16 Wrz

Hans Rosling. Lady Gaga świata nauki ożywia statystykę

Rosling cholernie poważnie traktuje swoją pracę, a demografia i walką z biedą mało interesują  mieszkanców Północy. Jednak niepozorny profesor medycyny udowadnia, że nie ma trudnych tematów.

Podczas konferencji TED w 2006 roku pokazał jak ożywić dane statystyczne i opowiedzieć o nich z temperamentem komentatora sportowego. W efekcie widzom opadła szczęka, a dziś jego wystąpienia biją rekordy oglądalności w Sieci, stąd ktoś dał metaforę z Lady Gagą.

Rosling jest jednocześnie zapalonym pogromcą mitów, rozprawiając się z naszą ignorancją o świecie, bezceremonialne porównując nasze wyobrażenia do losowego wyboru dokonanego przez stado szympansów.

Jego prezentacje nabierają teatralnego charakteru za sprawą rekwizytów (pudełka z IKEI), a do kanonu weszła kapitalnie opowiedziana osobista historia z pralką do prania w roli głównej.

Pasja jest zaraźliwa, a tej Szwedowi nie brakuje.  Jednocześnie Rosling pokazuje, że jeśli serio zależy ci na twoim przekazie, nie cofniesz się przed niczym. 

[995 znaków]

27 Maj

Jak przygotować prezentację? Bądź jak Johh Malkovich!

Craig Schwartz jest bezrobotnym artystą lalkarzem. Szukając nowej pracy, trafia do firmy LesterCorp, która mieści się na piętrze 7 i ½ w biurowcu na Manhatanie. Pewnego dnia odkryje tam tajemnicze drzwi, które prowadzą do wnętrza głowy znanego aktora Johna Malkovicha. Zafascynowany tą możliwością Schwartz zacznie coraz częściej odbywać wędrówki do głowy aktora, aby patrzeć na świat jego oczami.

Tu postawmy kropkę. Historia Charliego Kaufmanna w reżyserii Spike Jonze’a zaczyna się nieco komplikować szczególnie, że w pewnym momencie do wnętrza umysłu aktora wchodzi coraz więcej osób z Malkovichem włącznie. Film jest brawurową i jednocześnie dość wymagającą opowieścią o ludzkiej tożsamości i problemach z komunikacją.

Kadr z filmu „Być jak John Malkovich”.
Jedna ze scen, gdy Malkovich wszedł do swojej głowy i odkrywa w nim to, co nieświadome.

A teraz zastanów się, jak brzmi najważniejsze pytanie jakie musisz sobie zadać, gdy pracujesz nad wystąpieniem czy prezentacją?

Czy odbiorcy zrozumieją, co chcę im przekazać? Czy mam fajne slajdy? Jak ciekawie zacząć prezentację? Czy zmieszczę się w czasie?  To ważne pytania, ale mi zależy szczególnie na jednym.

Brzmi ono mniej więcej tak: czy wiem, co dzieje się w głowie odbiorcy podczas mojej prezentacji?

Czy jestem w stanie – niczym Craig Schwartz  – wejść do głowy (głów) publiczności i spojrzeć na prezentację jej oczami? Innymi słowy, czy pracując nad prezentacją myślę o tym, co będzie się działo w głowie odbiorcy? Jakie są jego oczekiwania względem prezentacji? Dlaczego to, co mówię ma go obchodzić? Jak zareaguje na to co powiem, pokażę, na sposób w jaki będę opowiadać?

3xP: PODSYCAĆ, PORYWAĆ, PASJONOWAĆ

Odbiorca oczekuje zaciekawienia. Każdy jest w naturalny sposób ciekawy nowego wystąpienia, tego co prelegent powie, jak to zrobi, a nawet jak brzmi tembr jego głosu. A zatem ciekawość to stan wyjściowy, taka opcja zerowa, a Twoim zadaniem jest tę ciekawość podsycać.

Jednak zaciekawienie zaczyna się jeszcze na długo przed prezentacją. Jest związane z osobą prezentera: czy coś już o nim wiem, czy coś słyszałem, może reprezentuje on firmę, którą kojarzę, znam, a może sprawdziłem w Google kto zacz.

Potężną siłę oddziaływania ma nie tyle temat, co właściwie tytuł prezentacji. Czy w tytule wyłożę kawę na ławę czy też sformułuję go w taki sposób, że wściekle rozbudzi ciekawość odbiorcy – nie zdradzając samego tematu. Udało się to np. Pawłowi Tkaczykowi na InfoShare w 2012.  Tytuł prezentacji „Zabójca w kolejce po bułki” przypomina mi się notorycznie, gdy idę kupić dzieciom bułki do szkoły.

Zaciekawienie to wysiłek, który w prezentację musi włożyć jej autor. Rzadko używane „zaciekawienie” ma szereg synonimówabsorbować, budzić, ciekawić, ekscytować, interesować, intrygować, obchodzić, pasjonować, podniecać zainteresowanie, podsycać, porywać, wciągać, wywoływać, zajmować, zaprzątać, zatrzymywać uwagę, zwracać uwagę, przykuwać. Kilka z nich z pewnością powinno cechować Twoją prezentację.

NIEPOSKROMIONY APETYT PUBLICZNOŚCI

To pewne. Odbiorca oczekuje ciekawego wstępu. Chętnie usłyszy historię, która wprowadzi do tematu, pozytywnie zaskoczy, może zachwieje jego poczuciem pewności i zachęci do zmiany optyki. Pamiętaj, że to historie są nośnikami znaczeń, których nie ma w suchych danych czy w niepowiązanych ze sobą informacjach.

