26 Maj

Co wiesz o tuningowaniu, czyli pochwała zaradności

Jestem prostym synkiem ze wsi.* Statystycznej rolniczej wsi położonej gdzieś kraju. Chociaż jestem – ujmę to brawurowo – dość mocno zurbanizowany, to wiele spraw związanych z życiem na wsi budzi moje żywe zainteresowanie.

Piszę o tym, bo natrafiłem na tekst “Inteligent kolonizuje wieś”. Adam Leszczyński rozmawia z dr. Tomaszem Rakowskim, antropologiem kultury z Uniwersytetu Warszawskiego. Rakowski obala nieprawdziwe mity o życiu na wsi, chociażby ten ukazujący wieś jako miejsce bierne, nietwórcze i pozbawione organizacji społecznej.

Dziś wieś jest pełna kontrastów, przez co upodabnia się do miasta. Obserwuje jakiej zmianie ulega nawet ta uboga wieś, szczególnie od momentu, gdy za chlebem i lepszym życiem wyemigrowało młode pokolenie. Dzięki nim uchyliła się furtka do innego świata, który zwrotnie zmienia mentalność i style życia tych, którzy pozostali z wyboru czy konieczności (np. dziadków, których wnuki wyrastają już w innej kulturze).

Wróćmy do rozmowy. Szczególnie ciekawy jest ten fragment, kiedy antropolog mówi o kreatywności na wsi. To temat rzadko dostrzegany, ewentualnie sprowadzany do nostalgicznych zdjęć rolników budujących traktory samoróbki.  Mówi o tym również Rakowski, ale w szerszej perspektywie badacza zafacynowanego wiejską twórczością i podejściem do przedmiotów.

Miejscowi majstrowie mają niewiarygodną umiejętność przebudowywania i dopasywania wszystkiego do wszystkiego. W niezwykły sposób zmienia to podejście do rzeczy materialnych. Wartościowe jest to co działa teraz, co jest wymienialne i zastępowalne, możliwe. Nie podchodzi się do maszyny jak do czegoś, co jest w całości profesjonalne i zaprojektowane w fabryce, skończone i działające przez lata. To w kulturze mieszczańskiej maszyna ma być i trwać: na wsi się cały czas zmienia.

To prawda. Na wsi maszyny czy urządzenia podlegają twórczym przeróbkom lub recyklingowi. Przedmiot pozornie skazany na zapomnienie wciąż zachowuje swój potencjał, bo nigdy nie wiadomo do czego może się kiedyś przydać, albo w jakim nowym kontekście zostanie użyty. Dlatego ta świadoma akumulacja (chwilowo) niepotrzebnych przedmiotów skutkuje zwykle twórczym bałaganem.

Pamiętam jak wyglądał warsztat mojego ojca, który zresztą niewiele zmienił się do dziś. Średnio co roku stawiałem sobie ambitne jak na dziecko zadanie, aby zmniejszyć entropię układu, czyli ogarnąć chaos i zrobić porządek.

Jednak dla nieco już wyrośniętego chłopca bardziej fascynujące była świadomość, że dla mojego ojca każdy problem jest do rozwiązania. Coś się zepsuło, nie działa albo trzeba zbudować coś nowego? Była to kwestia czasu, cierpliwości, dobrego pomysłu, właściwych narzędzi, ostatecznie wsparcia kogoś kto dysponował odpowiednimi umiejętnościami.

Nawet śmieszącą mieszkańców miast specyficzna kultura wiejskiego tuningu aut zostaje tu doceniona.  Rakowski argumentuje, że ta zupełnie oryginalna działalność kulturalna, inny rodzaj oddolnej estetyki, to przejaw sprytu i pomysłu na przetwarzanie tego, co wpadnie w ręce. I trudno się z nim tu nie zgodzić.

Jeszcze słowo o kulturze ludowej pod postacią cepelii, która jest wytworem sztucznym, nakreślonym przez miasto. Zresztą jak mówi Rakowski, miasto nie tylko tworzy kanon, ale stosuje symboliczną przemoc, gdy idzie o kierunek rozwoju kultury na wsi.

