04 Mar

Percepcja, odwaga, reputacja. Skąd się biorą ikonoklaści?

Albert EinsteinBob DylanMartin Luther King, Jr. Richard BransonJohn LennonBuckminster FullerThomas EdisonMuhammad AliTed TurnerMaria CallasMahatma GandhiAmelia EarhartAlfred HitchcockMartha GrahamJim HensonFrank Lloyd WrightPablo Picasso.

Ta „wielka 17” to bohaterowie reklamówki „Crazy Ones” z 1997 roku, która była częścią  kampanii reklamowej „Think Different”. Bankrutujący Apple miał dzięki niej wrócić do gry w wielkim stylu, przypominając klientom, ale też pracownikom kim naprawdę  jest Apple.  Jobs, który reklamie oddał serce (a także głos – posłuchaj, chociaż ostatecznie wybrał wersję, gdzie lektorem jest Richard Dreyfuss) i napisał kilka zdań  – w tym to, o popychaniu ludzkości do przodu – uważał, że można o kimś wiele powiedzieć w oparciu o to, kim są jego idole.

Paweł Tkaczyk przypominając tę reklamę na swoim blogu nazwał  jej bohaterów ikonoklastami. 

KREACJA PRZEZ DESTRUKCJĘ

Kim jest ikonoklasta?  Tekst reklamy „Crazy Ones” zawiera gotową odpowiedź.  To odmieniec, buntownik, wichrzyciel, który uparcie idzie własną drogą. Ten, który patrzy na wszystko inaczej, nie lubi reguł i nie ma szacunku dla zastanego porządku świata. Tacy byli historycznie pierwsi obrazoburcy, wrogowie ikon i świętych obrazów.


 
W tym miejscu trzeba zadać fundamentalne pytanie: skąd biorą się tacy ludzie i DLACZEGO myślą inaczej?

Ciekawej odpowiedzi na to pytanie udziela Gregory Berns w książce Iconoclast. A Neuroscientist Reveals How to Think Differently, którą akurat mam na swojej półce, a nawet w znacznej części kiedyś przeczytałem, o czym świadczą rozliczne podkreślenia 😉 (tu coś o sklerozie literackiej).

Autor przytacza szereg (pouczających) historii odmieńców i buntowników, zarówno tych, którzy odnieśli sukces jak i tych, którzy polegli (to dla każdego): Howard Armstrong, Walt Disney, Henry Ford, Burt Rutan, Arthur Jones, Steve Jobs. Jako, że zawodowo zajmuje się badaniem mózgu (neuroekonomia) obszernie wyjaśnia fenomen tych postaw od strony naukowej (to dla wytrwałych).

Dla Bernsa ikonoklasta to ktoś, kto widzi świat w odmienny sposób niż cała reszta. To osoba, która potrafi zrobić coś, o czym inni mówią, że nie da się zrobić. A zatem to ktoś, kto jednocześnie mając oryginalny pomysł, potrafi konsekwentnie iść własną drogą i co bardzo ważne, potrafi przekonać do niego otoczenie.

Te umiejętności zależą w ścisły sposób od tego jak mózg (kandydata na ikonoklastę) radzi sobie z przetwarzaniem informacji, reakcją na strach i funkcjonowaniem wśród innych mózgów (inteligencja społeczna).

MÓZG JEDZIE NA REZERWIE

Do tego dochodzi fakt, że nasze mózgi mają spory apetyt (zużywają tyle energii, co 40 watowa żarówka), ale maja ograniczone zasoby, a zatem muszą działać ekonomicznie. Stąd mózgowi przetwarzającemu dane pochodzące od zmysłów zdarza się (aby oszczędzić na energii) działać na skróty, uciekać się do gotowców takich jak doświadczenie z przeszłości czy opinie innych osób (mózgów).

Zaś percepcja, czyli sposób postrzegania rzeczy to kluczowa cecha ikonoklasty, ponieważ jemu przedstawiają się one inaczej niż typowemu przedstawicielowi gatunku homo sapiens.