Oczekuje przykładów, analogii i trafnych metafor, dzięki czemu szybciej zrozumie nowe treści. Pamiętaj jednak, aby para nie poszła w gwizdek i aby te środki były dostosowane do wiedzy, wrażliwości czy kodów kulturowych, którymi Twoja publiczność posługuje się na co dzień.

Nie zapominaj o rekwizytach, które w istotny sposób zaintrygują publiczność: są sposobem na dobry wstęp i przełamanie pierwszych lodów. Równie dobrze mogą zastępować slajdy, a w każdym razie istotnie zwiększą dramaturgię wystąpienia wywołując tzw. efekt wow, zwany też „momentem opadu szczęki”, gdy pojawią się nieoczekiwanym momencie. Wiele takich przykładów zobaczymy na prezentacjach TED, a do klasyki gatunku przeszedł chociażby Bill Gates, gdy wypuścił ze słoika komary.

Rzecz jasna, odbiorca oczekuje czytelnych slajdów, które przykują jego uwagę szczególnie, gdy tekstom będą towarzyszyć absorbujące zdjęcia, grafiki. 

TAK, TAK, W TYM LUSTRZE TO NIESTETY JA

Nancy Duarte, królowa prezentacji z Krzemowej Doliny sformułowała kiedyś zasadę, która dla świata prezentacji jest tym, czym imperatyw kategoryczny Kanta dla etyki ;-).

  Nigdy nie twórz takiej prezentacji, której nie chciałbyś sam zobaczyć.

Jeśli trudno Ci wejść w buty odbiorcy, pamiętaj o tej zasadzie. Wejdź do własnej głowy niczym John Malkovich i zapytaj siebie: czego nie lubię w prezentacjach, gdy jestem po stronie publiczności? Co mnie nudzi, co irytuje, a może wkurza? Co zaś przykuwa uwagę, co zachwyca, co dobrze pamiętam?

Po tym krótkim rachunku sumienia, możesz spokojnie wrócić do dalszej twórczej pracy.

14 Wrz

Metafory. Pomysły jak inkubator z części od Toyoty

Steven Berlin Johnson, autor książki „Where do good ideas come from. The Natural history of innovation” (Skąd się biorą dobre pomysły. Historia naturalna  innowacji) podczas wystąpienia na TED w 2010 obrazowo opowiedział o okolicznościach narodzin pomysłów. Przy okazji dał ciekawą metaforę tego złożonego procesu. Dla pełnej czytelności metafory, kilka zdań poprzedzających z wystąpienia:

„Metafora, której chcę użyć może być zaczerpnięta z historii świetnego, niedawnego pomysłu, zdecydowanie nowszego niż połowa XVII wieku. Wspaniały człowiek – Timothy Prestero, mający firmę, organizację nazywającą się „Design that Matters” /”Dizajn jest ważny”/ Postanowili rozwiązać niezwykle palący problem, straszliwy problem, jaki mamy ze śmiertelnością noworodków w rozwijającym się świecie.

Co jest w tym tak frustrujące, jest to, że wiemy, iż mogąc dostarczyć nowoczesne inkubatory w dowolne miejsce, jeśli możemy, w podstawowym sensie, ogrzewać wcześniaki, to proste, możemy w tych miejscach zmniejszyć śmiertelność o połowę. Tak więc mamy technologię. To jest standard w uprzemysłowionym świecie.

Problem pojawia się, kiedy kupisz inkubator za $40.000 i wyślesz go do średniej wielkości wioski w Afryce, to popracuje przez rok lub dwa, potem coś pójdzie źle i się zepsuje i tak pozostanie zepsuty na zawsze, bo nie masz całego zestawu części zapasowych, ani doświadczenia, żeby naprawić sprzęt za $40.000.Więc kończysz, wydając tyle pieniędzy, zdobywając pomoc i nowoczesną elektronikę dla tych krajów, a potem ona okazuje się bezużyteczna. Więc Prestero i jego zespół zdecydowali się rozejrzeć i zobaczyć – jakie są obfite zasoby w tych rozwijających się regionach? Zauważyli, że tam nie ma dużo urządzeń do nagrywania programów telewizyjnych, ani wielu mikrofalówek, ale całkiem nieźle utrzymują na drodze swoje samochody. Tam wszędzie na ulicach jest Toyota Forerunner. Wydawali się mieć doświadczenie w utrzymaniu samochodów. Więc zaczęli myśleć: Czy da się zbudować inkubator tylko z części samochodowych?

I doszli do tego. Nazywa się urządzenie nowoopiekuńcze. Z zewnątrz wygląda, jak normalna mała rzecz, jaką można znaleźć w nowoczesnym, zachodnim szpitalu. Wewnątrz, to same części samochodowe. Ma wentylator, ma reflektory do ogrzewania, ma dzwonki z drzwi jako alarm. Działa na akumulator. Wszystko, czego potrzebujesz, to części ze swojej Toyoty i umiejętności naprawy lampy, aby naprawić to. To jest świetny pomysł, ale co chcę pokazać, to że jest to dobra metafora sposobu w jaki rodzą się pomysły.”

 

Lubimy myśleć, że nasze pomysły są jak nowy zupełnie nowy inkubator za $40.000, zupełny szczyt technologii, jednak częściej niż rzadziej są poskładane z czegokolwiek, co się napatoczy. Zbieramy pomysły od innych, od ludzi, od których się uczyliśmy, od tych, na których wpadliśmy w kawiarni i zszywamy je w nowe formy, stwarzając coś nowego. Tak właśnie powstają innowacje.

 

Przytoczony przeze mnie fragment wystąpienia Stevena Berlina Johnsona został przetłumaczony na język polski przez Jacka Olendra. Całość tłumaczenia oraz wersja oryginalna na stronie TED.com.