Cała ta retoryka, zakłada taki typ ekonomiki kultury, który mówi: “macie być kulturalni, kreatywni, innowacyjni i to w dokładnie taki sposób, jaki wam powiemy”. Centrum, czyli miasto, narzuca to peryferiom, czy wsi. To dominująca, kolonizująca perspektywa.

Rozmowa, którą tu przytaczam zamieszczona jest w “Przewodniku kulturalnym. O nadziei” sprzedawanym razem z “Niezbednikiem inteligenta. O mózgu.” Wydawcą tego okolicznościowego grzbietu jest Grupa Ergo Hestia.

Warto, aby Polityka lub Ergo Hestia opublikowały tę rozmowę w Sieci, wtedy jest szansa, że dostęp do tekstu będą mieć nie tylko mieszkańcy miast 😉

* Jerzy Pilch rutynowo mówi o sobie, że jest prostym synkiem z Wisły.

17 Lip

Konferencje TED. Fenomen 18 minut w POLITYCE

W najnowszym „Niezbędnika inteligenta” mój tekst “Fenomen 18 minut”, w którym wprowadzam obszernie w inspirujący świat wystąpień, wiedzy i idei, które mają siłę zmiany rzeczywistości i ludzi, którzy biorą ją pod włos. Kreślę sylwetkę Chrisa Andersona, kuratora TED i wyjaśniam jakie znaczenie dla edukacji i komunikacji ma video w Sieci.

Na zachętę opis, wstęp i spis treści tego numeru.

Wśród autorów: Edwin Bendyk, Karol Jałochowski, Marcin Rotkiewicz, Paweł Walewski, Jacek Kubiak, Krzysztof Szymborski, blogerka Natalia Hatalska, prof. Włodzisław Duch z UMK, prof. Tomasz Szlendak z UMK, prof. Piotr Durka z UW i inni.

„Niezbędnik Inteligenta – Cywilizacja 2.0” to 124 strony o czasach w których urzeczywistniają się najbardziej niesamowite marzenia. O domach naszpikowanych elektroniką, idealnych miastach, kosmicznej turystyce. O tych wszystkich aspektach cywilizacji informatycznej piszą naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary i popularyzatorzy-znawcy problematyki.

Przed 65 laty, kiedy powstał pierwszy komputer (monstrum, które mieściło się w czterdziestu szafach), prezes IBM Thomas Watson twierdził, że w przyszłości świat nie będzie potrzebował więcej niż pięciu maszyn cyfrowych. Pół wieku później Bill Gates, założyciel i szef Microsoftu, stwierdził, że Internet to mało użyteczna zabawka (w sekcji „Cegiełki cywilizacji” opowiadamy historię także wielu innych przełomowych dokonań ostatniego półwiecza).
Epokowe wynalazki, zwykle niedoceniane przez współczesnych, często rodzą się dzięki marzeniom, które inspirują kolejne pokolenia badaczy. Żyjemy w czasach, gdy wiele z tych marzeń właśnie się urzeczywistnia. Człowiek tworzy maszyny obdarzone coraz większą inteligencją i żywe organizmy, jakie nigdy nie istniały. Buduje domy naszpikowane elektroniką, która spełnia jego życzenia, i „idealne do życia” miasta. Projektuje najwymyślniejsze przedmioty i wytwarza je za pomocą osobistego fabrykatora. Szykuje się do kosmicznej turystyki.
O tych wszystkich i wielu innych aspektach cywilizacji informatycznej piszemy w tym wydaniu „Niezbędnika Inteligenta”. A dokładniej piszą dla Państwa naukowcy, którzy badają najciekawsze jej obszary, i popularyzatorzy – znawcy problematyki.
Nasi autorzy zwracają uwagę, że moc ma też swoją ciemną stronę. Uzależniona od komputerów techniczno-ludzka hybryda, z nieodłącznym telefonem komórkowym, na każdym kroku zostawia swój elektroniczny ślad. Można ją śledzić i podglądać. Przywiązana do konsoli – wynajmuje wyrobników, by zdobyli dla niej wirtualne złoto, broń czy inne pożądane w komputerowej grze gadżety. Pochłonięta internetowymi romansami nie wychodzi z labiryntu sieci. Wreszcie wyczerpana ponad miarę ogłasza National Unplugging Day (dzień niekorzystania z urządzeń elektronicznych). Ponieważ jednak na dłuższą metę nie ma od cyfrowej cywilizacji odwrotu, polecamy ten „Niezbędnik”, żeby lepiej rozumieć świat, który powstaje na naszych oczach.

