09 Lis

Czy kometa 67P jest seksi?

1. Choć z wyglądu przypomina nieforemnego ziemniaka lub kąpielową kaczuszkę i jak na kosmiczną skalę jest drobinką, to w najbliższym czasie kometa 67P / Czuriumow-Gierasimienko powinna być gwiazdą medialną pierwszej wielkości. Pierwszy raz w dziejach lądujemy na komecie.  Owszem, moduł sondy Deep Impact uderzył z impetem w powierzchnię komety  Tempel 1, wybijając krater o średnicy 120 m, ale lądowanie  Rosetty to zadanie o wiele bardziej subtelne i przełomowe.

Ambicja ambition misja rosetta kometa tomek baginski

2. Wystrzelona 10 lat temu Rosetta,  znajduje się teraz 600 mln km od Ziemi (gdzieś między Marsem a Jowiszem), krążąc wokół komety. 12 listopada lądownik Philae wyląduje na jej jądrze o rozmiarach 5×3 km. To benedyktyńska robota, jednocześnie zadanie pozbawione fajerwerków, a sam moment lądowania też nie jest spektakularny. Czy to wystarczy, aby rozbudzić naszą wyobraźnię, nieco zaśmieconą kliszami z filmów science-fiction, głodną efektów specjalnych?  Czy misja potrzebuje promocyjnego dopingu? I czy tę rolę spełnił film Ambition Tomasza Bagińskiego?

3. Kosmos naukowców jest racjonalny, nawet jeśli misji towarzyszą ekstremalne emocje. Rzecz w tym, aby się nimi podzielić, szczególnie przy tak ambitnej misji. Komputerowe animacje przygotowane przez Europejską Agencję Kosmiczną nie przyspieszają bicia mojego serca. Trudno przejąć  się losem  skomplikowanego mechanizmu, nawet gdy z niezwykłą precyzją osiada na pędzącej przez Układ Słoneczny komecie. Gdyby lądownik Philae wyrwał kawałek komety, zamknął w pudełku i Rosetta zabrałaby go ze sobą z powrotem na Ziemie, wówczas czekalibyśmy na powrót z niecierpliwością. A gdyby to była misja z człowiekiem na pokładzie, byłoby to wydarzenie tej miary co Apollo 11 w 1969 r.

4. Na Księżycu byliśmy, sondy wylądowały na Wenus ( Wenera 7)  już w 1970 i Marsie (Viking 1 i 2) w 1976. Pewnie nasze serca zabiły nieco szybciej, gdy Pathfinder, Spirit czy ostatnio Curiosity przesyłały wysokiej jakości zdjęcia z Czerwonej Planety. Ale Mars żyje w masowej wyobraźni, począwszy od sprawy kanałów Schiaparellego, przez Wojnę światów i ciągłe poszukiwanie śladów życia na tej planecie. Komety to kosmiczni wędrowcy, prawdopodobnie przyniosły na Ziemie wodę (mamy też inną hipotezę), a może i życie (hipoteza panspermii), dlatego budzą ciekawość. Zarazem mają zdolność do niesamowitej metamorfozy, gdy zbliżając się do Słońca wyrastają im malownicze warkocze.

5. Bagiński zabiera widza w postludzką przyszłość, w której obowiązuje już chyba 3 prawo Arthura C. Clarke’a, a misja Roseta to wydarzenie historyczne. Można odetchnąć z ulgą, że nie sprowadzono filmu do zreferowania technicznej strony przedsięwzięcia, tę poznajemy w stopniu wystarczającym. Historię Rosetty opowiedziana jest w szerszym kontekście wysiłków napędzanych ludzką ciekawością i ambicją właśnie. Takich  uskrzydlających fabuł potrzebujemy do opowiadania o tym, co robią inżynierowie i naukowcy.

6. – Upadamy, podnosimy się, dostosowujemy – mówi grający postać Mistrza Aidan Gillen. W moim odczuciu to najważniejszy przekaz filmu, o ludzkiej obsesji przekraczania granic i zamieniania tego, co niemożliwe, w to co realne. Bez dwóch zdań efekty specjalne przekaz ten potęgują; forma w tego typu opowieści nie mniejsze ma znaczenie niż treść.

7. Wyprawa na kometę Czuriumow-Gierasimienko to współczesna metafora wytrwałości,  a do tej potrzeba czasem kosmicznego uporu. Gdy potrzeba dodatkowej motywacji powtarzam swoim dzieciom zdanie, które wypowiedział Kennedy w 1962 r. –  Amerykanie wylądują na Księżycu nie dlatego, że jest to łatwe, ale dlatego, że jest to trudne.

8. Per aspera ad astra.

 

02 Lis

Mózg (nienasycony), storytelling i teorie spiskowe

Znasz pewnie historię tajemniczych twarzy z powierzchni Marsa przesłanych przez sondę Viking 1 w 1976r.

Na zdjęciach przedstawiających fragment Czerwonej Planety o nazwie Cydonia niektórzy przedstawiciele ludzkiej rasy dopatrywali się dowodów na istnienie marsjańskiej cywilizacji, a oprócz „ludzkiej twarzy” dostrzegali jeszcze w pobliżu tajemnicze kształty piramid.

Od początku zakładano najbardziej racjonalne wytłumaczenie, że to efekt słabej jakości zdjęć, przypadkowe oświetlenia itd.  Oczywiście, spoglądając na zdjęcia faktycznie dostrzegamy tam zarys czegoś, co kształtem przypomina ludzką twarz. To jednak robota mózgu, który sam z siebie nadaje znaczenie temu co widzi, dostrzegając znane sobie wzory czy jakiś porządek.