Dlaczego? Dlatego, że jego mózg inaczej przetwarza dane i nie wpada w pułapkę (efficiency trap) energetyczną. Berns pisze, że taka umiejętność omijania mielizn może być zarówno wrodzona jak i wyuczona. Percepcja to złożony proces oparty o doświadczenie, a zatem jeśli chcesz nauczyć się patrzeć na rzeczy inaczej musisz zafundować mózgowi zupełnie nowe doznania, wystawić go na działanie świeżych bodźców. Okazuje się, że ikonoklaści to właśnie ludzie, którzy nie boją się ryzyka, chętnie wypływają na nowe wody i wychodzą z bezpiecznej strefy komfortu.

The brain is lazy. It changes only when it has to do. And the conditions that consistently force the brain to rewire itself are when it confronts something novel. Novelty equals learning, and learning means physical rewiring of brain.

 TERAZ WYJDŹ PRZED SZEREG

Ale na tym nie koniec. Co z tego, że kandydat na ikonoklastę widzi rzeczy ostrzej, wymyśla oryginalne rozwiązania, jeśli nie ma w sobie dość motywacji czy odwagi, aby opowiedzieć o tym światu.

Strach jest kolejną przeszkodą, z którą musi umieć poradzić sobie ikonoklasta.  Znamy to doskonale z codziennych sytuacji, kiedy to strach przed wyjściem ze strefy komfortu, strach przez publicznym wystąpieniem, oceną, krytyką a być może wyśmianiem zniechęca do wyjścia przed szereg nawet tych, którzy myślą oryginalnie.


 
Ze strachem potrafił sobie poradzić Henry Ford. W zawodowe życie wchodził pracując w firmie Edisona, który widział przyszłość opartą o elektryczność. Ford postanowił zakwestionować tę wizję świata, zmienił branżę i od 1899 roku pracował nad rozwojem silnika spalinowego, w który wyposażył pierwotnie Model A., ale to dopiero znacznie ulepszony i lżejszy Model T z 1908 roku okazał się sukcesem. Ford podjął ryzyko, ale potrafił przekuwać porażki w nowe szanse, co potwierdzają jego słowa:

„One who fears the future, who fears failure, limits his activities. Failure is only the opportunity more intelligently to begin again. There is no disgrace in honest failure; there is disgrace in fearing to fail.”

POLE ZNIEKSZTAŁCANIA RZECZYWISTOŚCI

W końcu kandydat na buntownika musi umieć sprzedać swój pomysł i przekonać do niego innych ludzi. Musi umieć zarazić swoją ideą nie-ikonoklastów, zręcznie poruszać się w gęstej sieci relacji społecznych zyskując sojuszników.

W tej roli aktywnego towarzysko ikonoklasty świetnie odnajdywał się Pablo Picasso, również bohater reklamy Apple. Berns porównuje Picasso z Vincentem van Goghiem, który również widział rzeczy na swój oryginalny sposób,  jednak obu artystów wiele różniło. Van Gogh tworzył znacznie mniej niż Picasso, obracał się w kręgu najbliższych osób, nie budził sympatii i zmarł w biedzie.  Picasso był twórcą szalenie płodnym, a jego dzieła znali wszyscy. Był obdarzony charyzmą, co dodatkowo budziło zainteresowanie, dzięki czemu również łatwo obracał się w różnych towarzyskich kręgach.

Można także umiejętnie odwoływać się do emocji tych, którzy są otwarci na zmiany. Ci ostatni to pionierzy, entuzjaści, poszukiwacze nowości (early adopters). Takie osoby stanowią ok. 13 proc. każdej populacji i to do nich adresował swoje produkty np. Steve Jobs.

It is a biological fact that youthful brains are more easily rewired than old brains. For the iconoclast to become an icon, not only must he possess an exceptionally plastic brain that can see things differently, but must rewire the brains of a vast number of other people who are not iconoclast.

