13 Lut

Eureka! Skąd się biorą dobre pomysły?

Czas żegnać się z metaforą samotnego wynalazcy, geniusza, odkrywcy, który pracując na rozwiązaniem problemu nieoczekiwanie doznaje olśnienia i tak jak Archimedes z Syrakuz, wyskakuje z wanny krzycząc Eureka! (Heureka!)

Przekonuje o tym Steven Berlin Johnson w swojej książce „Where good ideas come from. The natural history of innovation„.

Moment iluminacji, przebłysk intuicji, blask pewności wciąż pojawia się w twórczych umysłach, ale po pierwsze jest on efektem dłuższego namysłu, gdy problem dojrzewa w głowie (slow hunch); po drugie i najważniejsze dobre pomysły nie rodzą się w izolacji. Jest przeciwnie, o czym wiemy dobrze z praktyki. Pomysły rodzą się, kiełkują, dojrzewają w sprzyjającym ekosystemie, gdy mają kontakt z innymi umysłami (liquid network).

Ilustruje jego tezy cytatem z rozmowy w BBC  „The business of innovation.

 

Good ideas come from crowds, they come from networks. (…) But in fact when you go back and you look at the history of innovation it turns out that so often there is this quiet collaborative process that goes on, either in people building on other peoples’ ideas, but also in borrowing ideas, or tools or approaches to problems. (…) The ultimate idea comes from this remixing of various different components. There still are smart people and there still are people that have moments where they see the world differently in a flash. But for the most part it’s a slower and more networked process than we give them credit for.

 

Dlatego ważne są sytuacje  i miejsca, gdy umysły mogą się spotkać, a służą temu spotkania, które mają miejsce w ramach pracy jak i podczas spędzania czasu wolnego, czego symbolem jest tutaj kawiarnia. Pierwsza angielska kawiarnia powstała w 1650r. w Oxfordzie i zdaniem Stevena Johnsona wiele pomysłów i idei z rodzącej się epoki Oświecenia ma kawiarnie w tle swoich historii. Zwyczaj picia herbaty czy kawy w miejscach zwanych kawiarniami, zmieniały sposób spędzania czasu i wytwarzały nowy rodzaj interakcji między ludźmi itd.

Polecam koniecznie wystąpienie na TED, gdzie Johnson dokładniej i jakże barwnie omawia swoje obserwacje, kończąc je świetną historią o tym jaka droga prowadziła do wynalezienia GPS .

Tyle tytułem szybkiego wprowadzenia i zachęty, a ja zabieram się za (powolna) lekturę.  Aha, jeszcze jedno zdanie ze Stevena Johnsona na koniec, które warto mieć w pamięci…

 


That is how innovation happens.
Chance favors the connected minds.                                                                      

Aby chętniej i częściej rozmawiać o swoich pomysłach nie tylko przy kawiarnianym stoliku.

22 Sie

Too Long, Didn’t Read. Czy Google zgwałciło nam mózgi?

Tak uważa Jacek Dukaj w Tygodniku Powszechnym odnosząc sie do żywo dyskutowanego obecnie tematu “klątwy lektury internetowej”, tematu wywołanego  w 2008r. przez Nicholasa Carra w tekście Is Google Making Us Stupid i kontynuowanego w jego nowej, wydanej w lipcu książce The Shallows: What the Internet is Doing to Our Brains.

Czy faktycznie internetowe nawyki aż tak bardzo formatują nasze mózgi ? Czujemy sami przez skórę, że coś  się dzieje z naszą percepcją, dowodzą tego badania, a sposób w jaki korzysta z Sieci pokolenie Cyfrowych Tubylców (Digital Natives) nie zostawia chyba wątpliwości.  Pytanie brzmi co złego (a może i dobrego)  niesie ta zmiana, skoro u ich posiadaczy pojawiają znaczące problemy ze skupieniem na dłuższej lekturze (z tym problemu akurat jeszcze nie mam), bardziej złożonym myśleniem (hmm…) i rodzi się  oczekiwanie na nieustający strumień bitów płynących  z  ekranu pobudzających rozmaite ośrodki w naszym mózgu.

Ten tekst Jacka Dukaja składa się z 20 614 znaków, albo 2891 słów.
Too Long or Not Too Long to Read?

Ostrzegam, że tekst Dukaja nosi tytuł  “Za długie, nie przeczytam.. (tytuł jest zarazem sieciowym akronimem TL, DR co oznacza Too Long, Didn’t Read) i obejmuje 2 bite kolumny w papierowym TP (kto to przeczyta?) lub dla niecierpliwych internautów 9 podstron w necie, gdzie łatwiej utrzymać uwagę na krótkich porcjach treści 😉

Dukaj, autor liczącego tysiąc stron Lodu (dziennikarze zawsze pytają go dla kogo napisał taką grubą cegłę) podobnie jak Nicholas Carr zdiagnozował taki, nowy stan także u siebie, bo jak pisze sama możliwość dostępu do Sieci czyni niezwykle trudnym skupienie się i pracę nad tekstem w tradycyjny sposób.

