyli opowiem Ci swoją historię

3 lata temu, podobnie jak dziś, trwały zimowe ferie, padał śnieg, a ja byłem bez pracy i zastanawiałem się co dalej.

Tak wyglądają morskie fale podczas siarczystych mrozów. Gdynia Orłowo 2011 r.

Wolny czas przeznaczyłem na lekturę książek na temat prezentacji, które kilka tygodni wcześniej zamówiłem na Amazonie. Wśród nich znalazła się The Presentation Secrets of Steve Jobs. How to Be Insanely Great in Front of Any Audience w której Carmine Gallo, rozkładał na czynniki pierwsze styl prezentacji Steve Jobsa. To było naprawdę coś! Przeczytałem ją starannie i dokładnie 20 lutego 2010 r. opublikowałem na jej temat notkę.

Nie zajmowałem się jeszcze wtedy zawodowo prezentacjami, ale od dobrych kilku miesięcy wiedziałem, że jest to droga, którą pójdę. Książka o Jobsie tylko utwierdziła mnie w tym postanowieniu, chociaż z perspektywy polskiego grajdołka profesjonalny świat prezentacji wydawał mi się totalną niszą, a my wszyscy tkwiliśmy w estetyce PowerPointa.

Z mojego punktu widzenia biznes prezentacyjny wymagał połączenia kilku kompetencji i byłem przekonany, że jestem właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu i we właściwym czasie. Tymbardziej, że w sposób zupełnie nieoczekiwany pojawiło się pierwsze zlecenie na stworzenie prezentacji…

6 miesięcy wcześniej zrobiłem skok na głęboką wodę i wraz z rodziną przeniosłem się z Warszawy do Gdyni. W Warszawie mieszkaliśmy od 10 lat i zapuściliśmy tam korzenie na dobre. Z Trójmiastem nic nas wcześniej nie łączyło, jednak nadszedł czas na zmianę i to Gdynia miała być naszą Ziemią Obiecaną.

Mobilne biuro ma swoje zalety zwłaszcza latem. Morska bryza – bezcenna. Widok z Contrast Cafe przy Bulwarze Nadmorskim w Gdyni

Życiowe doświadczenie pokazuje, że od decyzji niepodjętych znacznie lepsze są decyzję podjęte, chociaż te drugie bywają trudniejsze. Przez kilka miesięcy jeździłem jeszcze do pracy w Warszawie, a potem trafiłem na moment do jednej z firm w gdyńskim Pomorskim Parku Naukowo – Technologicznym.

Jak się szybko okazało, to nie była praca dla mnie, ale zwalniający mnie z pracy Marek Trojanowicz, gdy podzieliłem się z nim moim pomysłem na prezentacyjny biznes, podpowiedział mi, że być może będę mógł komuś pomóc.

Na Expo 2010 w Szanghaju Gdynia miała swoje 5 minut i prezydent miasta potrzebował nietuzinkowej prezentacji. Niemal w tym samym momencie dowiedziałem się, że pojawiło interesujące narzędzie do prezentacji o intrygującej nazwie …Prezi. Możliwość przybliżania i oddalania slajdów, ruch i brak linearnej narracji robił piorunujące wrażenie. Ja przygotowałem scenariusz, a parkowa firma Esy-Floresy pomysłowo zilustrowała całość i tak powstała całkiem niezła prezentacja 😉

W międzyczasie dostałem propozycję pracy. Z jednej strony, byłem przekonany, że idąc za ciosem powinienem wejść w biznes prezentacyjny. Miałem już wcześniej założoną działalność gospodarczą i szkoda mi było czasu na próbowanie chleba z innego pieca. Z drugiej strony, patrząc na tutejszy rynek pracy pomyślałem, że taka okazja może się nie powtórzyć.

Cóż, czasami trzeba podjąć głupią decyzję, aby później już bez zbędnych ceregieli podjąć decyzję trafną. Bogatszy o kolejne zawodowe i życiowe doświadczenia z kilkumiesięcznym opóźnieniem wymyśliłem sobie zawód, dołączyłem do PPNT, wszedłem w świat brawurowych prezentacji i (korzystając z marynistycznych metafor) z czasem odnalazłem w Gdyni swoją przystań i złapałem wiatr w żagle.

Choć estetyka PowerPointa wciąż ma się dobrze, to dużo się w tym czasie zmieniło.