Dla Bernsa Steve Jobs nie jest zwykłym odmieńcem, ale jest ikoną. Osobą obdarzoną wyjątkowym talentem do jednoczenia ludzi wokół własnych pomysłów i popychania świata do przodu. W tym akurat wypadku za sprawą biografii Waltera Isaacsona perypetie buntownika z Kalifornii możemy prześledzić wyjątkowo dokładnie.

20 Maj

Metafora. Komputer jak rower dla umysłu

 

Autorem kilku metafor i analogii będzie tu z pewnością Steve Jobs. Dziś najsłynniejsza chyba jego metafora.

 

„Komputer jest moim zdaniem jednym z najbardziej niezwykłych narzędzi, jakie kiedykolwiek wynaleziono. Dla naszych umysłów to odpowiednik roweru”.

 

Metaforę tę zaczerpnąłem z książki Carmine Gallo, Steve Jobs. Sztuka prezentacji,  tłumaczenie Kamila i Robert Słowińscy,  s. 28. A jej źródłem jest poniższy fragment nagrania:

28 Sty

Orędzie Baracka Obamy i slajdy z infografikami

Barack Obama idzie z duchem czasu. Wygłoszone przez niego 24 stycznia 2012 orędzie o stanie państwa (state of the union address) zostało wzbogacone o równolegle wyświetlaną prezentację. Nie widzieli jej kongresmeni, nie wiedzieli jej widzowie siedzący przed ekranami telewizorów, towarzyszyła bowiem wyłącznie transmisji internetowej na stronach Białego Domu. Podczas trwającego nieco ponad godzinę wystąpienia (tu jego treść), na części ekranu wyświetlono niemal setkę slajdów.

Barack Obama jest świetnym mówcą i jest pewnie lepszym mówcą niż prezydentem. Podczas tego wystąpienia pokazał się w doskonałej formie, emanował siłą, uwodził głosem, przyciągał swoim naturalnym magnetyzmem itd. Przemówienie przygotowane zostało bardzo zręcznie: politycznym pomysłom prezydenta towarzyszyły twarde dane o jego sukcesach i planach reformy podatków czy edukacji, ale nie zabrakło nut historycznych i sentymentalnych, gdzie odwoływał się do pozytywnych mitów amerykańskiej tożsamości. Kilka historii miało swojego realnego bohatera, Amerykanina z krwi i kości, który był zaproszony do Kongresu i którego pokazywała kamera w momencie, gdy Obama opowiadał historię z nim związaną.

Gdy przywołał regułę Buffeta i namawiał do takiej zmiany prawa, aby każdy kto zarabia powyżej 1 miliona dolarów płacił 30 procentowy podatek – widzieliśmy twarz słynnej już sekretarki Warrena Buffeta, która płaci wyższy podatek niż jej pracodawca. Gdy mówił o innowacjach, wspomniał Steve’a Jobsa, wtedy jego wizerunek pojawił się na slajdzie, a w kadrze pojawiła się  jego żona Laurene Powell Jobs.

Jednak większość czasu Obama poświecił (mniejsza o to na ile to pobożne życzenia, wszak to rok wyborczy, ale to nie blog polityczny) nadwątlonej potędze swojego kraju, potrzebie pobudzenia gospodarki, bezrobociu, sprawom zielonej energii, reformy edukacji czy ogólnie poprawie jakości życia Amerykanów.  Te zagadnienia ilustrowały w większości proste i raczej czytelne slajdy zawierające wykresy, infografiki czy istotne komunikaty i liczby.

Z komentarzy, które widziałem w internecie, wprawne oko specjalistów wyłapało, że niektóre wykresy nie trzymają proporcji (to prawda),  inni chcą poznać źródła danych, aby sprawdzić czy grafiki nie zostały nadmiernie uproszczone, czytaj zmanipulowane na potrzeby propagandy sukcesu administracji Obamy. To prawda, na czymś takim można łatwo polec.

Cała prezentacja została przygotowana bardzo ciekawie. Chociaż jeden z najważniejszych politycznie komunikatów, zaraz na początku wystąpienia pokazujący slajd z Osamą bin Ladena bardzo odstaje od reszty. Rozumiem jednak, że trudno łamać sobie głowę, aby ciekawie pokazać wroga publicznego numer 1.