 

Muszę fizycznie odciąć się od dopływu informacji, żeby umysł przestawił się na “myślenie książkowe”, przestał skakać po skojarzeniach i domagać się coraz to nowych bodźców uwagi.

 

 

Co się dzieje z wyguglowanymi umysłami wg Dukaja?

1. zanika zdolność rozumowania wymagająca utrzymania w głowie długich łańcuchów implikacji (A→B→C→D→E) na rzecz rozumowania przez sąsiedztwo i operowania nawet na dużych zbiorach danych  ({A, B, C, D} {E, F, B} {A, C, E, G, H, I}

2. znaczenie ma nie tylko sposób w jaki odbieramy treści, ale i je tworzymy. Nietzsche zaczął pisać inaczej odkąd zaczął pisać na maszynie

3. pisząc w edytorze tekstu nie obejmujemy całości treści, taki e-tekst rozlewa się w czasie i przestrzeni

4. efektem takiego stylu jest zanik “rozległych rozumowań implikacyjnych na rzecz lokalnych rozumowań asocjacyjnych.” Efektem nawyk lektury “szczelinowej”:

 

Proszę sobie przedstawić czytanie jako proces: lampa umysłu oświetla pogrążony w mroku fresk językowy. Dziś czytamy inaczej, bo wymontowano nam z głów reflektory, zastępując je chirurgicznymi latarkami.

 

Literatura nie umiera jednak, ale poszukuje nowych form, czego przejawem jest powieść guglowa (google wystepuje tu rzecz jasna jako metafora Sieci, korzystania z informacji itd), która skutecznie rozbraja w mózgu czytelnika odruch TL, DR.

Dukaj wyróżnia 3 cechy nowej literatury, po której  przejechał walec Google’a:

1. operowanie mikromodułami narracji: przykładem Millenium Stiega Larssona

2. symultaniczność: akcja rozbita na kawałki, lokalizacje, wiele postaci

3. fragmentacja: wystarczy ogarniać niewielki kawałek historii

Pisze Dukaj, że owo połączenie długich form narracyjnych z tą guglową wrażliwością uważa się za symbol kultury pierwszej dekady XXI w., a jej przejawem są chociażby seriale, które stały się domyślną metodą „opowiadania świata”  i ogląda się je w wielogodzinnych maratonach; także gry komputerowe zajmują całe noce.

Na koniec dobra i zła wiadomość.  Kto załamuje ręce nad tym zjawiskiem, niech się cieszy, że nowe mózgi chociaż czytają inaczej, to jednak czytają. Zła wiadomość brzmi zaś tak, że słowo to tylko etap pośredni w Sieci i w przyszłości zostanie w jakiejś cześci zastąpione przez mutlimedia.

Tako rzecze Jacek Dukaj.

PS 1. A propos. Europoseł PiS Marek Migalski napisał właśnie na swoim blogu sążnisty List otwarty do prezesa  Jarosława Kaczyńskiego, gdzie otwarcie poddaje miażdżącej krytyce Prezesa za jego butę, brak szacunku do innych i kierowanie się obsesjami w polityce.  List jest bardzo, bardzo  długi.

Jeden z internautów od razu skomentował go od razu tak:

To ma przynajmniej 7 lub 8 stron znormalizowanego maszynopisu. Nie chce mi się czytać, za długie.  Pewnie inni też nie będą chcieli.

PS 2.  A teraz  z cos z innej beczki: Kto czyta ten frajer – rozmowa z Beatą Stasińską z wydawnictwa W.A.B., o przyszłości rynku książki, polskim czytelnictwie  i kupowaniu książek, na które Unia Europejska może nie utrzymać zerowej stawki  VAT (i wprowadzić w nowym roku stawkę od 5 do 8 proc.).

Beata Stasińska: Internet sprawił, że człowiek wrócił do alfabetu, ćwiczy sztukę czytania. Problemem jest co innego. Polscy politycy obciążyli podatnika wprowadzeniem np. religii do szkół, a nie mają woli, żeby – wzorem społeczeństw zachodnich – wprowadzić lekcje biblioteczne czy inwestować w księgozbiory bibliotek. Przecież w Polsce istnieją biblioteki, które mają pieniądze na zakup ledwie siedmiu książek rocznie! Jeśli wejdzie VAT, będą kupować jeszcze mniej.

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75475,8277084,Kto_czyta__ten_frajer.html#ixzz0xLzNFSKS

23 Lip

Haruki Murakami. Kronika pisarza biegacza

Jeśli nie biegasz i nie wiesz kim jest Haruki Murakami, nie sięgaj po tę książkę. Jeśli biegasz, możesz po nią sięgnąć, widząc jego nazwisko po raz pierwszy. Jeśli Murakami nie jest ci obcy, zrobisz jak uważasz.

Gdy natrafiłem na recenzję niedawno wydanej książki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” napisaną przez Alka Kaczorowskiego w Newsweeku, od razu po nią sięgnąłem, bo biegam i z ciekawością czytam co Murakami pisze („Kronika ptaka nakręcacza„, 600 stron, ale warto!).