Prezi, który wtedy rozwijał skrzydła, teraz jest popularnym narzędziem. Dzięki swojej prostocie oraz możliwości budowania wizualnych historii stał się przeciwwagą dla PowerPointa. Wielu moich klientów coraz częściej decyduje się właśnie na prezentacje w Prezi, a ja ich do tego gorąco zachęcam.

Bardzo zmieniła się w świadomość twórców prezentacji w firmach czy korporacjach. Swój nieoceniony wkład w prezentacyjną rewolucję wniosły konferencje TED, która wysoko zawiesiły poprzeczkę.

Dziś zamiast oglądania prezentacji chcemy wysłuchać ciekawej historii.

Autorzy prezentacji coraz lepiej rozumieją, że slajdy, rekwizyty to narzędzia, które mają lepiej przekazać komunikat, podkreślić jego wagę, przykuć uwagę i zwiększyć zapamiętywalność. W cenie wciąż to co niepowtarzalne: nasza historia, dobre przygotowanie i nastawienie, umiejętność interakcji i zaangażowania uwagi odbiorców.

20 Gru

Mistrzowie prezentacji. Jeff Bezos prezentuje Kindle

Jeff Bezos to szalenie ciekawy gość. Dlatego warto obejrzeć w całości jego wystąpienie na konferencji prasowej we wrześniu, gdy prezentował nowe modele czytnika książek Kindle i opowiadał o usługach, które Amazon.com wprowadził w trakcie 16 lat działalności.

Jeff Bezos, szef Amazon.com prezentuje po raz pierwszy tablet Kindle Fire

KONTEKST

Podobnie jak Jobs adoptowany jako dziecko. W życiu zawodowym odnosił sukcesy pracując w branży finansowej, a w 1995r. otworzył księgarnię internetową Amazon.com, która przetrwała burzliwe czasy bańki internetowej na przełomie dekad, zbudowała swoją pozycję i zmieniła świat internetowego handlu. Dziś Amazon to nie tylko największa księgarnia świata, ale największy sklep internetowy na planecie.

Bezos znany jest z obsesji na punkcie doskonałości, szczególnie gdy na szali  jakość obsługi klientów, o której już dawno temu powiedział, że nie obawia się niższej ceny, którą może zaoferować konkurencja, ale boi się, że ktoś inny niż Amazon może zaoferować klientowi lepsze doznania!

Amazon nie sprzedaje wyłącznie fizycznych produktów, które w charakterystycznych paczkach ze strzałką wędrują do klienta, ale od lat sprzedaje pliki z ofertą cyfrową: muzyka, filmy, cyfrowe pisma czy wreszcie książki (do czytania nie tylko przez czytnik Kindle, ale także na każdym komputerze, smartfonie, iPadzie poprzez Free Kindle Reading Apps).

E-książkę możesz czytać na Kindle, na komputerze, iPadzie, smartfonie a nawet przez przeglądarkę internetową!

Jako, że jego firma z racji skali działania rozwiązywała szereg problemów z prowadzeniem biznesu w sieci, Bezos postanowił skomercjalizować tę kompetencję i od  2002r. w ramach Amazon Web Services obsługuje sklepy internetowe, serwisy internetowe oferując usługi hostingowe, oprogramowanie, przestrzeń dyskową itd.

KINDLE
Gdy w 2007r. Amazon wprowadził na rynek Kindle, rewolucyjny czytnik e-booków, nawet zagorzali sympatycy sceptycznie odnosili się do tego pomysłu.  A teraz Amazon sprzedaje już znacznie więcej e-książek niż wydawnictw papierowych, zaś kolejne wersje czytnika trafiły już do milionów nabywców na całym świecie.

W tym roku Bezos pokazał nowsze wersje Kindle, ale zaprezentował też Kindle Fire, pierwszy tablet Amazona. Od razu warto wyjaśnić czym to urządzenie jest: jak napisał magazyn WIRED (Bezos na okładce nazwany jest niemal królem internetu) Kindle Fire to urządzenie ery postinternetowej (post-web world), poprzez które użytkownicy mają dostęp do obfitej oferty cyfrowej, która w liczbie 18 milionów cyfrowych filmów, plików, magazynów i książek czeka na nich na serwerach Amazona. Dlatego to nie jest konkurent iPada, symbolu ery popecetowej (post-PC era), którego działanie ma sens dzięki aplikacjom i nie jest związane z jednym dostawcą treści.

Kindle Fire to dostęp do pełnej oferty multimedialnej Amazona.

Po krótkim wprowadzeniu w ekosystem Amazona spójrzmy na wystąpienie Jeffa Bezosa, które najlepiej jest porównać  do stylu prezentacji produktów u Steve’a Jobsa.