Pamiętając o odbiorcach, którzy dzielili uwagę podczas transmisji między prezydenta a slajdy, pewne wykresy mogłyby być prostsze i bardziej czytelne i zawierać mniej opisów. Niewątpliwą trudnością był pionowy układ slajdów, ale taki wynikał z konieczności ich prezentacji na ekranie podczas przemówienia.

Nie jest tajemnicą, że przemówienia prezydenta to efekt kolektywnej pracy samego zainteresowanego oraz zespołu doradców, autorów i resercherów, na czele którego stoi Jon Favreau.

 

Dla osób, których interesuje prezydencka kuchnia Biały Dom przygotował krótki film pokazując prezydenckich ghostwriterów podczas procesu twórczego.

Podsumowując: cieszy pomysł wzbogacenia tradycyjnych politycznych wystąpień o slajdy i infografiki. Gdy trudno skupić uwagę na tym co politycy mają do powiedzenia, szczególnie gdy przekaz jest banalny, pompatyczny albo obfituje w nadmiar detali, prezentacja może uczynić go bardziej ludzkim. Obama tego nie potrzebował, bo miał ciekawie napisane wystąpienie i dobry występ. Ale on też zdaje sobie sprawę, że ludzka pamięć jest ulotna, że trudno skupić uwagę przez godzinę na mówcy, że ciekawiej można opowiadać obrazem podsuwając odbiorcom częściowo już zinterpretowaną informację.  Poza tym takie wystąpienie zaczyna żyć swoim życiem w internecie, zainteresuje tych, którzy nie mieli powodu, aby posłuchać, a teraz będą mogli jeszcze popatrzeć.

Myślę, że dobrym sprawdzianem jakości przemówienia jest przetestowanie jej właśnie pod kątem wizualizacji i równoległego opowiedzenia przez slajdy i infografiki. Jestem ciekaw, który z polskich polityków pierwszy odważy się pójść tą drogą.

Wszystkie slajdy wyświetlone podczas orędzia można obejrzeć tutaj.

Jako uzupełnienie polecam tekst Anny Dąbrowskiej z POLITYKI Speechwriterzy, czyli jak pisać na polityczne zamówienie o tym, kto pisze przemówienia polskim politykom.

06 Paź

Steve Jobs (1955-2011): zawsze myśl inaczej

Steve Jobs zawsze powtarzał, żebyśmy robili to co kochamy i kierowali się w swoich wyborach głosem serca. Dzięki temu będziemy mieć w sobie dość siły i determinacji, aby urzeczywistniać swoje marzenia i nie stracić pasji, gdy ogarnie nas zwątpienie. Bo tylko odwaga myślenia inaczej (think different) i podążania własną drogą stwarza szansę na dokonanie czegoś oryginalnego.

A jeśli wydaje się nam, że to zbyt trudne to koniecznie powinniśmy uświadomić sobie, że nasz czas tutaj, aby zostawić po sobie jakiś ślad jest ograniczony, a śmierć jest nieunikniona. Zatem nie wahaj się, zacznij mówić własnym głosem.

Nikt nie chce umrzeć. Nawet ci, którzy chcą pójść do nieba, nie chcą umrzeć, żeby tam pójść. Śmierć czeka nas wszystkich. Nikt jej nie uniknie. I tak ma być, bo śmierć wydaje się najlepszym wynalazkiem życia. Śmierć przeobraża życie. Usuwa starych, by dali miejsce nowym. (…) Dano ci czas i nie zmarnuj go, żyjąc cudzym życiem. Nie daj się zwieść dogmatom, co polega na życiu wedle tego, co wymyślili inni. Niech w hałasie cudzych głosów nie zatonie twój własny głos. I co najważniejsze, miej odwagę, by iść za głosem serca i duszy. One jakoś wiedzą, kim naprawdę chcesz się stać. Reszta jest nieważna.

(to cytat z fragmentu z wystąpienia na Uniwersytecie Stanford w 2005r., pełna treść w Gazecie Wyborczej). Poniżej wideo z tym wystąpieniem.