Jerzy Baczyński, redaktor naczelny POLITYKI
Grażyna Musiałek, redaktor wydania

Spis treści

Ludzie i maszyny
Era hakera
Mózg, maszyny i manipulacje
(Sztuczna) inteligencja jest wśród nas
Życie z komputera
SynBio stwory

Świat cyfrowych tubylców
Architektura trzeciej fali
Jak przezyć w wielkim mieście
Reklama poznaje nas sama
Osobisty fabrykator dla każdego
Psy i owady wojny
18 minut, które zmieniły świat
Kto ma władzę w Internecie
Humanistyka cyfrowa
Gry na powaznie i do zabawy
Digi-romanse czyli seks 2.0

W stronę gwiazd
Kosmos prywatny
Nowa astronomia

Cegiełki cywilizacji: historia wybranych wynalazków i dokonań ostatniego półwiecza
Pierwszy komputer
Komputer osobisty
Odkrycie struktury DNA
Odczytanie ludzkiego genomu
Telefon komórkowy
Matryce CCD
Program Linux
Wyszukiwarka Google
System Igloo White
Płyta kompaktowa
Telewizja satelitarna
Wikipedia, iPod
Sztuczny satelita Ziemi
Lot Gagarina
Vikingi na Marsie
Program Seti

„Niezbędnik inteligenta” dostępny także jako  e-wydanie w postaci PDF za niższą niż papierowa cenę.

 

09 Gru

Storytelling. Autorka widmo poprawia Hollywood

W najnowszej POLITYCE (nr 50) Janusz Wróblewski rozmawia z Lindą Seger, specjalistką od poprawiania scenariuszy filmowych, o tym jak przykuć uwagę widowni.

Linda Seger jest konsultantką scenariuszową, autorką wielu książek o sztuce pisania scenariuszy, wynajmują ją głównie scenarzyści, producenci. Przyłożyła rękę do powstania 40 filmów kinowych i 35 telewizyjnych.

 

Mnie się najczęściej wzywa, gdy wszystko jest dopięte już na ostatni guzik, a mimo to pojawiają się wątpliwości. Mam sprawić, aby scenariusz zadziałał.

 

Co robi konsultant scenariuszowy?: analizuje konstrukcję filmu, użyte środki wyrazu, temat, charaktery bohaterów, tempo, usuwa dziury w dramaturgii, poprawia słabe sceny.

Dla gwiazd z Hollywood konsultanci to zło koniecznie. Fot. ericskiff / Flickr (CC by SA)

Najczęstszy błąd w scenariuszu? Brak im adresata. Jej zdaniem sama ciekawa historia to za mało, aby film się udał, a kluczowa jest sprawa, która przykuje uwagę. Przykładem „Stowarzyszenie umarłych poetów„, które trafia w konflikt między kreatywnością a konformizmem, co jest tematem ważnym dla młodej widowni. Istnieją tysiące sposobów opowiadania historii, ale każdy musi być wewnętrznie spójny.

Choć interwencja konsultantów może uratować niejedną superprodukcję przed klapą, to jednak ani Hollywood ani laureaci Oscarów nie specjalnie lubią konsultantów. Chwali natomiast Tarantino za jego narracyjną dezynwolturę i dar oryginalnego opowiadania, co owocuje świeżymi filmami.