PREZENTACJE
Bezos był w znacznie gorszej sytuacji niż Jobs, który prezentując produkty przed dziennikarzami, występował jednocześnie przez tłumem sympatyków, użytkowników czy wręcz fanatyków produktów Apple. To specjalnie dla nich z taką starannością przygotowany był medialny show z Jobsem i produktami Apple w roli głównej.

Bezos był w gorszej sytuacji, bo nie mógł oczekiwać aplauzu ze strony widowni, która profesjonalnie milczała. Stąd też przy prezentacji nowych wersji Kindle, włącznie z tabletem Kindle Fire nie było właściwie żadnej dramaturgii. Owszem metodą pytań i odpowiedzi wprowadzał w temat, ale potem nowe produkty  po prostu wyciągał i pokazywał dziennikarzom i fotoreporterom.

Jednak całość 50 minutowego wystąpienia doskonale przygotowana. Widać i słychać, że każde zdanie, które wypowiedział szef Amazona było wcześniej zaplanowane i przećwiczone. Bezos ma w sobie pokłady entuzjazmu, jednak podczas tego wystąpienia wyraźnie starał się skupić na przekazie i ograniczał emocje. Dla urozmaicenia występu pokazywał reklamy Kindle, a omawiając bardziej złożone zagadnienia (jak działanie przeglądarki Amazon Silk) pokazywał film, gdzie jej twórcy wspierając się animacjami opowiadali jak to działa.

SLAJDY
Całości towarzyszyły bardzo proste slajdy, na szarym tle (jak w czytniku Kindle) wyświetlał proste informacje, cytaty, najważniejsze komunikaty i zdjęcia produktów. Tylko nieliczne slajdy zawierały wielkie, kolorowe zdjęcia tworząc wyraźny kontrast z monochromatycznymi obrazami. Dzięki temu pokazując pod koniec wystąpienia Kindle Fire, najnowszy produkt Amazona, z kolorowymi dotykowym ekranem, mógł tę różnicę podkreślić właśnie poprzez kolorowe slajdy.

Ojciec założyciel i jego czytnikowo-tabletowe potomstwo.

To co bardzo lubię na prezentacjach i co doskonale zastosował także Jeff Bezos, to wyświetlanie na slajdach najważniejszych komunikatów, wyraźne akcentowanie tego o czym właśnie mówi, tak aby nie było wątpliwości, że to ważne. Bezos robił tak kilka razy, gdy opowiadał o usługach Amazona, funkcjach Kindle czy wreszcie podkreślając niezwykle atrakcyjną cenę czytników w stosunku do możliwości jakie one oferują.

Bezos przypomina, że ma doskonałą usługę i świetne produkty za symboliczne pieniądze.

Na przykładzie wystąpienia Jeffa Bezosa widać wszystkie cechy dobrego wystąpienia: ciekawie opracowaną treść zawierającą historie i perypetie produktów (zwątpienie w sukces Kindle) , opinie klientów i ekspertów, wszystkie kluczowe dane (ale bez przesady), do bólu czytelne slajdy zawierające wyłącznie istotne informacje (bez przesady), wyraźnie wybite kluczowe komunikaty, elementy dynamizujące i pobudzające mózg jak przerywniki wideo i last but not least świetne przygotowanego prezentera, który mówi z przekonaniem, energią i zaraźliwym błyskiem w oku.

29 Paź

O (nieoczywistej) wyższości fragmentu nad całością

Nie wiem jak ty, ale ja czytam książki (a także magazyny) zawsze z ołówkiem lub kolorowymi kredkami w ręku. Jeśli czytam coś co ważne, co trzeba zapamiętać lub wykorzystać później kreślę bez skrupułów i na kolorowo.

Gdy czytam poprzez Kindle mam wyłącznie możliwość zaznaczania wybranych fragmentów na żółto (highlights), ale korzyść z tego taka, że po synchronizacji automatycznie zapisują się one we wszystkich wersjach książki (tablet, komórka, komputer), a także w moim koncie na Amazon.com i to jest dla mnie czad 😉

Teraz pojawił się serwis Findings.com, który umożliwia pokazanie zaznaczonych wcześniej wybranych wycinków (wszystkie lub niektóre) lub dzielenie się ciekawymi fragmentami z tekstów czytanych w Sieci.