 

15 Wrz

Steve Jobs i sztuka obłędnych prezentacji

Co czyni Steve’a Jobs’a mistrzem prezentacji? Czy da się podać jedną odpowiedź?

Spróbujmy.

  1. zawsze jest doskonale przygotowany
  2. mówi konkretnie, zwięźle, językiem pełnym emocji
  3. tworzy krótkie i zwięzłe komunikaty, które oddają istotę rzeczy
  4. prezentuje silnie wizualne slajdy
  5. opowiada z pasją o produktach, które wyszły spod jego ręki
  6. umiejętnie operuje głosem, rytmem i pauzą
  7. umie zaskakiwać
  8. wspaniale buduje napięcie
  9. ma świetny kontakt z publicznością
  10. jest obdarzony charyzmą
  11. jak na tak wysoko postawionego gościa prezentuje wspaniałe poczucie humoru
  12. jego wystąpienia to prawdziwy medialny show

Wszystko to prawda. Jednak dopiero wszystkie składowe, niczym fragmenty puzzli ukazują w pełnym blasku mistrzostwo byłego szefa Apple. Jego rezygnacja z kierowania firmą związana z poważną chorobą, rodzi pytanie czy zobaczymy jeszcze Jobsa w akcji podczas prezentacji.

Jobs symbolicznie schodząc ze sceny staje się – nie bójmy się tego słowa – klasykiem prezentacji biznesowych. Fenomenowi Steve’a Jobsa w roli inspirującego prezentera przygląda się Carmine Gallo. Niegdyś człowiek mediów, teraz doradca i trener w zakresie wystąpień publicznych przeanalizował wszystkie wystąpienia publiczne Jobsa, a całość ukazała się dokładnie 2 lata temu (pisałem o niej trochę później).

Polskie tłumaczenie książki Steve Jobs: Sztuka prezentacji. Jak świetnie wypaść przed każdą publicznością wydane przez ZNAK w serii “Punkty przełomowe” (można już zamawiać przez Sieć) pojawi się w księgarniach z końcem września.

Gallo rozkłada styl prezentacji Jobsa na czynniki pierwsze, dając czytelnikowi olbrzymią dawkę wiedzy o zasadach jakimi kieruje się podczas przygotowań i prezentacji nasz bohater.

Począwszy od znakomitej prezentacji Macintosha w 1984 roku, Jobs pracował nad swoim autorskim stylem doprowadzając go do perfekcji. Nie ma drugiej takiej osoby, która miałaby podobny staż na scenie. Przychodzi mi do głowy jedynie Richard Branson, który zawsze osobiście angażuje się w promocję rozmaitych usług sygnowanych marką Virgin, ale to inny rodzaj show, nastawiony na medialną promocję nowych usług.

Jobs jest mistrzem wychodzenia poza konwencję, co wiąże się z jego kwestionowaniem zastanego porządku i obsesyjnym poszukiwaniem lepszych rozwiązań. Źródłem tego stanu rzeczy jest niezachwiana wiara w to czym się zajmuje – a jak wiemy to od niego samego –  robi to co szczerze kocha i odnajduje w tym zarazem prawdziwą frajdę. Poza tym warto mieć tego świadomość, że  ten facet w dżinsach, sportowych butach New Balance i czarnym golfie kierował najbardziej dochodową firmą technologiczną, a pod względem giełdowej wyceny Apple jest tuż  za zwycięzcą tego rankingu  paliwowym gigantem Exxon Mobile (którego udało się 9 sierpnia 2011r. nawet na kilka godzin wyprzedzić i wtedy Apple była najcenniejszą firmą świata).

