09 Wrz

Halo kosmos? Miliony selfie to za mało!

Solaris Lema to kubeł zimnej wody na rozpalony umysł poszukiwaczy kontaktu z inteligentnymi formami życia w kosmosie.

To nie Solaris, tam świeciły 2 słońca. Fot. Marek Ścibior Jr

Ten kadr nie jest z Solaris; tam świeciły 2 słońca.  Fot. Marek Ścibior Junior

Ziemska misja bada planetę pokrytą oceanem syropowatej galarety.  Powstała w tym celu solarystyka pełna jest brawurowych hipotez, bezradna jednak wobec zrozumienia osobliwego fenomenu oceanicznego bytu, który mając zdumiewającą zdolność czytania w umysłach astronautów, sam pozostaje tajemnicą.

O potrzebie kontaktu Lem ustami Snauta daje kapitalny akapit:

Wyruszamy w kosmos (…) tymczasem to nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy. Chcemy znaleźć własny, wyidealizowany obraz.

Prawda, dławimy się tym światem, ale chcąc zrozumieć kosmiczną pospolitość lub wyjątkowość Homo sapiens potrzebujemy właśnie luster, w których możemy się przeglądać.

Na razie karmimy gatunkowe ego milionami samojebek i snapów, ale do prawdziwej samowiedzy potrzebny nam selfie stick z rączką mierzoną w latach świetlnych.

[988 znaków]

02 Wrz

Skleroza literacka, czyli pochwała niepamięci

Wyjmuję oto ze stosu książek “Bezpowrotnie utraconą leworęczność” Jerzego Pilcha i otwieram na chybił trafił na stronie 74.

Otwieram i czytam to co widzę, a widzę akapit o zbawiennej wyższości zapominania nad banalną zdolnością do mechanicznego zapamiętywania.

Od razu przypominam sobie, że czytałem tę książkę z 10 lat temu, ale tego rozdziału nie pamiętam (czytałem więc czy nie?), choć pamiętam intensywnie inne Pilchowe mocne frazy, których odłamki wciąż tkwią w głowie .

A przeszłość? Czy nie jest snem, z którego zostają w pamięci tylko fragmenty.

Pilch wcześniej przytacza tekst Patricka Suskinda Amnezja in litteris, gdzie niemiecki autor daje wyraz swoim nieco fałszywie wykreowanych, ale jednak wątpliwościom dotyczącym całkowitej utraty pamięci literackiej.

Suskind daje opis jak to sięga (niby) na chybił trafił po książkę (po którą już sięgał, ale nie pamięta), jak to zaczyna ją czytać (czytał ja już, ale nie pamięta), jak to ogarnia go absolutny zachwyt (był już w tym zachwycie, ale zapomniał).

Pilch pisze, że niepamięć jest zasadą literatury, bo niepamięć jest też zasadą snu, a literatura to zbiór zapisanych snów, zaś największa nawet powieść realistyczna to (paradoksalnie) także zapis wyrazistego snu.

Gdy Suskind pyta: po co zatem czytać ponownie książkę, skoro w ślad za tym pytanie czai się odpowiedż, że wkrótce i po niej nie zostanie ślad wspomnienia. Na to Pilch odpowiada tak, dając tej literackiej u podłoża wątpliwości wyjaśnienie totalne:

 

Po co kochać, jak już się kochało? Po co jeść, jak już się jadło? Po co jechać do Wisły* jak już się tam było? Po co iść do kina, jak już się było w kinie? Z takiego mianowicie powodu, że życie jest jednorazowe i swej jednorazowości produkuje silny, mityczny i nieubłagany głód powtarzalności.

Książek nie czyta się po to, aby je pamiętać. Książki czyta się po to, aby je zapominać, zapomina się je zaś po to, by móc znów je czytać. (…) Z najbardziej nawet zapomnianych tekstów odkładają się w labiryntach podświadomości fragmenty obrazów, tonacji, fabuł.

 

Nieprzypadkiem, pisze Pilch, wiele książek zaczyna się sceną przebudzenia bądż zasypiania. Obraz literatury jako snu ma długą tradycję, a literatura to jest według Pilcha wiekuiste wychodzenie i wchodzenie w sen.

Dobranoc.

* –  Wisła to także rodzinna miejscowość Jerzego Pilcha, nie tylko Adama Małysza

PS. Do tego co pisze Pilch odnosi się słynna reguła Lema: Nikt nic nie czyta; jeśli już czyta nic nie rozumie; jak już rozumie od razu zapomina.