Pomysłodawcą jest autor świetnych książek popularno-naukowych Steven Berlin Johnson (tu wspominałem o jego najnowszej książce “Where good ideas come from. The natural history of innovation“). Niestety, żadna z jego książek nie ukazała się jeszcze na rynku polskim. Tu można zobaczyć co wrzuca do Sieci założyciel.

Jak to działa?

Publikując swoje wycinki, widzisz fragmenty publikowane przez inne osoby (może śledzić ich aktywność jak na Twiterze), możesz zachowywać (save) na swoim koncie czy dzielić się nimi dalej (share). Generalnie zasada działania jak w Twiterze, tyle że nie ma ograniczeń w długości fragmentów, poza tym przy każdym z nich widzisz okładkę książki z której pochodzi (i od razu przejść do Amazona) lub w przypadku wycinków z Sieci, adres skąd pochodzą. Poza tym szukając odnośników poprzez wyszukiwarkę czy klikając na okładkę możesz przejrzeć wszystkie wrzucone tu wycinki dla danego tytułu czy też inne teksty z sieci zawierające słowo kluczowe.

Johnson  marzył o tym narzędziu od lat, w międzyczasie ogarniając chaos w notatkach, gromadząc je na twardym dysku (kto nie zna tego problemu) czy korzystał z programu Devonthink do gromadzenia notatek itd. Aż wreszcie spotkał się z popularną w epoce oświecenia ideą książek tworzonych na bazie zapisków, notatek, cytatów tzw. commonplace book. Co do zasady ówczesna praktyka nie odbiegała o tego, co robimy dziś w na blogach itd. (historię powstania commonplace books Johnson daje na swoim blogu).

While I was writing Where Good Ideas Come From, I found myself exploring the long and rich history of the commonplace book, one of the great intellectual engines of the Enlightenment: books of quotations assembled by hand by 18th-century readers, annotating and indexed and remixed by readers like Locke, Jefferson, and Priestley. (…) But with Findings, we are trying to do something that is dedicated explicitly to the task of curating quotations. In other words, it’s not designed to be a broader publishing platform, or a more generic notebook app that happens to include quotes every now and then. It’s a social commonplace book.

Działanie jest proste. Zakładasz konto, przeciągasz na pasek zakładek ikonkę z tzw. skryptozakładką (bookmarklet) i gdy w trakcie lektury natrafisz na jakiś ciekawy kawałek, zaznaczasz go, klikasz na ikonkę i wtedy możesz  możesz go opublikować w serwisie. Jeśli do czytania używasz Kindle i zaznaczasz wybrane fragmenty, każdy z nich trafia także do twojego konta w Amazonie. Te wycinki możesz teraz opublikować wszystkie na Findings.com lub (zmieniąjac ustawienia, aby domyślnie wszystkie były prywatne, opublikować później tylko wybrane z nich). Serwis został niedawno zwodowany i nie zawsze wszystko działa, tak samo jak nie mogłem zapisywać wycinków pracując na Chrome czy Safari, udało się dopiero pod Firefox.

Pochwała fragmentu
Tak oto rodzi się pytanie, czy muszę jeszcze czytać całą książkę skoro mogę przejrzeć kilkanaście, kilkadziesiąt (czytelnicy zaznaczają rożne teksty, więc przy dużej liczbie wycinków będzie można przejrzeć dziesiątki ciekawych wycinków) fragmentów, aby wyrobić sobie zdanie na temat zawartości?  A tam z pewnością uda się znaleźć kilka bądź ten jeden, który będzie najlepiej oddawał problem poruszany na łamach książki albo rozwiązywał nasz problem. Gdy takiego będziecie brak, nie ma wyjścia, trzeba samemu czytać całość 😉

O  fragmencie, cytacie, wycinku ciekawie wypowiadał się Ryszard Kapuściński.

(…) jeżeli weźmiemy jakąś książkę, która liczy zazwyczaj 400 stron; raptem w jakimś miejscu, na jakieś stronie pojawia się zdanie genialne, błysk, nieprawdopodobnie olśniewający fragment. Ale te czterysta stron zabiło ten fragment. Ale jeżeli my go wydobędziemy, jeżeli do oświetlimy i nadamy mu nową formę życia, to ten fragment nam bardzo pomoże określić, zrozumieć ten świat. I dlatego ten który poświęcił się na przeczytanie tych czterystu stron i na wydobycie tego zdania, wykonał działanie twórcze, ponieważ inaczej te zdanie zginie lub nie zostanie dostrzeżone w tych potokach słów. I dlatego rola cytatu w tej powodzi słów nabiera ogromnego znaczenia. I dlatego ja chętnie posługuje się cytatem.