Co trzeba umieć, aby wykonywać taki zawód? Linda Seger skończyła 3 fakultety, w tym dramatopisarstwo i ma doktorat z teologii:

 

Religioznawstwo i filozofia dały mi umiejętność odczytywania idei w sztuce. Dzięki temu wiem, co należy zrobić, by idee były jasno wyrażane poprzez charaktery i obrazy.

 

Jednak ta praca wymaga też poskromienia własnego ego, co nie przyszło od razu, ale teraz nie przeszkadza jej, że mimo dużego wkładu autorskiego pozostaje w cieniu.

05 Wrz

Kultura (a więc i gospodarka), głupcze!

Z okazji 1 września na okładce POLITYKI (36/2010) alarmująca informacja, że szkoła szkodzi, nasze dzieci zmieniają się szybciej niż szkolne programy,  a w środku tekst Marzeny Żylińskiej dowodzący, że gdyby zrobić eksperyment jak najlepiej ograniczyć potencjał ludzkiego umysłu trzeba by stworzyć coś na kształt… szkoły.
Dalej kilka artykułów o tym czym jest kultura w XXI wieku i dlaczego jej rozwój ma kluczowe znaczenie dla rozwoju ekonomicznego. Teksty te ciekawie ze sobą tokują i nie jest tak pewnie wcale przez przypadek.

Bartek Chaciński daje wgląd w fenomen islandzkiej muzyki (Bjork, Sigur Ros, GusGus, Emiliany Torrini, Mum, FM Belfast, The Sugarcubes, Jonsi,)  która niemal w całości zaprezentuje się w Krakowie na Sacrum Profanum.  Kultura w tym liczącym  300 tys. kraju stanowi 4 proc. wartości gospodarki,  a co 10 -ty mieszkaniec kraju odwiedza festiwale filmowe. Tamtejszy magazyn o kulturze The Grapevine (po angielsku) rozchodzi się (jest za darmo i wychodzi 18 razy na rok)  w nakładzie 25 tys. ezgemplarzy (statystycznie wygląda to tak, że czyta go każdy Islandczyk odwiedzający jakiś festiwal fimowy).

Islandia to wyjątkowy kraj, nie tylko ze względu na wulkan Eyjafjallajökull. Fot. Flickr

W tej sytuacji Iceland Music Export, czyli ichniejsze biuro promocji muzyki (w Polsce takiego czegoś nie ma) nie załamuje rąk nad kryzysem gospodarczym, ale wspólnie z Brytyjczykami tworzą raport o wpływie polityki kulturalnej na ekonomię.

Obyczajową otwartość Islandczyków, która ma związek także z ich kulturalnym zaangażowaniem potwierdza  urzędująca premier krainy gejzerami płynącej Jóhanna Sigurðardóttir , która jest lesbijką i przyznała się do tego oficjalnie jako pierwszy (pierwsza) szef rządu (wg Wikipedii).

Odwracam kartkę, a tam Edwin Bendyk donosi (który to już raz) to, o czym Islandczycy już wiedzą, czyli, że kultura buduje.  Przypomina, że nie da się zbudować nowoczesnego kraju bez artystów z sukcesami, prężnie działającego przemysłu kreatywnego,  kulturalnej infrastruktury i bez aktywnego w niej uczestniczenia. Tu swoją rolę może a nawet powinna odgrywać szkoła, ale raczej tego nie robi (vide: początek tej notki).

Żeby nowoczesne, postprzemysłowe społeczeństwo na ziemi polskiej budować trzeba posiąść sztukę  (niestety)  innowacyjnej  konsumpcji, czyli umiejętności rozumienia i konsumowania dostępnej oferty, a także gotowości do akceptacji zmian, nowości, otwartych postaw.  Aby pokazać, że już weszliśmy na właściwą drogę Bendyk zaznacza, że w europejskim rankingu kreatywności (Design Creativity Index) jesteśmy trzeci od końca.