W tym co robi Jobs szalenie ciekawa jest motywacja i nie można jej pominąć szukając źródła sukcesu produktów Apple’a jak i scenicznego sukcesu jej byłego szefa. Gallo wyjaśnia to tak:

Umiejętność budowania głębszych znaczeń wokół produktów, które są albo kompletnie banalne, albo znane tylko wtajemniczonym, to cecha wspólna wszystkich mistrzów komunikacji, obdarzonych talentem do inspirowania innych. (…) Podobnie Jobs nie sprzedaje komputerów: sprzedaje narzędzia pozwalające wyzwolić ludzki potencjał. Czytelnicy tej książki powinni w trakcie lektury zadać sobie pytanie: „Co tak naprawdę chcę sprzedać?”. Pamiętajmy: sam gadżet to za mało, by zainspirować ludzi. Aby zdobyć klientów, musimy pokazać im, jak ten gadżetudoskonali ich życie. Jeśli zaś uda nam się przekonać ich do tego w zabawny i interesujący sposób, zyskamy w ich osobach nie tylko klientów, ale i prawdziwych apostołów.

Dlatego ogromne znaczenie w tym procesie perswazji i transformacji ma język komunikacji. Chwała Jobsowi za to, że gardzi marketingową nowomową i używa prostego języka. W porównaniu z  tym co mówi Bill Gates język prezentacji Jobsa jest znacznie prostszy. Lubi za to i chętnie korzysta z metafor, które trafiają do wyobraźni i łatwo je też zapamiętać.

Nie muszę dodawać, że komukolwiek zdarza się występować czy tworzyć prezentacje powinien po tę ewangelię wg Steve’a Jobsa sięgnąć. Rozległa analiza stylu Jobsa uzmysławia przy okazji czytelnikowi jak wiele elementów składa się na stworzenie niezapomnianej prezentacji. Nie idzie też o to, aby ślepo naśladować Jobsa, bo łatwo popaść w śmieszność. Przeciwnie, raczej analizując styl pracy i sprawdzone metody wybierać z nich to, co może przydać się do stworzenia autorskiej prezentacji. A poza wszystkim znajomość technik i sprawdzone rozwiązania powinny inspirować do szukania własnych form ekspresji.

Ocena stylu prezentacji Jobsa nie ma nic wspólnego z tym czy korzysta się z produktów z logo nadgryzionego jabłka czy nie. Mówiąc językiem słynnej reklamy Apple’a  „Think Different” z 1997 roku – nie można go po prostu zignorować.

Cześć i chwała wariatom. Tym, którzy „nie pasują”, którzy się wyłamują. Rozrabiakom i wichrzycielom. Tym, co zawsze idą pod prąd. Tym, którzy widzą rzeczy inaczej. Tym, co nie przestrzegają przepisów i nie szanują zastanego stanu rzeczy. Można ich cytować albo nie zgadzać się z nimi, gloryfikować ich lub oczerniać, ale nijak nie da się ich zignorować. Bo to oni powodują zmiany. To oni posuwają nasz gatunek naprzód. I choć niektórzy mogą uważać ich za wariatów, my widzimy w nich geniuszy. Tylko ludzie dość szaleni, by myśleć, że mogą zmienić świat, są zdolni naprawdę tego dokonać. (tłumaczenie Agnieszka Sobolewska)

Dlatego ciąg dalszy o Jobsie, książce i prezentacjach nastąpi.

P.S. Dla uzupełnienia dodam, że idąc za ciosem Gallo poświęcił Jobsowi kolejną książkę – Steve Jobs. Sekrety innowacji. Zupełnie inaczej – reguły przełomowego biznesu – która też ukazuje się w ramach serii „Punkty przełomowe”.  Dla uzupełnienia dodam, że również w tej serii w 2010 roku ukazała się książka Leandera Kahney’a “Być jak Steve Jobs. Jeśli chodzi o pomysły, wszystko jest dozwolone”.  W  serii „Punkty przełomowe” ukazały się dotąd pozycje takich autorów jak  Malcolm Gladwell, Chris Anderson, Steven D. Levitt, Stephen J. Dubner.

A 21 listopada 2011r. ukazuje się  pierwsza oficjalna biografia pt. Steve Jobs pióra Waltera Isaacsona oparta m.in. o ponad 40 rozmów przeprowadzonych w ciągu dwóch lat z samym Jobsem, który zachęcał innych rozmówców do pełnej szczerości na swój temat.