Przykładem tej fascynacji techniką fragmentu były jego “Lapidaria”, zbiory luźnych myśli, notatek, zapisków, obserwacji, cytatów, fragmentów rozmów, które Kapuściński publikował na przestrzeni kilkunastu lat: Lapidarium I wydane w 1990, a ostanie Lapidarium VI w 2007r.

Człowiek nie myśli historiami. Nasze myślenie jest podzielone. W tej sekundzie myślimy o tym, za kilka sekund myślimy już o czymś innym. Nasze myślenie jest fragmentaryczne. Zapiski składające się na „Lapidarium” to przejaw takiego procesu. „Lapidarium” jest tekstem pisanym spontanicznie od przypadku do przypadku – jest to rodzaj pisania spontanicznego. „Lapidaria” stanowią taki odrębny nurt, nie powiązany innymi moimi książkami. Jest to rodzaj zapisu stanu, zapisu wrażeń i refleksji. Czasami to jest jakiś cytat, czasami fragment rozmowy, czyichś wypowiedzi. To jest luźny zbiór w formie bardzo różnych rzeczy, bo takie, jak powiadam, jest nasze myślenie – bardzo różnorodne, bardzo nieskładne, często bardzo niepowiązane. I to jest technika i forma „Lapidarium”.

Pomysł na tę formę zrodził się w głowie Kapuścinskiego w stanie wojennym, gdy został bez pracy o czym opowiadał podczas premiery Lapidarium V.

Między  lapidaryjną twórczością Kapuścińskiego a aktywnością osób wrzucających swoje wycinki na Findings.com istnieje podobieństwo, które opiera się na subiektywnym wyborze, który zyskuje na uroku wtedy, gdy ten bardzo osobisty wybór okazuje się wartościowy dla innych. I niech tak zostanie.

07 Mar

Guy Kawasaki: jak oczarować publiczność?

Guy Kawasaki wydał właśnie kolejną książkę Enchantment: The Art of Changing Hearts, Minds, and Actions i przy tej okazji pojawił się z krótką prezentacją podczas webinarium (webinar to prezentacja przez internet) zorganizowanym przez SlideRocket.com (internetowy program do tworzenia prezentacji), gdzie mówił o tym jak oczarować odbiorców podczas prezentacji.

Tu link do prezentacji.

Prezentacja Guya Kawasakiego podczas webinarium SlideRocket.com

Guy Kawasaki jest nie tylko świetnym mówcą, który w niezwykły sposób zaraża pasją, ale znany jest także z zasady 10-20-30, o  której pisał już w wydanej w 2004r. książce dla przedsiębiorców The Art of the Start. Kawasaki jakol prywatny inwestor (kieruje funduszem inwestycyjnym Garage Technology Venture) widział setki złych i zbyt długich prezentacji i doszedł do wniosku, że jeśli ktoś wie po co zaczyna własny biznes, to z pewnością umie o tym opowiedzieć krótko. Z racji swojej uniwersalności zasadę może zastosować każdy, kto ma do przygotowania krótkie wystąpienie i chce mieć pewność, że dobrze wypadnie.

Zasada Guy’a Kawasakiego brzmi: 10-20-30.

10: przygotuj maksymalnie 10 slajdów

20: mów nie dłużej niż 20 minut

30: używaj czcionki nie mniejszej niż 30 punktów

Dodatkowo, jeśli chcesz mieć pewność, że treść komunikatów na slajdach będzie czytelna dla wszystkich odbiorców ustal wiek najstarszego uczestnika i podziel na 2, w ten sposób uzyskasz minimalną wielkość czcionki.

Tu oryginalny wpis Kawasakiego na ten temat: The 10/20/30 Rule of PowerPoint

Kim jest Guy Kawasaki?

To postać świetnie znana w środowisku biznesowym, szczególnie wśród tych wszystkich, którzy  tworzyli własny biznes, właśnie go zaczynąją lub o tym marzą. Jego książka The Art of the Start (wydana też przez wydawnictwo Onepress jako Sztuka rozpoczynania) to lektura obowiązkowa dla każdego początkującego przedsiębiorcy. Sam autor pracował niegdyś przez szereg lat w Apple i jako chief evangelist odpowiadał za marketing firmy.

Kawasaki od lat prowadzi popularny blog How to change the world, jest współwłaścicielem serwisu agregującego Alltop.com i spędza całe dnie na Twiterze: twitter.com/guykawasaki.

A poza wszystkim dużo się uśmiecha.