 
Tak jak mówi tytuł, to książka o bieganiu i dlatego Murakami rzadko od motywu przewodniego odchodzi, dając opisy swoich zmagań z codziennymi biegami i corocznymi maratonami. Książka o bieganiu to jednak tylko wybieg, aby opowiedzieć o twórczości i przede wszystkim o zmaganiu autora z sobą samym.

Dla autora Norwegian Wood bieganie jest nie tylko pożytecznym ćwiczeniem, a jednocześnie pożyteczną metaforą za pomocą której opisuje samego siebie. A celem codziennych wysiłków, choć autor nie jest jakimś wytrawnym biegaczem (co zaznacza), jest podnoszenie wymagania względem siebie i sprawdzanie czy kolejnego dnia był lepszy niż poprzedniego, a oto idzie w biegach długodystansowych, gdzie jedynym przeciwnikiem, jakiego ma sie do pokonania, jesteśmy my sami (starzenie brutalnie zaprzecza tej zasadzie konsekwentnego wzrostu) .

Ta książka przypomina trochę bieg długodystansowy (choć nie długa, ok. 190 stron), który jest monotonny, nużący, mało widowiskowy, i choć cierpienie nie opuszcza twarzy maratończyka, to najciekawsze rzeczy dzieją się w głowie biegającego.

Książka jest dziennikiem z podróży do wnętrza umysłu biegającego pisarza, choć o samym pisaniu dowiadujemy się mało (więcej o tym wątku w Biegam, więc jestem).

Wybrałem kilka zdań, które dotyczą bolesnego procesu tworzenia, ale odnoszą się także do spraw bardziej zasadniczych.

1. Nie ma związku miedzy bieganiem a silna wolą. Coś w rodzaju silnej woli jest jakoś ważne dla Murakamiego, ale niezależnie od tego “ jak silną ma się wolę i jak nie lubi się przegrywać, jeśli robimy coś, czego nie lubimy, nie wytrwamy w tym długo”.

2. Krótki surwiwal dla twórców (in spe): efektywna umiejętność koncentracji może zrekompensować niedostatki talentu. Koncentracja to zdolność wstrzymania oddechu, natomiast wytrwałość polega na powolnym i spokojnym oddychaniu i zatrzymywaniu odpowiedniej ilości powietrza w płucach. Koncentracji i wytrwałości można się nauczyć i przypomina to trenowane mięśni, gdy stopniowo zwiększają się granice tego, co jesteśmy w stanie zrobić. Raymond Chandler ćwiczył zdolność koncentracji każdego dnia, siadając przy biurku, nawet niczego nie pisząc.

3. Żeby wytrwać w czymkolwiek trzeba utrzymywać rytm.

4. Pisanie powieści jest w zasadzie pracą fizyczną. Samo pisanie jest pracą umysłową, ale dokończenie całej książki przypomina fizyczną robotę (przypomnę tu Kapuścińskiego, który zwykł powtarzać, że pisanie fizycznie go wyczerpuje, pisząc jest tak spocony, że może wyżymać koszulę) .

5. Fundamentalne pytanie: ile uwagi powinienem poświęcać światu wokół mnie, a jak bardzo powinienem skupić się na własnym wewnętrznym świecie. Do jakiego stopnia powinienem ufać swoim umiejętnościom, a kiedy powinienem w nie powątpiewać.

6. Zmuszanie się do największego wysiłku, do jakiego jesteśmy w stanie się zmusić przy wszystkich naszych ograniczeniach – oto istota biegania i metafora życia, a dla mnie również pisania.

7. Jeśli rzecz jest warta zrobienia, trzeba poświęcić jej wszystkie siły, a nawet niekiedy więcej. By uporać się z czymś co jest niezdrowe, trzeba mieć końskie zdrowie.
Podczas pokonywania ultramartatonu na dystancie 100 km. Czas 11h 42 minuty: Nie jestem człowiekiem. Jestem maszyną. Niczego nie czuję. Po prostu zmierzam naprzód. – Tylko o tym myślałem i tylko dzięki temu przetrwałem.

8. Murakami wspomina dwóch 30-letnich biegaczy, którzy zginęli w wypadku samochodowym, a których często spotykał na swoich treningach, chociaż prawie nigdy nie rozmawiali. Biegając trasą, gdzie się widywali Murakami wstrząśnięty ich śmiercią pyta siebie co się stało z ich planami, nadziejami i marzeniami, gdzie się one podziały. Kiedy ludzie odchodzą, czy ich myśli przepadają na zawsze?

9. I na koniec przywołana przez niego mantra długodystansowca (autorem jest ktoś inny): Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem.

10. Nie dajcie się jednak zwieść temu bolesnemu klimatowi, bo Murakami kończy swój dziennik myślą, że jeśli maraton ma cokolwiek dla nas znaczyć, musi być dobrą zabawą. Gdyby było inaczej, po co tysiące ludzi biegłoby przez 42 kilometry i 195 metrów?

No właśnie, po co?