Statystyki z podbiegunowej Islandi o których wspominał Chaciński mrożą krew w żyłach, a polskie tylko podnoszą  ciśnienie: nakłady na kulturę należą do najniższych w Europie, za to na jedną interwencję na rynku rolnym (likwidacja tzw. górki wieprzowej) wydano więcej niż wynosił roczny budżet na kulturę.

A nakładów na kulturę w wysokości 1 proc. budżetu domaga się ruch społeczny Obywatele Kultury, zrodzony na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie w 2009r.  A poszukujący trwałego rozwiązania prof. Jerzy Hausner proponuje pakt społeczny dla kultury.

Przerzucam kolejną kartkę, a tu Jacek Dehnel w zabawnym i pouczającym felietonie o flatulistach (ludziach posiadających rzadką zdolność zasysania powietrza z pomocą mięśni odbytu i wypuchaniem go z powrotem w kunsztowny sposób) całym sercem popiera akcję Obywateli Kultury i 1 proc. na rzecz tejże, i apeluje, by więcej wydawać na kulturę niż jałowe pierdzenie w stołki (pewnie nie tylko w gmachu ministerstwa kultury?)

Doszukując się na siłę jakichś plusów w polskiej obyczajowości, znajduje taki (niestety historyczny) passus u Passenta, który pisze, że polityka kadrowa Marszałka Pisłudskiego faworyzowała rozmaite mniejszości, a jako przykład podaje radcę ambasady w Paryżu Anatola Muhlsteina, zwanego Żydem Piłsudskiego i Jarosława Iwaszkiewicza, który był sekretarzem ambasady RP w Kopenhadze przed wojną.

Całą sytuację ratuje nieoczekiwanie Stanisław Tym, który w felietonie (na kolejnej stronie) ukazuje tolerancyjny rys polskiej obyczajowości pisząc, że ateistom i bolszewikom wybaczamy. Nam wystarczy, że będą na wieki w piekle.

I tak oto udało się dość kulturalnie przebrnąć przez tygodnik.

17 Lut

David Cameron o polityce 2.0

Jeszcze gorące i świetne wystąpienie Davida Camerona na brytyjskim TED, podczas którego lider konserwatystów stawia tezę (wcześniej stwierdzając, że rządy mają coraz mniej pieniędzy i coraz mniej władzy) , że połączenie sensownej politycznej wizji ze zdobyczami rewolucji informacyjnej daje szansę na odnowienie polityki, służby publicznej w efekcie polepszenie jakości życia.

Cameron pokazuje w czym tkwi siła Sieci oraz jakie jej wartości są mu bliskie. Otwarcie przyznaje, że polityka to sztuka panowania nad ludzkimi umysłami, a wiedza o mechanice podejmowania decyzji i psychologii zachowań (przywołuje pojęcie ekonomii behawioralnej) może w tym tylko pomóc w prowadzeniu efektywnej polityki.

W tym niemal 14 minutowym wystąpieniu David Cameron – następny premier Wielkiej Brytanii –  dowcipnie zaczyna, wchodzi z mocnym slajdem pokazującym globalne zadłużenie i właściwie mówi z takim napięciem, skupieniem i magnetyczną siłą,  że ten sam efekt mógłby osiągnąć bez obrazków  za swoimi  plecami.

Dla równowagi warto zobaczyć jak mówi Gordon Brown (występ też na TED w ubiegłym roku), w sensie osobowościowym zupełnie inny typ mówcy, mniej teatralny, ale za to jakże autentyczny. Brytyjski premier też marzy o lepszym świecie i odpowiedzialnej polityce, odwołując się do globalnej świadomości budowanej przez Sieć.

Brown w swojej prezentacji użył tylko emocjonalnie oddziałujących zdjęć, aby wprowadzić do tematu, reszta to wciągające i oddziałujące szalenie emocjonalnie opowieści.

Cameron czy Brown?  Który z politycznych konkurentów jest lepszym mówcą?