Zdjęcie powierzchni Marsa wykonane w 1976 r. przez należącą do NASA sondę Viking 1.

Przy okazji wspomnę, że osoby obdarzone wyobraźnią (lub konkretną motywacją) mogą dopatrzyć się bardzo nietypowych obrazów w zupełnie banalnych rzeczach. Mowa wtedy o zjawisku, które nosi nazwę pareidolia i polega na dostrzeganiu znanych kształtów, ludzkich twarzy w przypadkowych układach kształtów, rzeczy czy chmur (tu ciekawy tekst o pareidolii).

Na wszelki wypadek NASA potraktowała sprawę poważnie i raz jeszcze obfotografowała te rejony 18 lat później. Wysokiej jakości zdjęcia nie zostawiają już wątpliwości, że mamy do czynienia z marsjańskimi pagórkami (ten z twarzą ma rozmiar 3 x 1,5 km), co jeszcze lepiej widać na zdjęciach w 3D z 2001r.

Poszukiwaczom marsjańskiej cywilizacji nie drgnęła nawet powieka, gdy patrzyli na te zdjęcia, w myśl słynnego powiedzenia Hegla, że jeśli fakty przeczą teorii, to tym gorzej dla faktów.

Z taką sytuacją mamy do czynienia także w przypadku teorii spiskowych, gdzie fakty poddaje się swobodnej selekcji i interpretacji, a brakujące elementy układanki zastępuje się takimi ciągami przyczynowo-skutkowymi, które mają niezbicie potwierdzić przyjętą tezę.

MÓZG JAKO NIEZASPOKOJONY PRODUCENT ZNACZEŃ

Problemem zajmują się psychologowie, ale warto spojrzeć na to zjawisko od zupełnie nietypowej strony, traktując teorie spiskowe jako narracje.

Ciekawe wyjaśnienie tego mechanizmu daje Jonathan Gottschall, autor ciekawej książki “The Storytelling Animal. How stories makes us human”.

Gottschall na ponad 200 stronach pokazuje i udowadnia, jak to co nazywamy opowiadaniem historii czy storytellingiem jest charakterystyczne dla gatunku homo sapiens (obiecuję odrębny wpis na ten temat).

Zaś cały rozdział “The Mind is Storyteller” poświęcony jest ludzkiej (naturalnej) skłonności to tworzenia fikcji, zmyślania, a także budowania teorii spiskowych. Gottschal pokazuje głęboko ludzką skłonność, ale i zdolność do opowiadania historii,  porządkowania otaczającej rzeczywistości, w końcu do przetwarzania posiadanej wiedzy w ciągi znaczeniowe.

Dlaczego tak jest?

Dlatego, że  ludzki umysł bardzo nie lubi niepewności i przypadkowości.

Dlatego, że mózg jest „uzależniony” od tworzenia narracji, zamykania rzeczywistości w określonych ramach i nadawania jej znaczenia, także wtedy , gdy kosztem fikcji czy kłamstwa musi wypełnić informacyjną pustkę.

Wyznawcy teorii konspiracyjnych łączą dane prawdziwe z fikcyjnymi w jeden konglomerat, aby stworzyć spójna narracje, która da satysfakcjonujące i ostateczne wyjaśnienie.

Wyobraźnia wyznawców teorii spiskowych nie zostawia bowiem miejsca na zdarzenia przypadkowe, na sytuacje, gdy źródło zła musi pozostać bezimienne.

 

Conspiracy theorist connect real data points and imagined data points into a coherent, emotionally satisfying version of reality. It is a reflex of the storytelling mind’s compulsive need for meaningful experience. Conspiracy theory offer ultimate answers to a great mystery of the human condition: why are things so bad in the world? They provide nothing less than a solution to the problem of evil.

 

W podobną stronę idą psychologowie,  gdy pokazują jak teoria spiskowa pomaga  wskazać winnych, a co za tym idzie odnaleźć źródło zła. Na przykład, dr Michał Bilewicz daje takie wyjaśnienie w odniesieniu do katastrofy lotniczej w Smoleńsku.

                                                                                                         Ludzie tworzą teorie spiskowe po to, żeby uprościć skomplikowaną rzeczywistość, w której żyją. (…) nasz umysł naturalnie poszukuje wyjaśnień prostych, wskazujących na jedną przyczynę, najlepiej na czyjeś złe intencje. (…) Potocznie myślenie spiskowe uważa się za przejaw paranoi czy manii prześladowczej zagubionych ludzi. Nic bardziej błędnego (…)

 

MÓZG JAKO ŁOWCA ZNACZEŃ 

Jednak z (wrodzonej) skłonności do konfabulacji, ale i tworzenia (niekoniecznie prawdziwych) wyjaśnień mózg korzysta właściwie przy każdej zdarzającej się okazji i dotyczy to niemal każdego!

Dlaczego? Dlatego, że zarówno mój jak i Twój umysł kocha historie. Uwielbiamy słuchać opowieści, cieszymy się nimi, nawet nauka i naśladownictwo idzie nam lepiej, gdy uczymy się poprzez narracje.

Jonathan Gottschall przytacza przykłady eksperymentów, podczas których nienasycony informacyjnie mózg narzuca swoje wzory i znaczenia, dostrzega porządek w strumieniach informacji i chce zamienić je właśnie w historie. Klasycznym przykładem prosta animacja z 1944r. wymyślona przez Heidera i Simmela.

Jestem ciekaw jaką historię udało się Tobie z niej wyczytać?
Czekam na komentarze na Facebooku.

Aktualizacja:
Rozmowa Gazety Wyborczej z prof. Hanną Skarżyńską, psycholożką, Narcyzm polski, a sprawa smoleńska dlaczego 36% Polaków wierzy w hipotezę zamachu.